Reklama
Reklama

weterynarzByło to dawno temu w okolicach Wszystkich Świętych.
Otrzymałem zgłoszenie o psie, który leży w przydrożnym rowie, nie wstaje, nie może chodzić.
Jadę na miejsce.
Pies faktycznie nie może wstać, oglądam psa, przystępuję do wstępnego badania, które ujawniło uraz kończyny tylnej jak się później okazało było to skomplikowane złamanie kości udowej. Jako że był to pies, nieznany trudno było podejmować decyzję za właściciela.
Przewiozłem psa do naszej przychodni, podałem niezbędne leki, ogrzałem psa napoiłem i nakarmiłem.
Nazajutrz pies kuśtykając na 3 łapach przywitał mnie radosnym merdaniem ogona .
Jako że nie mógł sam chodzić -wyniosłem Go aby mógł się załatwić .
Było to dla niego trudne i nie mógł ustać.
Odruchowo podtrzymałem Go aby nie upadł. I to był mój błąd!
Pies błyskawicznie ugryzł mnie w rękę.
No ładnie pomyślałem dałem się ugryźć nieznanemu psu, który mógł być z okolicy,ale mógł też być przywieziony z daleka.
Nie wiemy czy był szczepiony przeciwko wściekliźnie.
Została wdrożona procedura-ja zostałem zaszczepiony przeciwko wściekliźnie, pies pozostał na obserwacji.
Nie pamiętam jak to się stało, ale zgłosił się właściciel psa. Gdy się dowiedział o złamaniu zastanawiał się nad uśpieniem psa.
Ale nie mógł gdyż pies był na 14 dniowej obserwacji.
Po obserwacji pies przeszedł skomplikowaną operację, dzięki której można było uratować jego łapę i żył jeszcze długie lata.
Gdyby mnie nie ugryzł -pewnie byłby uśpiony .

Artur Różycki

Lekarz weterynarii

www: http://www.podajlape.az.pl/

e-mail: rozowywet@o2.pl

Reklama
Reklama