Reklama
Reklama

blog_2_600x150


Sex, drugs i rock&roll jako profilaktyka choroby Alzheimera


Tydzień temu inicjowaliśmy w Polsce projekt Cafe Alzheimer. Uroczystość zaczęłą się projekcją filum „Nie zapomnij mnie”. Jeden z bohaterów filumu wygłasza stwierdzenie – „i w dogrywce można strzelić gola” dlatego postanowiłam odświeżyć temat zmian, jakie zawczasu powinniśmy wdrożyć w życie, aby odsunąć od siebie ryzyko choroby Alzheimera.

Pamięć ludzka nie jest oderwana od ciała, a ciało od środowiska. Stare powiedzenie „w zdrowym ciele zdrowy duch” znajduje swoje potwierdzenie w coraz większej liczbie badań naukowych. Do niedawna sądzono, że liczba neuronów jest największa w momencie narodzin i z wiekiem tylko się obniża. Granicą był 21. rok życia. W okresie między 1. a 21. rokiem życia wyszczególnić można trzy okresy intensywnego rozwoju mózgu. Po okresie wzrostu przychodzi gwałtowne przycinanie neuronów, według zasady „nieużywane wyrzucić”. Dlatego tak ważne jest rozbudzanie zainteresowań u dzieci, pokazywanie im różnych zjawisk, uczenie nowych umiejętności. Wszystko po to, aby jak największa liczba neuronów znalazła zatrudnienie w mózgu rozwijającego się człowieka. Kiedyś może się okazać, że były to zapasy na czarną godzinę. Parę lat temu zobaczyliśmy światełko w tunelu: pojawiła się nadzieja dla mózgów 30-, 40-, a nawet 100-letnich. Badania pokazały, że przez całe życie nie tylko tworzą się nowe połączenia, ale i nowe neurony. Ale diabeł ukryty jest w szczegółach – proces ten zachodzi nie zawsze, nie w takim samym tempie. Należy stworzyć ku temu sprzyjające warunki. Pamięć nie będzie dobra, kiedy nasz organizm toczą choroby i stany zapalne, stresy i nadmiar obowiązków są naszą wieloletnią codziennością, a całe życie towarzyskie ogranicza się do Internetu. Profesor Duch uważa, że stara hipisowska maksyma „sex, drugs i rock&roll” powinna przyświecać każdemu, kto dba o zdrowy i sprawny mózg. Kiedy cytuję profesora na wykładach dla seniorów, zawsze w tym momencie widzę uśmiechy na zadowolonych twarzach tych aktywnych – szczególnie panów, bo panie płoną wówczas rumieńcem zawstydzenia. Tyle, że profesor rozumie tę maksymę znacznie szerzej niż hipisi.

„Sex” to dla profesora nie tylko przyjemna i prozdrowotna aktywność w parach. To także całe życie towarzyskie: spotkania z ludźmi, wymiana poglądów, doświadczeń, a nawet polemiki i kłótnie. Bo ludzki mózg jest organem lubiącym towarzystwo – inni ludzie działają na niego stymulująco i rozwijająco.

Drugie słowo to „drugs” – po naszemu leki. I tu znowu profesor znacznie rozszerza to pojęcie. „Drugs” to leki regulujące poziom cukru we krwi i ciśnienie, to antydepresanty i kwasy tłuszczowe – bo wiele chorób uruchamia kaskadę, która doprowadza do odkładania się betaamyloidu w naszych mózgach. „Drugs” to także zdrowa dieta, to lampka czerwonego wina od czasu do czasu, ale przede wszystkim to „hormony szczęścia”, których stały dopływ powinniśmy zapewnić naszym mózgom.

No i na koniec stary dobry „rock&roll” – czyli ruch. Mózgi lubią być w ruchu – systematycznym, dość żwawym. Wielu moich pacjentów słyszy jako zalecenie terapeutyczne zwiększenie aktywności fizycznej. Początkowo patrzą na mnie jak na kosmitkę, muszę przytaczać badania, nazwiska, eksperymenty. Część z nich wdraża moje zalecenie w życie. Relatywnie szybko poprawia się nastrój. A ponieważ depresja sprzyja rozwojowi zaburzeń pamięci, również w ten sposób chronią swoje mózgi przed chorobą Alzheimera. Ruch dla mózgu to także ćwiczenia pamięci. Nieużywany organ zanika. Treningi pamięci to zestaw ćwiczeń ułożonych w taki sposób, aby poprawić jej skuteczność. Tajemnica efektywności treningów poznawczych tkwi w ich cyklicznej strukturze, z powtarzającymi się zajęciami o wzrastającym stopniu trudności i dużej różnorodności. Stymulujemy nie tylko pamięć wzrokową i słuchową, ale też ruchową i proceduralną. Bardzo obiecujące efekty daje pobudzanie pamięci, bazujące także na innych zmysłach niż wzrok i słuch, mimo iż badania pokazują, że osłabienie węchu jest prodromalnym objawem rozwijającego się otępienia.

Ponad dwa miesiące temu na jednym z portali informacyjnych przeczytałam: Geny ukierunkowują nas w stronę określonych chorób, ale silniejsze od nich jest środowisko. To dobra wiadomość, bo daje nam możliwość ingerowania w przeznaczenie zapisane nam w DNA – mówi Giovanni Scapagnini, profesor medycyny oraz biochemii klinicznej, członek American Society for Neuroscience. Scapagnini jest pewny, że zmiana przyzwyczajeń oraz środowiska może zahamować rozwój Alzheimera.

Dlatego weźmy sobie do serca „sex, drugs i rock&roll”, a za jakiś czas nasze ciała i umysły odwdzięczą się nam dużo lepsza kondycją.

 

 

Agnieszka Mydlikowska-Śmigórska

Specjalista psychologii klinicznej, neuropsycholog, terapeuta uzależnień

www: http://www.neurona.pl

e-mail: a.mydlikowska@gmail.com

Reklama
Reklama