Reklama

blog_2_600x150

 

 

 

Ania ma 50 lat. Trafiła do szpitala, ponieważ zupełnie przestała jeść. Odmawiała przyjmowania jakichkolwiek posiłków, ponieważ uznała, że… już nie ma żołądka.

Ale problemy zaczęły się dwa miesiące wcześniej, kiedy nagle Anna padła w depresję. Zupełnie bez przyczyny. Nagle przestała interesować ją rodzina, dzieci, wnuki. Straciła ochotę na spotkania z przyjaciółkami. Spała nie więcej niż 2 godziny na dobę i czuła, że nie ma siły do wykonywania jakichkolwiek domowych czynności. Po pomoc zwróciła się do lekarza rodzinnego, który przepisał jej odpowiednie leki. Jednak mimo samowolnego zwiększana dawki Anna nie odczuwała żadnej poprawy.

Ania urodziła się w małym powiatowym miasteczku. Uczyła się dość dobrze. Po szkole podstawowej spełniła swoje marzenie z dzieciństwa i została fryzjerką. Otworzyła wraz z mężem własny salon fryzjerski, który prosperował – aż do momentu choroby – dobrze. Ania nigdy wcześniej nie była hospitalizowana, a swoim klientkom mówiła, że w tym biznesie nie ma czasu na bzdury. Jak chce się mieć, to trzeba się narobić. I robiła, tyrała, harowała. Od czasu do czasu lubiła wraz z mężem wypić kieliszek czerwonego wina – dla zdrowia. Była natomiast zagorzałą przeciwniczką palenia papierosów i innych używek. Mąż podczas wywiadu opisywał Anię jako osobę bardzo towarzyską, otwartą na ludzi, wesołą. Jej zachowanie z ostatnich dwóch miesięcy było dla niego totalnym zaskoczeniem. – To jakaś inna osoba – mówił. – To zupełnie nie pasuje do mojej Ani. Ania i depresja? To niemożliwe!

W momencie przyjmowania do szpitala Ania była zorientowana, co do miejsca, czasu i okoliczności. Jednocześnie była spowolniała, apatyczna. Przyznała, że ma ochotę umrzeć. Była także przekonana, że jest potępionym odmieńcem i z tego powodu trafi do piekła. Oznajmiła lekarzowi, że nie tylko nie ma żołądka, ale także, że jej serce przestało bić, wnętrzności się rozkładają a ciało wydaje typowy trupi odór. Wyraziła zgodę na przyjęcie. W szpitalu nadal odmawiała jedzenia i picia. Po co, skoro nie ma żołądka? Położyła się w łóżku na sali obserwacyjnej i cierpliwie oczekiwała na śmierć. Leczenie kobiety rozpoczęto od intensywnego nawadniania i po dwóch dniach opanowano stan somatyczny. Przez cały czas Ania leżała nieruchomo wpatrzona w sufit, wciąż czekała na śmierć. Kilkukrotnie zmieniano leki i sposób ich dawkowania. Początkowo medykamenty podawano w zastrzykach, później już chora wyrażała zgodę na tabletki.

 

 

Agnieszka Mydlikowska-Śmigórska

Specjalista psychologii klinicznej, neuropsycholog, terapeuta uzależnień

www: http://www.neurona.pl

e-mail: a.mydlikowska@gmail.com

Reklama
Reklama
?