Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

blog_2_600x150

 

 

 

Od zawsze wiem, że dzieci wychowuje się nie słowem, ale czynami i spójnością czynów i słów. Dzieci obserwują, wnioskują, dedukują, testują. Tak powstaje “ja” realne. Słuchają również, ale to, co słyszą, staje się częścią “ja” idealnego, doskonałego. Im większa rozbieżność między tym, co mówimy, a tym, co robimy, tym większy dysonans między tym, jak chcemy być widziani, a jacy jesteśmy. Jeśli chcemy nauczyć dzieci, że kłamstwo jest złe, a jednocześnie chwalimy się przy nich, jak to sprytnie wynieśliśmy z pracy papier ksero, to nasze dzieci zwiążą kradzież z przedsiębiorczością, a nie z przestępstwem. Jeśli uczymy dzieci, że palenie jest szkodliwe, a po chwili widzą nas, jak z błogością zaciągamy się papierosem, musimy mieć świadomość, że pomimo naszych werbalnych ostrzeżeń papieros będzie im się wiązał z przyjemnością i relaksem. Kiedy uczymy dzieci, że należy dotrzymywać słowa, a jednocześnie składamy im czcze obietnice, możemy mieć pewność, że prędzej czy później sprawdzi się przysłowie: “Jak Kuba Bogu…”. Przykładów można by podać tysiące, ale wniosek jest ten sam: wychowywanie dzieci to doskonały test na hipokryzję.

Moje doświadczenie życiowe i zawodowe pokazuje, że im większa rozbieżność między słowem a czynem u rodzica, tym częściej reaguje on złością, kiedy dziecko ową rozbieżność wytyka. A niestety dorastające dzieci są mistrzami punktowania niespójności. W końcu sami nauczyliśmy je myśleć! Więc myślą. Rodzice nigdy nie są idealni, ale wychowując dziecko trzeba mieć tego świadomość. Czasem trzeba przyznać się do błędu, uznać swoją słabość, przeprosić dziecko, lub wyjaśnić. “Tak, ja się maluję, bo jestem dorosła. Ty też, jeśli zechcesz, będziesz się malowała, jak dorośniesz”. Dzieci przestają widzieć w nas wszechmocnych znacznie szybciej, niż byśmy tego chcieli.

Obydwoje, ja i mąż, jesteśmy psychologami. Stale zdajemy jakieś egzaminy, wpadają nam w ręce różne artykuły, mamy trudne przypadki, które przegadujemy w wolnych chwilach. Dzieci, które są wtedy z nami, przysłuchują się. Niekiedy zadają pytania, na które dostają odpowiedzi zgodne ze stanem naszej wiedzy, czasem artykuły lub filmy. A że nigdy do nich nie sepleniłam, to teraz też używam terminów naukowych, choć przyznam się, że długo myślałam, że nasze specjalistyczne słowa brzmią dla nich jak język chiński.

 

 

Agnieszka Mydlikowska-Śmigórska

Specjalista psychologii klinicznej, neuropsycholog, terapeuta uzależnień

www: http://www.neurona.pl

e-mail: a.mydlikowska@gmail.com

Reklama
Reklama