Reklama

 

blog_2_600x150


Barwny ptak czy dzidzia piernik


 

Basię poznałam jako młoda studentka psychologii. Było to tak dawno temu, że hity z tamtych czasów można usłyszeć już tylko na listach starych przebojów. Do naszego studenckiego mieszkania przyprowadziła ją moja przyjaciółka i współlokatorka. “To jest Basia” – powiedziała, kiedy każde z nas wyjrzało, zwabione trzaśnięciem drzwi, na korytarz. Za nią stał barwny ptak, choć lekko zmoknięty i zapłakany.

Basia na pierwszy rzut oka wyglądała na nieco młodszą od nas. Miała różową tiulową spódnicę, rażąco żółte glany, czerwoną ramoneskę i zielone kabaretki. O kolorowych rękawiczkach i berecie na rudych włosach już nie wspomnę. Po zapuchniętej twarzy smutno spływał rozmazany łzami niebieski tusz, tworząc dwie regularne linie. Wyglądała jak z innej bajki. “Basia będzie z nami mieszkać, bo ma kłopoty i nie ma gdzie się podziać, a pokój po Monice i tak stoi pusty” – ciągnęła dalej Kaśka. Chwilę trwało, zanim ja i moi przyjaciele odzyskaliśmy dobre maniery i akceptująco kiwnęliśmy głowami. Wtedy stało się coś przedziwnego. Basia zawirowała spódnicą, podskoczyła z głośnym “hurra”, wylądowała z przytupem, otarła łzy i radośnie zaczęła dopytywać się o swój pokój. Później zawirowała… i po paru godzinach wróciła, taszcząc wielką walizkę w kolorowe wzorki. “Dziwna” – orzekli ci bardziej rozsądni współmieszkańcy. “Fascynująca” – pomyślałam ja. Sześć miesięcy z Basią pod jednym dachem było świetną szkołą z psychopatologii, co uświadomiłam sobie parę lat później. Basia, jak się okazało, nie była naszą rówieśniczką. Miała 35 lat i świetnie się trzymała (przynajmniej po zmroku lub w ciemnym korytarzu). Zafascynowana Basią, z misją pomagania typowa dla adeptow psychologii, stałam się świetnym słuchaczem pogmatwanych opowieści. Dziewczyna trafiła do naszego mieszkania po wielkiej kłótni z miłością swojego życia. Wybiegła od niego na ulicę i już tam nie wróciła, znalazłszy ciepłe lokum u nas. Opowieści Basi były na przemian smutne i dramatyczne, a po chwili śmieszne, komiczne. Każda opowieść była bogato ilustrowana – a to łzami, a to perlistym śmiechem lub waleniem pięścią w blat sfatygowanego studenckiego stołu. To była cała Basia: zmienna, emocjonalna, “humorzasta”. Kiedy do wspólnej kuchni wchodził lokator płci męskiej, Basia prostowała się, wypinała pierś i zalotnie trzepotała rzęsami. Prowadziła zdecydowanie nocny tryb życia. Co wieczór o 20.00 opuszczała nasze mieszkanie, udając się na podbój nocnych klubów w poszukiwaniu kolejnej miłości życia. Jeśli poszukiwania zakończyły się powodzeniem, zaraz po przebudzeniu Basia śpiewała, fałszując: “Oh, l`amour…”. Pecha miał ten, kto zaczynał zajęcia o trochę później lub odsypiał nocne zakuwanie. Jeśli jednak łowy kończyły się niepowodzeniem lub wczorajsza “miłość” nie zadzwoniła, to bez względu na porę w mieszkaniu żałośnie wył i gwizdał “Wind of change” Scorpions. Moje rozmowy z Basią odbywały się najczęściej w środku nocy, kiedy ona wracała sama z klubu, a ja parzyłam sobie kolejną kawę. Basia pochodziła z cudownej, kochającej się i dbającej o siebie rodziny, miała dwóch łebskich braci, parających się biznesem. Ona sama skończyła fantastyczne technikum ekonomiczne i – często zmieniając pracę – dążyła do zostania główną księgową w prestiżowej firmie. Jak się później okazało, prawda była nieco inna. Rodzice trwali w ciągłym konflikcie, Basia była “kwiatuszkiem” swojego tatusia, a w konsekwencji jego sojusznikiem w wojnie z zimną żoną. Dwaj starsi synowie żyli ze sprzedaży puszek i drobnych przestępstw, a Basia zakończyła naukę w technikum, ale w drugiej klasie, więc wykształcenie miała podstawowe. Życie Basi, sądząc z jej opowieści, było barwne, ciekawe, interesujące. Niczym sztuka teatralna, która nie wiadomo, czy jest bardziej komedią czy tragedią. Pojawiali się w nim męscy rycerze, którzy później okazywali się zwykłymi świniami, sfeminizowane harpie, zazdroszczące Basi kobiecości i powodzenia, i moherowe berety, które nie rozumiały, że młoda dusza musi się wyszaleć. Basia zniknęła z naszego mieszkania równie nagle, jak się pojawiła. Radośnie spakowała swoją walizkę, fałszując na cały głos refren “Płomieni miłości”, wydłużając słowo “love”, i odeszła, obejmowana ramieniem swojej kolejnej “wielkiej miłości”. A my, jej najlepsi przyjaciele – jak nas nazywała – nie zobaczyliśmy jej nigdy więcej.

Dwa lata później na zajęciach z psychopatologii zrozumiałam, że Basia miała histrioniczne zaburzenia osobowości.

Według podobnego schematu zapewne potoczyły się też losy Basi, obecnie jest panią po 50. zastanawiającą się dlaczego los poskąpił jej miłości i szczęścia. Zburzenia osobowości są jak koleiny, z których trudno się wyrwać, a które prowadzą na manowce życia, miłości, czy społeczeństwa.

Nazwa pochodzi od greckiego słowa hystera – macica. Termin osobowość histrioniczna po raz pierwszy pojawił się w 1980 w III rewizji zaburzeń psychicznych (DSM III). Usiłowano nim zastąpić mocno związany z płcią termin – histeryczna.  Jest wiele koncepcji wyjaśniających przyczyny pojawienia się tego typu zaburzeń osobowości. Począwszy od Hipokratesa, który zaburzenia uzasadniał wędrującą macicą, poprzez psychodynamiczny brak wglądu w nieuświadomione konflikty i  niekonsekwentny system wychowawczy, konfliktów między rodzicami, aż do koncepcji genetycznych i neurofizjologicznych.  Mimo, że teorie brzmią bardzo wiarygodnie dla współczesnych  i mocno prawdopodobnie, trudno jest eksperymentalnie potwierdzić ich prawdziwość. Jak to w psychologii – ekwifinalność i ekwipotencjalność biorą górę.  Bez względu na przyczyny, faktem jest, że mówiąc o osobowości histrionicznej, można wyróżnić typowy zespół objawów: egzaltowanie, zabieganie o uwagę, chaotyczny styl poznawczy, dysocjacja jako mechanizm obronny. Zaburzenia histrioniczne mogą występować u obu płci, jednak zdecydowanie częściej pojawiają się u kobiet. Choć zapewne  w świecie gender i trans, gdzie sprecyzowane role i schematy płciowe stają się passé, wkrótce będą pojawiać się z taką samą częstotliwością u obu płci. Nasza kultura jest bardzo sprzyjająca zaburzeniom hisrionicznym – osoby miłe, dowcipne, przyjazne są często duszami towarzystwa, a ich entuzjazm i radość życia często udzielają się towarzystwu. Wdzięczne i dowcipne, ale jednak płytkie osoby histrioniczne szybko zaczynają nużyć otoczenie, stąd też szybkie przechodzenie od zawarcia znajomości do kontaktów seksualnych Związki, jakie tworzą osoby histrioniczne, przebiegają intensywnie, ale są powierzchowne i nietrwałe. Histrioniczka domaga się ciągłej uwagi i stymulacji, zmęczeni partnerzy odchodzą. Nieco mniej zaburzone, atrakcyjne fizycznie kobiety stają się żonami – trofeami. To te  drugie, śliczne partnerki bogatych biznesmenów. Ich jedyną rolą jest pięknie wyglądać i błyszczeć na pokaz. No chyba, że trafi swój na swego. Piękne, kobiece kobiety są bardzo pociągające dla męskich mężczyzn z osobowością narcystyczną. Czyli macho z laleczką. Związki tego typu, choć niosą mało satysfakcji, mogą trwać latami. Pod warunkiem, że obie strony wywiązują się z niewypowiedzianego kontraktu: on pnie się w górę po drabinie społecznej, a ona tylko “jest” – śliczna, seksowna, wpatrzona w niego, głupiutka. Koniec następuje wtedy, kiedy ona z wiekiem mądrzeje lub on znajduje młodszą, ładniejszą, seksowniejszą. Posiadacze osobowości histrionicznej  rzadko zgłaszają się na terapię. Powodów jest kilka – współczesnej kulturze świetnych, swingujących, singli nawet mocno zaburzona histrioniczka będzie sprawiała wrażenie osoby świetnie przystosowanej. Dobrze grająca swoją rolę histrioniczka zdobywa społeczne nagrody za wygląd i wdzięk. Kiedy histrioniczka odczuwa brak lub dyskomfort zamiast na terapię rusza na poszukiwania i najczęściej znajduje, choć z wiekiem bywa coraz trudniej. Co więcej, dziś łatwo jej znaleźć kolejnego partnera “na całe życie”, bo bo świetny, swingujący singiel, to często narcyz. Ale zanim histrioniczka się zorientuje, kto tkwi po drugiej stronie pięknej twarzy, to społeczne wyznaczniki normy – mąż i dzieci są odhaczone Jeśli związek histrioniczki bywa zagrożony trafia ona nie na terapię, a  na pogotowie z różnymi bólami, które mijają kiedy partner uzna swój błąd.  Jeśli jednak ostatecznie osoba histrioniczna trafi na terapię to zazwyczaj terapeuta jest płci przeciwnej a pacjentka roztacza swój wdzięk i urok wodząc na pokuszenie Pana Specjalistę. Po krótkim czasie kiedy objawy ustąpią, terapeuta nie dał się uwieść lub terapia zaczyna wymagać.

 

Agnieszka Mydlikowska-Śmigórska

Specjalista psychologii klinicznej, neuropsycholog, terapeuta uzależnień

www: http://www.neurona.pl

e-mail: a.mydlikowska@gmail.com

Reklama
Reklama
?