Ostatnia rozprawa burmistrza Brzegu Dolnego i jego urzędników. Kiedy wyrok?

Tydzień przed wyborami samorządowymi, burmistrz, kandydat do Rady Powiatu, zasiada na ławie oskarżonych za poświadczenie nieprawdy w dokumentach i wyłudzenie pieniędzy z urzędu wojewódzkiego na dodatkowe prace. Nie przyznaje się do winy. Prokurator żąda dla niego roku i trzech miesięcy pozbawienia wolności w zwieszeniu na 4 lata. Wyrok zapadnie 29 października.

Czy mur oporowy na Odrze, za który na ławie oskarżonych zasiadł burmistrz i jego urzędnicy ochroni miasto przed powodzią? Czy prace zlecane firmie powiązanej z burmistrzem były potrzebne? Dlaczego kierownik budowy, który został już skazany prawomocnym wyrokiem sądu był nieobecny na budowie? Biegły nie miał wątpliwości, że w tak krótkim czasie tej inwestycji nie można było prawidłowo wykonać. Innego zdania jest burmistrz i jego urzędnicy, którzy zasiadają na ławie oskarżonych. Twierdzą, i podtrzymali to na wczorajszej rozprawie, że prace zostały zakończone zgodnie ze specyfikacją, umową i na czas. Po blisko dwóch latach trwającego procesu, strony: prokurator, obrońcy i oskarżeni obecni na sali, wygłosili mowy końcowe.
Prokurator żąda dla Stanisława J. 1 rok i 3 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4 lata, dla  Zdzisława J. 8 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata, dla Adama S. 6 miesięcy w zwieszeniu na 2 lata oraz dla wszystkich zakaz sprawowania funkcji publicznych. Prokurator w swojej mowie podkreślił, że według zebranych dowodów, prace nie zostały zakończone na czas a oskarżeni poświadczyli nieprawdę w dokumentach. Powołał się na świadków, w tym biegłego i kierownika budowy i zwrócił uwagę, że tylko świadkowie powiązani rodzinie, towarzysko lub zatrudni w urzędzie zeznawali na jego korzyść. Zwrócił też uwagę na zlecone dodatkowe prace firmie wykonującej roboty, na które urząd dostał dotację z urzędu wojewódzkiego. Prokurator twierdzi, że było to wyłudzenie. Odniósł się też do firmy, która wykonywała prace i jej powiązań rodzinnych i towarzyskich z burmistrzem.
– Wybrano w przetargu firmę tańszą, ale po dodatkowych prac okazała się ona droższa – mówił prokurator. Stwierdził, że inwestor, wykonywał wszystkie plecenia i żądania firmy. Prokurator użył nawet słowa, że mogło dojść do sytuacji korupcjogennych. Prokurator wytknął wybranej firmie brak merytorycznego przygotowania do prowadzenia tego typu inwestycji, stąd część prac została wykonana wadliwie. A doświadczeni samorządowcy, jak burmistrz i jego urzędnicy powinni byli przewidzieć wszystkie okoliczności i utrudnienia przy jej wykonywaniu.
Obrońca Stanisława J. długo przekonywał sąd, że inwestycja była bardzo potrzebna miastu i gminie, która została zalana przez powódź w 1997 roku i w 2010, że zachowanie burmistrza zasługuje na nagrodę, a nie na postawienie mu zarzutów prokuratorskich.

Oskarżeni nie przyznają się do winy i proszą o uniewinnienie, podtrzymują, że inwestycja zakończyła się na czas i zgodnie ze specyfikacją. Prace na tym terenie owszem trwały, ale dotyczyły innego projektu. Obrońca powołał się na świadków, w tym na projektantkę, która zeznała, że teren był trudny i ciężko było przewidzieć, co się kryje pod ziemią, jakie będą utrudnienia. Dlatego firma, która weszła na teren budowy, kiedy tylko zobaczyła te utrudnienia, od razu poinformowała inwestora, że będą dodatkowe prace. Mecenas też cytował świadka – Katarzynę U., która zeznała, że nieskończenie tej budowy groziło oddaniem dotacji i że ona tak trudnego zdania w tak krótkim okresie czasie się by nie podjęła, a burmistrz J. podjął się i za to należy mu się nagroda – mówił mecenas.

Nie odniósł się do firmy, ani do jej rodzinnych powiązać z burmistrzem. Stwierdził, że nawet gdyby teoretycznie burmistrz i jego urzędnicy złamali prawo, to nie było żadnej szkodliwości społecznej. Społecznie inwestycja była uzasadniona.

Sąd wysłuchał stron, zapowiedział, że wyda wyrok 29 października.

 ***

Odbudowa muru oporowego na Odrze miała być sztandarową inwestycją, a skończyła się postawieniem aktu oskarżenia urzędnikom, burmistrzowi i kierownikowi budowy. Ten ostatni już został skazany.

Przetarg na inwestycję wygrała firma Chem – Montaż, a jej podwykonawcą był Pomet. Szefowie obu firm byli związani rodzinnie z burmistrzem Brzegu Dolnego.


Fragment zeznań skazanego kierownika budowy:

– Zadzwonił do mnie Adam S., urzędnik z wydziału inwestycyjnego z Brzegu Dolnego, kazał mi przyjechać do urzędu. Kiedy przyjechałem, dostałem do podpisu dokumenty świadczące, że inwestycja została już zakończona. Widziałem przez okno, że budowa jeszcze trwa, że pokrywy tylko w połowie są zamontowane – mówił skazany kierownik budowy. -Ale pod dokumentem, że inwestycja już się zakończyła popisało się dwóch urzędników: Zdzisław J. i Adam S. oraz inspektor nadzoru. Brakował tylko mojego podpisu. Uznałem, że skoro oni już się podpisali, to ja nie mam wyjścia, oni wiedzą, co robią. Też się popisałem – zeznawał w sądzie.

Kierownik budowy mówił, że nie chciał przyjąć tej pracy, bo chorował. Jednak potrzebował pieniędzy na leczenie. Dostał 2 tys. zł za swoją pracę. Zlecenie na tę budowę dał mu Mieczysław W., pracownik Pometu. Zapewnił go, że będzie za niego prowadził całą dokumentację, a ten nawet nie będzie musiał przyjeżdżać na plac budowy. I tak było. – W sumie przez cały okres trwania prac byłem na budowie tylko cztery razy – zeznał skazany kierownik. – Dowiedziałem się, że podczas prac, odkryto jakieś stare fundamenty, które utrudniały roboty. Ale nie było mnie przy tym – mówił w sądzie. Od urzędników dowiedział się też, że będą jakieś dodatkowe prace, ale że wszystko jest już uzgodnione z firmą, że był jakiś aneks do umowy. Ale nie widział tej umowy. Nie było mnie przy tych ustaleniach – zeznawał.
Władysław K. przyznał się, że poświadczył nieprawdę w dokumentach. Poddał dobrowolnie karze i został skazany na 4 miesiące pozbawienia wolności na 2 lata próby.