Reklama
Reklama

weterynarzPopołudnie.
Dzwoni telefon.
Panie doktorze proszę przyjechać mój pies wrócił ze spaceru i coś się z nim stało, leży nieprzytomny.
Chwytam za torbę i jadę na miejsce.
Faktycznie w przedpokoju leży pies, który na spacerze zachowywał się normalnie, jeszcze przed chwilą biegał, a teraz leży nieprzytomny i ledwo oddycha.
Przystępuję do badania, zakładam venflon do żyły, podaję leki .
Właściciele nie wiedzą co się stało, stoją zaniepokojeni.
Po kilku minutach podane do żyły leki zaczynają działać, pies odzyskuje przytomność, podnosi głowę i zwraca swój wzrok prosto w moje oczy a następnie zaczyna lizać mnie po ręce.
Dreszcz po plecach.
Dla takich momentów warto jest żyć.
W takich momentach człowiek uświadamia sobie co jest jego powołaniem.
Czekam aż pies wstanie i odprowadzi mnie wychodząc na spacer.
Czy może być coś piękniejszego od uratowania życia bezbronnemu zwierzęciu, które nie potrafi powiedzieć co się stało, nie potrafi powiedzieć co Go boli ale oczekuje pomocy od człowieka.

Artur Różycki

Artur Różycki

Lekarz weterynarii

www: http://www.podajlape.az.pl/

e-mail: rozowywet@o2.pl

Reklama
Reklama