Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

blog_2_600x150

 

 

 

Oskar Wilde mówił, że jedynynym sposobem na pozbycie się pokusy jest jej ulec. Może i dowcipnie, ale bardzo głupio, czego najlepszym przykładem jest życiorys poety utracujsza. Znacznie więc racji miał filozof, który twierdził, że wolność jest władzą, którą mamy nad samym sobą.

Pionierem badań nad siłą woli był Walter Mischel, a jego eksperyment, szerzej znany jako test pianek, przeszedł do klasyki psychologii i doczekał się wielu wariantów i replikacji. Autor i jego zespół zaoferowali czteroletnim dzieciom słodkie pianki, które mogły zjeść w tym momencie, ale jeśli odczekały pewną – wydłużaną ilość czasu, dostawały tych pianek dwa razy więcej. Dzieci – jak to dzieci – jedne zjadały od razu, zaś inne, stosując różne strategie, odczekiwały krócej lub dłużej. Eksperyment się zakończył, ale owe dzieci dorosły, przeżyły życie i miały na swoim koncie sukcesy i porażki. Mischel i jego współpracownicy po latach przeanalizowali życiorysy badanych dzieci i porównali z wynikiem w teście pianek. Wyniki zaskoczyły samych autorów. Te dzieci, które potrafiły długo czekać, a tym samym podwoić nagrody, osiągały też lepsze wyniki w nauce, a jako dorośli odnosili większe sukcesy niż ci, którzy jako czterolatki natychmiast pochłonęli swoje pianki. Coraz częściej pojawiają się artykuły, w których padają stwierdzenia, że „kilkanaście lat temu psychologowie mylili się twierdząc, że kluczem do społecznych i osobistych sukcesów jest rozwijanie poczucia własnej wartości”. Że to właśnie samokontrola, potocznie zwana siłą woli, czyli zdolność do kontrolowania własnych impulsów, popędów i pragnień, ma wpływ na udane życie osobiste i zawodowe.
Lubię metaforę siły woli jako mięśnia mentalnego, który można ćwiczyć i szlifować. Kiedyś na znanym portalu społecznościowym przeczytałam następujący tekst: „Są tacy ludzie, którym ma się ochotę przybić piątkę. Krzesłem. W twarz”. No i ci, który mają tę ochotę, ale za nią nie podążają, właśnie ćwiczą silną wolę – tak jak mięsień. Niestety metaforę mięśnia trzeba rozciągnąć dalej i nadal będzie ona trafna – zasoby silnej woli nie są niewyczerpywalne. Ulegają one „zmęczeniu” wskutek aktywności, czyli powstrzymywania się od otaczających nas pokus. Pewnie w tym można szukać przyczyn niepowodzeń różnych diet, którymi katują się ludzie. Po przerywanej płaczem niemowlaka lub wędrowaniem czterolatka nocy siłą woli człowiek wstaje z łóżka – no chyba, że jest rannym ptaszkiem, wtedy ma łatwiej. Później człowiek siłą woli rozwiązuję spory i łagodzi napięcia („mamo, ona mi zabrała pastę”, „on mi zasłania lusterko”, „kochanie, gdzie są moje skarpetki?”). Po wyprawieniu rodziny do obowiązków, człowiek zaczyna wykonywać wszystkie role, które w życiu przyjął, zatem ponownie uruchamia się pokłady siły woli i wykonuje szereg obowiązków: pracownika, rodzica, sprzątacza, kucharza, przyjaciela, partnera itp. I nagle taki zmęczony człowiek, z zasobami woli na wyczerpaniu, widzi coś pysznego do jedzenia – i ulega, z lekkim poczuciem winy, postanawiając odchudzać się od jutra. Wykręt też mamy dobry, bo przecież zarówno mózg, jak i zlokalizowana w nim siła woli potrzebują glukozy. Oczywiście siłę woli można podtrzymywać, czyli można się wewnętrznie motywować – niektóre kobiety motywuje wizja wakacji, mężczyzn kaloryfer na brzuchu (nie mylić z bojlerem). Nagrodą i wzmocnieniem mogą być wyniki najnowszych badań pokazujące, że ludzie o wysokiej samokontroli są zdrowsi, zamożniejsi i żyją dłużej. Samokontrola sprzyja także tworzeniu szczęśliwszych związków, chroni przed życiowymi manowcami i uzależnieniami. Choć, jak sądzę, aby się uzależnić trzeba się wykazać bardzo silną wolą i determinacją w dążeniu do celu. Ale o tym napiszę w kolejnym artykule.

Agnieszka Mydlikowska-Śmigórska

Specjalista psychologii klinicznej, neuropsycholog, terapeuta uzależnień

www: http://www.neurona.pl

e-mail: a.mydlikowska@gmail.com

Reklama
Reklama