Gdy się jest samotnym, wigilia to smutek i tęsknota

Obraz Jills z Pixabay

Święta Bożego Narodzenia, mimo radości dla wielu rodzin, niosą nutę nostalgii, smutku, skrywanych uczuć, szczególnie tym, którzy spędzają je samotnie.

Pan Antoni ma 79 lat. Jest przemiły i ma nietuzinkowe poczuciem humoru. Ma w sobie coś dystyngowanego, jak aktor z przedwojennego filmu. Jest zadbany, szarmancki, z błyskiem w oku. W jego mieszkaniu jest jak w pudełeczku, mimo wielu bibelotów, zdjęć i pamiątek. Mieszkanie to dwa pokoje, kuchnie, łazienka, które przed laty dzielił z żoną – Zofią i jedyną córką Anną. Niestety, żona odeszła pięć lat temu, a córka dużo wcześniej się usamodzielniła i wyjechała za granicę. Mówiła, że jedzie tam, gdzie żyje się lepiej. Pan Antoni został sam. Niby na co dzień nie narzeka, ma spore grono przyjaciół, spotykają się regularnie, wspominają, chwalą się rodziną, wnukami. Grają w szachy i jeżdżą na wycieczki. Najgorzej jest właśnie w święta, a Boże Narodzenie to już bardzo smutny czas.

Pan Antoni mimo zaproszeń od przyjaciół nie korzysta z nich i święta spędza sam. Nie chce pokazać rozczarowania i bólu, czy epatować smutkiem dookoła i psuć innym nastrój.
Kiedyś wszystko wyglądało inaczej… Pan Antoni przypomina sobie te chwile: – Ania jest malutka, chce jak najszybciej mieć ubraną choinkę, robią wszyscy wspólnie łańcuch z papieru kolorowego, w sklepach nie ma tylu ozdób co teraz. Wykonują także gwiazdki ze słomki. Ze starej płyty brzmią dźwięki kolędy. Żona Zofia lepi uszka i pierogi, wszystko robi się w wigilię, nie tak jak teraz wcześniej i się mrozi. Za oknem lekko prószy śnieg. Wszystko jest idealne, panuje ciepła, rodzinna atmosfera i wszyscy czekają aż na niebie rozbłyśnie pierwsza gwiazdka.
Kolejne święta są podobne, tylko z roku na rok Ania mniej się angażuje, mniej ją cieszy choinka, a ozdób już razem nie robią, jednak wciąż najważniejsze, że są razem.
Pierwsze Boże Narodzenie bez córki przeżyli ciężko. Ania nie mogła przyjechać do Polski, “nie opłacało się jej”, potem także kilka razy byli sami. Ania założyła rodzinę, urodził się jej synek, którego Antoni widział zaledwie cztery razy.
Tegoroczne święta będą znów samotne. Kupi wcześniej uszka i kilka pierogów, ale sam ugotuje barszcz – taki, jak gotowała jego ukochana żona. Przed śmiercią, gdy chorowała zostawiła mu kilka przepisów. Grzyby do potraw nazbierał z przyjaciółmi. To wciąż jedno z jego ulubionych, jesiennych zajęć. Na pewno na skromnym stole pojawi się kutia, taka jaką robiła jego mama. Sałatkę jarzynową zrobi sam, śledzie także. Za karpiem nie przepada. Marzy mu się makowiec, który robiła Zofia, nie potrafi jednak go upiec. Wzdycha ciężko, bo brakuje mu wielu rzeczy – żony, córki, ale także zapachów, które towarzyszyły tym dniom.
Sam z sobą podzieli się opłatkiem, posłucha kolęd, zapłacze, zadzwoni do córki, chyba że ona go uprzedzi. Powspomina, włączy świąteczny, familijny film. Położy się spać i będzie śnić o dniu, gdy znów spotka się z żoną. Jest pewien, że gdzieś tam, po śmierci także obchodzi się wspólnie Boże Narodzenie.