Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

blog_2_600x150

 

 

 

 

Robert jest 37-letnim inżynierem. Rozwiedziony, obecnie mieszka ze swoją mamą i bratem. Robert trafił do mojego gabinetu po wypisaniu go ze szpitala psychiatrycznego, do którego trafił z powodu nadużywania alkoholu. Oto historia, jakich wiele.

Regularne picie napojów alkoholowych rozpoczęło się u Roberta wraz ze studiami. Najpierw były czwartkowe imprezy, które kończyły się w niedzielę. Początkowo wypijał podobne ilości jak jego koledzy, lecz zauważył, że ma od nich mocniejszą głowę. W miarę treningu „mocna głowa” stawała się coraz mocniejsza i 3-4 piwa nie robiły już na Robercie wrażenia. Musiał ich wypić 6-8, żeby uzyskać efekt zamroczenia podobny jak wcześniej. Zwykle pił piwo – „napój bogów”, jak określił w rozmowie, ale nie gardził też alkoholami wykwintnymi.
Początkowo pił tylko popołudniami i wieczorami. Po pewnym czasie odkrył cudowne działanie „klina” o poranku. Samopoczucie stawało się lepsze, myśli błyskotliwsze. Dlatego po zakrapianych wieczorach regułą stało się piwo do śniadania.
Kiedy Robert mieszkał w akademiku, nikt nie kontrolował jego picia. Rodzicom wystarczało, że zalicza egzaminy i kończy kolejne lata studiów, a współlokatorzy także nie stronili od alkoholu. Po uzyskaniu dyplomu Robert dostał fajną pracę, ożenił się i ruszył w dorosłość z tak zwanego kopyta. Dorosłość ta niestety nie obfitowała w same szczęśliwe, miłe i oczekiwane zdarzenia. Szef żądał pracy po godzinach, płacił nieregularnie, żona spodziewała się pomocy w domu i przy dziecku, a samochód się czasami psuł. Ale Robert znał już sposoby regulowania uczuć na skróty: tu winko, tam piwko i od razu życie choć na chwilę stawało się bardziej kolorowe. Kiedy zamroczenie mijało, spotykał się z potępiającym wzrokiem małżonki. Czuł się podle, musiał przysięgać, że to był ostatni raz, ale już wiedział, co zrobi. Chował butelki po kątach. Później już pędził sam, bo wychodziło taniej…
Po którejś libacji obudził się i nie zastał żony i dziecka. Z rozpaczy musiał się napić. Pił dwa tygodnie. Szczęśliwie dobra mama załatwiła L4, dzięki czemu jeszcze wtedy nie rozstał się z pracą. Później pił za każdym razem, kiedy żona nie godziła się na powrót. Kontrola w pracy – lekki chuch w alkomat i parę butelek znalezionych w służbowej szufladzie zakończyło się zwolnieniem. Szef okazał się ludzki: zgodził się na rozwiązanie umowy o pracę za porozumieniem stron.
Bez rodziny, bez pracy – Robert musiał się napić z żalu. Tak pił parę tygodni, a w międzyczasie dokarmiała go mama. W końcu ona i starszy brat Roberta nie wytrzymali i zgłosili go do Gminnego Punktu Konsultacyjnego. Ruszyła cała machina, włącznie z sądowniczą, i po prawie roku od zgłoszenia Robert odbył sześciotygodniowy turnus terapeutyczny. Był bardzo pilnym i pracowitym pacjentem, najlepszym w grupie. Dlatego otrzymał funkcję grupowego na oddziale i związane z tym przywileje.
Sześć tygodni szybko minęło i wrócił do mamy, zdecydowany kontynuować terapię uzależnień. Niestety, między przystankiem a domem rodzinnym był sklep monopolowy, ten co zawsze, a pod sklepem ta sama co zawsze pogodna ekipa. „Z nami się nie napijesz?” – usłyszał Robert. „Za twoją trzeźwość!”, „ten jeden na pożegnanie”, „nie będzie ci nikt mówił, co masz robić”, „masz silną wolę, to z niej korzystaj”… No i skorzystał. Pierwszy łyk patykiem pisanego wina miał smak ambrozji. Poległa owa mityczna silna wola. Robert wrócił do domu zawianym krokiem na szerokiej podstawie. Tydzień później pojawił się w moim gabinecie z mocnym postanowieniem, aby zacząć od nowa. „Mam silną wolę, będę jej używał”…
Robert ma wyraźny problem alkoholowy, przez co spełnia kryteria rozpoznania uzależnienia od alkoholu – F 10.2. Ma upośledzoną zdolność kontroli, wyższą tolerancję alkoholu, nadmierne zainteresowanie piciem i picie mimo szkód, które alkohol spowodował w jego życiu: problemy w domu i pracy, rozwód, utrata prawa jazdy. Można użyć także ostatniej cyfry 5 w pozycji międzynarodowego kodowania uzależnienia. „5” oznacza, że Robert używa alkoholu w sposób ciągły. Jeśli nie przestanie, istnieje ryzyko rozwoju innych zaburzeń.

Agnieszka Mydlikowska-Śmigórska

Specjalista psychologii klinicznej, neuropsycholog, terapeuta uzależnień

www: http://www.neurona.pl

e-mail: a.mydlikowska@gmail.com

Reklama
Reklama