Reklama

blog_2_600x150

 

 

 

 

Kilka tygodni temu zakończyłam terapię Adama, trzeźwego alkoholika. Ale tym razem rzecz nie o alkoholizmie, ale o odzyskiwaniu trzeźwości, godności, wglądu. O stawaniu się ponownie ojcem, mężem, synem i przyjacielem, czyli o fenomenie, jaki kryje się w płatach czołowych.

Adam ma 40 lat i pił prawie od zawsze. Pił także jego ojciec i pięciu braci, pili wujowie i dziadkowie. W jego rodzinie nie piły tylko kobiety. Pierwsze piwo postawił mu ojciec. Później pił z braćmi. Następnie z kolegami w wojsku. A wreszcie z kolegami budowlańcami. Ożenił się, urodziło mu się dwóch synów, których opił. Później pił bo były konflikty z żoną, przepił rozwód, związał się z kolejną kobietą i przepił kolejne pięć lat ich wspólnej córki. Aż nowa partnerka postawiła ultimatum – albo terapia albo rozstanie.
Odbył 6 tygodni stacjonarnego odwyku i utrzymywał abstynencję, a że było trudno, mama poradziła mu, „aby poszedł z kimś pogadać”. Tym kimś byłam ja. Podczas pierwszego spotkania Adam był pełen złości i żalu – do świata, a najbardziej do byłej żony. Kolejni pracodawcy nie wypłacali mu pensji, podłe teściowe, była i obecna, knuły przeciwko niemu. Szwagrowie źle mu życzyli a była żona… była żona to skrzyżowanie harpii, hetery, hegemona i hipokryty (i jeszcze parę słów potocznie znanych jako obelżywe). Z dziećmi z pierwszego małżeństwa od trzech lat nie miał kontaktu, bo owa istota na h- nastawiła je wrogo przeciwko niemu, opowiadając steki bzdur, jakoby był alkoholikiem i psychopatą. I właśnie subiektywnie postrzegana relacja z dziećmi i byłą żoną była dla mnie probierzem przywracania płatom czołowym ich funkcji.
Po kilku tygodniach wspólnej pracy Adam był gotów przyjrzeć się swojej relacji z dziećmi z pierwszego małżeństwa. Dzieci w wieku 15 i 10 lat, uczą się dobrze. W szkole pokazują, że ich pamięć, myślenie, logika i zdolności analizy sytuacji są na dobrym poziomie. Zapytałam Adama, dlaczego zakłada, że w relacji z nim dzieci nagle tracą te umiejętności? Że stają się bezwolnymi marionetkami w rękach żony? „Bo żona naopowiadała im bzdur, a one w to wierzą”.
Zaczęliśmy wspólnie analizować „bzdury”. Na pierwszy ogień poszło „mówiła im, że jestem alkoholikiem”. „A to nie jest prawda?” – zapytałam. „No prawda, ale po co im to mówiła?” – logicznie odparował. Ale kiedy dopytałam, czy jest pewien, że dzieci nigdy nie widziały go awanturującego się pod wpływem alkoholu, czy nigdy nie zawalił ważnych dla nich rzeczy z powodu alkoholu, czy nigdy nie musiały się za niego wstydzić ponieważ był pijany – nie zaprzeczył i uznał, że dzieci same mogły wyciągnąć wniosek, iż ich ojciec ma problem z alkoholem. Kolejną rzeczą, jaką wzięliśmy na warsztat było „wasz ojciec jest psychopatą” (w rozumieniu – stosuje przemoc). Fakt posiadania niebieskiej karty i wyrok sądu w zawieszeniu nie miał tu nic do rzeczy. I kolejne pytanie do trzeźwiejącego mózgu: bez względu na wyrok sądu, czy dzieci widziały, jak bił matkę? „Niestety widziały” – ze zdziwieniem przyznał kolejny raz Adam. „Czy zatem żona musiała im to mówić? Sądzi pan, że same tego nie pamiętają?” – zapytałam. A później zacytowałam genialną w mojej ocenie psycholog z poradni na Białowieskiej, która powiedziała – „Po rozwodzie każde z rodziców samo osobiście odpowiada za swoje relacje z dziećmi. I nawet jeśli matka mówi o ojcu, że jest diabłem, to dzieci z przyjemnością będą jeździły do piekła. Bo bez względu na to, co mówimy, myślące dzieci wyciągają swoje wnioski”. Do mnie to trafiło, do Adama także.
Potem, w podobny sposób, przez parę miesięcy rozprawialiśmy się z innymi „bzdurami”, które okazywały się być rzeczywistymi doświadczeniami jego pierwszej żony i dzieci, a także – niestety – coraz częściej stawały się codziennością drugiej partnerki i córki. Kiedy Adam już dostrzegł swój własny, osobisty wpływ na kształt obecnej relacji z dziećmi i przestał lokować winę po stronie swojej byłej i oczekiwać od niej różnych rzeczy, można było zacząć pracę nad zmianą jego relacji z chłopcami. Bo dopiero dostrzeżenie i uznanie swojego wpływu, czyli zmierzenie się z własną winą, daje realne narzędzia do zmiany sytuacji. To ja trzymam kierownicę i to ja decyduję, dokąd jadę.
Adam chciał być postrzegany przez dzieci jako idealny ojciec, a to, że dzieci postrzegały i nazywały jego zachowania (pije, bije, zaniedbuje) powodowało u niego poczucie krzywdy i nakręcało spiralę złości i pretensji. W 12 krokach trzeźwienia jest to dopiero krok 4: „odważny i gruntowny obrachunek moralny”. W mojej neuropsychologicznej perspektywie jest to milowy krok. Można powiedzieć, że jest to psychologiczny rezonans funkcjonalny płatów czołowych. Znowu działają. Ze mną Adam dotarł aż do 8 kroku, czyli starał się naprawić wyrządzone szkody i krzywdy. Jednym z najtrudniejszych momentów było spotkanie z dziećmi i wypowiedzenie słów: „Przepraszam, że byłem kiepskim ojcem, ale zrobię wszystko, żeby to naprawić”.
Adam tak naprawdę jest szczęściarzem. Los dał mu szansę naprawy błędów, ale także dał mu szansę na nowe życie z czystą kartką – nowa partnerka, nowe dziecko, nowa szansa do niepopełnienia starych błędów. Mam nadzieję, że Adam w pełni z niej skorzysta…

Agnieszka Mydlikowska-Śmigórska

Specjalista psychologii klinicznej, neuropsycholog, terapeuta uzależnień

www: http://www.neurona.pl

e-mail: a.mydlikowska@gmail.com

Reklama
Reklama
?