Reklama

blog_2_600x150


Przemoc domowa


Hanka poznała Wojtka na przyjęciu służbowym. On – starszy, prawnik, przystojny, szpakowaty, z tym lekko nonszalanckim poczuciem humoru, i ona – młoda absolwentka dziennikarstwa stawiająca pierwsze kroki w zawodzie. Był po rozwodzie, miał z poprzedniego związku dwójkę dzieci, które szybko zaakceptowały Hankę w swoim życiu.
Hanka zakochała się w Wojtku. Wzięli ślub, a na świat przyszło ich pierwsze dziecko – Milenka. Ale już w czasie ciąży nad bajkowym życiem Hanki zaczęły zbierać się chmury. Wojtek, będąc w pracy, dzwonił często do domu. Nieodebranie bądź późniejsze oddzwonienie nie wchodziły w grę, ponieważ za każdym razem robił potworną awanturę. W czasie kłótni zarzucał żonie zdradę, zaniedbywanie go. Kiedy Hanka wróciła do pracy, systematycznie przeglądał jej telefon. Gdy widział nieznane numery – a w zawodzie dziennikarza to częste – notorycznie w ich domu słychać było: “Co robiłaś, ty ździro?”, “Ku…, blondi, ja ci pokażę!”, “Jesteś śmieciem, jesteś nikim”, “Co ty znaczysz bez mojego nazwiska, idiotko?”. Napady, awantury i wyzwiska były przeplatane romantycznymi wieczorami, przeprosinami, namiętnymi nocami. Hanka, patrząc wtedy na swojego kochanego męża, szukała rysów potwora, w którego zamieniał się podczas awantur. Na zewnątrz uchodzili za wzorowe, kochające się małżeństwo. Na imprezach trzymał ją za rękę, głaskał po głowie. “Moja Hanusia” – mówił o niej przy znajomych.
Powoli, drobnymi krokami życie Hanki zamieniało się w piekło. Miodowe miesiące były coraz rzadsze, coraz krótsze, a awantury nabierały siły i mocy. Pewnego słonecznego dnia bawiąca się Milena nagle zaczęła sprzątać swoje zabawki. Na pytanie, dlaczego to robi, odpowiedziała Hance: “Zaraz tatuś wróci z pracy i znowu będzie się złościł i na ciebie krzyczał, a ja nie chcę”. Słowa małej podziałały jak zimny prysznic. Spakowała rzeczy dziecka i wyjechała do rodziców na wieś. Wojtek, na początku prośbą, a potem groźbą i szantażem próbował wymusić na Hance powrót. Później sądowa gehenna, zarzuty o jej rozliczne zdrady, zaświadczenia od psychiatrów, że ona się leczy, bo jest nienormalna, aż po próbę odebrania jej dziecka. Jako prawnik wiedział jak grać, aby wygrać.
Koszmar Hanki skończył się, kiedy Wojtek poznał Renatę, swoją kolejną żonę. Dwa lata temu Hanka zeznawała w czasie sprawy rozwodowej jako świadek Renaty. Wojtek zmienił żonę, ale nie zmienił metod postępowania. Dlaczego Hanka musiała zeznawać? Bo Renata była “niewiarygodna”, a dzieci “zmanipulowane”. Renata dostała rozwód z orzeczeniem o winie Wojtka, bo miała szczęście, że Hanka zdecydowała się jej pomóc. Wiele kobiet takiego szczęścia nie ma. Kiedy zgłaszają przemoc domową, pierwszym pytaniem prokuratora i policji jest pytanie o obdukcję lekarską. A przecież upokarzanie, szantażowanie, wyzwiska zostawiają ślady czasem o wiele trwalsze niż siniaki 5/7 cm.
Do napisania tego artykułu popchnął mnie przypadkiem obejrzany skecz kabaretu Hrabi pt. “Nerwy w związku”. Nie padł tam ani jeden cios ani nawet wyzwisko, ale nie ma najmniejszej wątpliwości, że jego bohater jest przemocowcem czystej krwi. Na chłodno wyniszcza, dręczy, nie zostawiając śladów. Przemoc domowa jest tematem mocno wyeksploatowanym. Ten dział psychologii już dawno trafił pod strzechy i się tam zadomowił. Przynajmniej teoretycznie. O kole przemocy, jej eskalacji, miodowych miesiącach i zjawisku wtórnej wiktymizacji dyskutują już nawet gimnazjaliści. Większość ludzi wie, że obok przemocy fizycznej istnieje też przemoc ekonomiczna, emocjonalna, seksualna. Że wyróżniamy przemoc zimną i gorącą. Że człowieka można dręczyć na różne sposoby – niekoniecznie zadając ciosy. Że sprawca to nie zawsze prymitywny “burak”. Równie dobrze może to być człowiek zamożny, wykształcony, czasem taki świecznikowy wzór społeczny, który za zamkniętymi drzwiami zamienia się w kata. Charakteryzuje go brak empatii, wyrzutów sumienia i poczucia winy, narcyzm, roszczeniowa postawa, agresja, brak cierpliwości i wysokie umiejętności manipulacyjne. Ale na zewnątrz taki typ sprawia zwykle wrażenie osoby sympatycznej, życzliwej, towarzyskiej – łatwo nawiązuje kontakty z ludźmi i potrafi stwarzać pozory “fajnego gościa”.
Tacy ludzie, często określani mianem psychopatów, stanowią 4 procent społeczeństwa. Czyli są wśród nas. Na każde przypadkowe 100 osób – cztery to psychopaci. Stosując matematykę można śmiało założyć, że w naszym powiecie mieszka około 900 psychopatów. Zatem dlaczego w całej Polsce aż 90 proc. spraw o przemoc domową kończy się umorzeniem, a pierwszym pytaniem zazwyczaj jest pytanie o obdukcję? Mam wrażenie, że ludzie zbyt często popełniają błąd naiwnego uogólnienia: jeśli widziałem, że ktoś popełnia przestępstwo, to jest on przestępcą, ale jeśli nie widziałem jak popełnia – czy to znaczy, że na pewno nie jest przestępcą? Wielka szkoda, że popperowska idea weryfikacji hipotez jest rzadkością, a stara rzymska zasada “kto na tym zyskuje” została zamieniona na domniemanie niewinności. Dura lex sed lex…

Agnieszka Mydlikowska-Śmigórska

Specjalista psychologii klinicznej, neuropsycholog, terapeuta uzależnień

www: http://www.neurona.pl

e-mail: a.mydlikowska@gmail.com

Reklama
Reklama
?