Tak budowano mur oporowy na Odrze. Majster pod wpływem alkoholu i materiały gorszej jakości!?

Kolejne fakty budowy sztandarowej inwestycji – muru oporowego w Brzegu Dolnym, wychodzą na jaw. Świadkowie zeznający w sądzie karnym w Wołowie odsłaniają kulisy pracy na budowie. Oskarżony burmistrz Stanisław J., i jego urzędnicy nie przyznaje się do winy.

Jako pierwszy zeznawał Stanisław R., były murarz w firmie Pomet, która była podwykonawcą budowy muru oporowego przy Odrze w Brzegu Dolnym w 2011 roku.  Nie wiele pamiętał z okresu, kiedy pracował przy inwestycji. W odczytanych przez sąd zeznaniach złożonych przez niego w delegaturze CBA we Wrocławiu mówił, że uzupełniał ubytki na murze z kamienia polnego. Wyjaśniał, że trzeba było go łupać, żeby pasował do historycznego fragmentu muru. Pamiętał, że roboty prowadzone były jeszcze w lutym 2012 roku, a jego zdaniem, z całą pewnością nie zakończyły się w grudniu 2011 roku.

Z kolei z zeznań Tomasza H. wynikało, że kiedy przyjął się do Pometu, prace przy murze już trwały. Wspomniał o zauważonych przez siebie nieprawidłowościach, takich jak zbyt duże fugi, nieodpowiednia zaprawa i krzywo kładzione płyty, co jego zdaniem tworzyło szczeliny. Kiedy ówczesny majster Tadeusz Z. poinformował o tym fakcie dyrektora Pometu Ryszarda D., jak relacjonuje Tomasz H.,  ten tylko na niego nakrzyczał. H. potwierdza, że prace trwały jeszcze w 2012 roku.
Eugeniusz R. był elektrykiem i był kilkakrotnie na miejscu budowy. Jego zdaniem prace były prowadzone na przełomie 2011 i 2012 roku. Tak wynika też z list obecności, które w delegaturze CBA okazano R. Potwierdził, że rozpoznaje swoje podpisy z czerwca 2012 roku.
Rafał F. wyjaśniał przed sądem, że był pomocnikiem na budowie. Pomagał m.in dowozić kostkę. Jak zeznawał, był przerzucany na inne budowy, w zależności od tego, gdzie był potrzebny. Jak potwierdził w trakcie wyjaśnień w CBA, jego podpisy widnieją na listach obecności od stycznia do maja i we wrześniu 2012 roku.
Piasek zamarzał, a pracownicy robili?
Mirosław G., dekarz, pamiętał tylko, że kiedy kończył pracę przy tej inwestycji była zima. W CBA zeznawał, że kamień polny, którego używano do odbudowy muru, był jego zdaniem  nieodpowiedni. Wyjaśniał, że powinien to być kamień rzeczny. Kiedy zwrócił się z tym do dyrektora firmy D., ten stwierdził, że to nie jego interes. Zdaniem G., Pomet obniżał sobie w ten sposób koszty. W dalszej części opowiadał, że w trakcie trwania całej inwestycji dyrektor kładł duży nacisk na szybkość postępowania prac. Mirosław G. mówił, że pracownicy musieli pracować nawet w trakcie mrozów, a Ryszard D. i majster Wiesław R. nie reagowali nawet, kiedy zamarzał piasek. Zdaniem G. nadzór nad całą budową nie był najlepszy, a majster Wiesław R. był co najmniej kilka razy na budowie pod wpływem alkoholu.
Swoją wersję przedstawiła też Krystyna G., kierownik budowy. Jak mówiła, pracowała w Pomecie 11 lat, do 2014 roku. Wyjaśniała, że nie bywała często na tej budowie, nie wie, jakiego kamienia używali pracownicy i nie słyszała o żadnych nieprawidłowościach dotyczących inwestycji. Nie pamiętała też, kiedy inwestycja się zakończyła.
Kolejnym świadkiem był Marian J. W trakcie zeznań składanych w delegaturze CBA przyznał, że odkąd majstrem budowy po Tadeuszu M. został Wiesław R., styl pracy się pogorszył, a R. bywał pijany na budowie. Kiedy przyjeżdżał dyrektor Ryszard D. denerwował się, że prace idą zbyt wolno.
Władysław J. jako kolejny ze świadków potwierdził stan upojenia majstra alkoholem na budowie. Dodał, że rzadko bywał tam ktoś odpowiedzialny za prace.
Krzysztof L. również mówił o kamieniu polnym, użytym nieprawidłowo do odbudowy muru oporowego. Jego zdaniem, prace nie zakończyły się w 2011 roku. Z list obecności okazanych mu w CBA wynika, że był na placu budowy zarówno w listopadzie i grudniu 2011 roku, jak i w styczniu 2012.
Zniszczenia były do przewidzenia?
Mieczysław L. z kolei wyjaśniał, że jego zdaniem budowa trwała około pół roku, a prace toczyły się jeszcze wiosną 2012 roku. Jako kolejny z pracowników Pometu przyznał, że majster Wiesław R. nadużywał alkoholu, a dyrektor Ryszard D. nie upominał go z tego powodu. Popędzał tylko pracowników, wskazywał błędy i był niezadowolony z tego, jak postępuje inwestycja. Jego zdaniem, prace nie zakończyły się w 2012 roku.
Podobne spostrzeżenia miał Kazimierz N., którego zdaniem prace przy odbudowie muru trwały na przełomie 2011 i 2012 roku. Jak mówił również, nadzór nad cała inwestycją był słaby.
Jerzy Sz. zeznawał przed sądem, że jednym z jego zadań było zajmowanie się skazanymi, którzy pracowali przy tej inwestycji i karczowali teren przy murze nad Odrą. Mówił, że był obecny na miejscu budowy na samym jej początku. Prokurator zapytał go, czy stan płyt z piaskowca był widoczny już po usunięciu zakrzaczeń przy murze. Jerzy Sz. zeznał, że tak, już wtedy jego zdaniem widać było, że część z nich jest zniszczona.
Ostatnim świadkiem na rozprawie tego dnia był Ryszard W. Był kolejną osoba, według której prace nie zakończyły się, zgodnie z umową, pod koniec grudnia 2011 roku. Wspomniał, że zabrakło pracownikom nakryw z piaskowca i zostały one dostarczone na plac budowy wiosną 2012 roku.

W tym roku sąd wyznaczył jeszcze dwa terminy rozpraw. Ostatnią zaplanowano na 14 grudnia.

/ramka/

Sąd, któremu przewodniczy sędzia Paweł Pośpiech, próbuje ustalić, czy prace remontowe przy budowie muru oporowego przy Odrze w Brzegu Dolnym zakończyły się na czas, tj. do 31 grudnia 2011 roku, czy też najwyżsi urzędnicy poświadczyli nieprawdę w dokumentach. Czy była potrzeba wykonania dodatkowych prac? Zwrotu 130 tys. zł za nie żąda urząd wojewódzki.

Burmistrz Stanisław J. oraz pozostali oskarżeni mają postawione zarzuty poświadczania nieprawdy w dokumentach dotyczących inwestycji odbudowy muru oporowego przy Odrze z montażem mobilnej zapory przeciwpowodziowej. Dotację w wysokości ponad 2 milionów złotych na to zadanie przyznał Dolnośląski Urząd Wojewódzki, który żąda zwrotu niespełna 130 tys. zł przyznanych na roboty dodatkowe. Stanisław J. jest jeszcze oskarżony o przekroczenie swoich uprawnień jako burmistrza przez podpisanie umów i niewywiązywanie się z nich. Za te czyny grozi mu do 5 lat pozbawienia wolności.