Reklama
Reklama

weterynarz

 

Było to latem. Zostałem powiadomiony o suczce wyrzuconej ze szczeniaczkiem pod
śmietnikiem.Pozostawienie suki z malcem powoduje że suczka trzyma się tego miejsca i nie
biegnie za swoim „opiekunem”. Szczeniaczek szybko trafił do adopcji. Pozostała
suczka-matka. Jak zwykle zamieściłem w internecie ogłoszenie o suczce. Zgłosili
się pewni państwo. W tym samym czasie przeczytałem przypadkiem na Facebooku, że
pewna fundacja poszukuje karmiącej suki. Suczka potrzebna była do wykarmienia  6
szczeniaków, które ktoś wrzucił do rzeki. Zdarzenie zauważyli przebywający nad
rzeką chłopcy. Natychmiast rzucili się na pomoc pieskom, wyłowili je z rzeki.
Sprawcy nie udało się odnaleźć. Szczeniaczki przebywały ponad 100 km od  Brzegu
Dolnego. Pomyślałem, że to ta suczka powinna je wykarmić. Ale była już rodzina,
która chciała zaadoptować suczkę. Zawiozłem suczkę do tej rodziny. W głębi serca
chciałem żeby coś wyszło nie tak, żeby jednak suczka została oddana i pomogła
wykarmić tamte szczeniaczki. Nie musiałem długo czekać.
Kilka godzin po jej oddaniu zadzwonili do mnie nowi opiekunowie i prosili mnie
żebym zabrał suczkę, która za wszelką cenę próbuje się wydostać z kojca, wspina
się na ogrodzenie, raz nawet zawisła między furtką i groziło to wypadkiem.
Błyskawicznie pojechałem po suczkę .Nawiązałem kontakt z fundacją. Już na drugi
dzień pani z fundacji była u mnie i gromadką szczeniąt. Suczka od razu
zaakceptowała malce. Wykarmiła szczeniaczki i cała sprawa zakończyła się
szczęśliwie dla wszystkich. Suczka – mamka  znalazła nowy dom. Moje przeczucie
okazało się trafne. A internet pokazał swą moc.

Artur Różycki

Lekarz weterynarii

www: http://www.podajlape.az.pl/

e-mail: rozowywet@o2.pl

Reklama
Reklama