Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

– No zaraz ci przyłożę! Wynoś się! Nie macie prawa tego ruszać. Dwóch dorosłych facetów kłóciło się o świecznik. I nawet nie byłoby w tym nic dziwnego, tyle że obaj byli ortodoksyjnymi mnichami, a wszystko to działo się w Bazylice Narodzenia Pańskiego w Betlejem. – To tu normalne – uśmiechnął się policjant pilnujący wejścia. Schyliłem się, by przecisnąć się przez niskie i wąskie drzwi do środka kościoła, jedyne jakie pozostały. Inne zamurowano wieki temu, żeby niewierni nie wjeżdżali do środka konno. Byłem w miejscu, gdzie miał narodzić się Chrystus, nawet trzy razy.

Będąc w Jerozolimie nie sposób nie wybrać się do pobliskiego Betlejem. To zaledwie kilka kilometrów od centrum świętego miasta. Tu też wrze – co roku dochodzi do niemal dantejskich scen. Mnisi potrafią się pobić, kiedy któryś z nich przesunie kandelabr, przestawi wazon, albo przełoży dywan. Interweniuje wówczas palestyńska policja. W Bazylice Narodzenia w Betlejem nie można nawet w Wigilię odprawić pasterki. Tymczasem tłumy ściągają co roku do Ziemi Świętej, by właśnie tutaj przeżyć święta Bożego Narodzenia. Atmosfera jest rzeczywiście podniosła, a uroczystości, które odbywają się wówczas w Betlejem, miejscu narodzenia Chrystusa, są jednymi z największych wydarzeń religijnych na świecie. Mało kto jednak pamięta, że miasto to znajduje się na terenie okupowanym, oddzielonym – jak nazywają go Palestyńczycy – murem hańby.

Betlejem leży na Zachodnim Brzegu Jordanu, terytorium, które w 1967 roku podbił Izrael. Od tego czasu Palestyna straciła większość tego terenu. Zbudowano na nim żydowskie osiedla, drogi, po których mogą poruszać się tylko obywatele Izraela i mur dzielący oba kraje – mogą go przekraczać swobodnie tylko Izraelici, Palestyńczycy muszą posiadać specjalne zezwolenia.

Nigdy nie zapomnę, jak wracałem późną nocą z Jerozolimy do Betlejem, gdzie zatrzymałem się na parę dni podczas podróży po Bliskim Wschodzie. Przy Bramie Jafy złapałem taksówkę, a kiedy powiedziałem, dokąd chcę dojechać, taksówkarz zaczął kręcić się w fotelu, mamrotać coś pod nosem, ostro zwolnił i w końcu zażądał 40 dolarów. Przebycie 8 km dzielących Jerozolimę i Betlejem zajęło nam 1,5 godziny. Właścicielem auta był Palestyńczyk, a w dodatku tzw. checkpointy pozwalające na przejazd przez mur są zamykane przed północą. Jechaliśmy więc przez zieloną granicę, omijając wszystkie patrole, punkty kontrolne, no i sam mur, który nie jest jeszcze całkowicie zbudowany.

Muru broni Tel Awiw, twierdząc, że skutecznie powstrzymuje palestyńskich terrorystów i znacząco zmniejszył liczbę zamachów chociażby w samej Jerozolimie. Palestyńczycy uważają natomiast, że to, co robi Izrael, łamie chociażby postanowienia Konwencji Genewskiej, która zabrania przesiedlania ludności cywilnej na terytoria okupowane.

Dlatego na placu Żłóbka, tuż przy Bazylice Narodzenia, co jakiś czas wolontariusze rozdają świąteczne pocztówki z napisem Palestyna świętuje nadzieję. Oprowadzają też turystów wokół muru, opowiadają o żydowskich osiedlach i obozach dla uchodźców. Tak chcą zwrócić uwagę świata na łamanie ich praw: wolności słowa, prawa do swobodnego poruszania się, zrzeszania się, rozwoju ekonomicznego. Mają też nadzieję, że skłonią również ONZ do uznania ich państwa.

Kłótnia od zawsze

Betlejem od zawsze dzieliło ludzi. Panujący w latach 76-138 n.e. cezar Adrian, chcąc powstrzymać coraz to większą liczbę przybywających tu chrześcijańskich pielgrzymów, kazał wybudować nad grotą betlejemską świątynię poświęconą Adonisowi.

Miejsce to miało skrywać żłóbek, w którym Maria ułożyła dopiero co narodzonego syna. Jezus przyszedł bowiem na świat w stajence, urządzonej w skalnej grocie. Co ciekawe, żłóbek najprawdopodobniej nie był drewniany, jedynie jego fragmenty mogły być wykonane z tego materiału (na tym terenie drewna jest jak na lekarstwo, a to z drzewa oliwnego raczej nie nadaje się na takie konstrukcje), lecz został wydrążony w skale i oblepiony gliną. Szybko został też rozdrapany przez pierwszych chrześcijan, jako jedna z najświętszych relikwii.

Choć Orygenes (185-254) w traktacie Przeciw Celsusowi pisze, że do dzisiaj istnieje w Betlejem grota, w której się narodził, a w niej żłóbek, do którego został położony, to dopiero w 333 r. nad, w miejscu świątyni Adonisa, wzniesiono pierwszą chrześcijańską bazylikę, dzięki staraniom św. Heleny, matki cesarza Konstantyna Wielkiego.

W VII wieku pojawiła się natomiast w Rzymie, za czasów pontyfikatu papieża Teodora I, relikwia zwana Cunabulum Domini (czyt. Kolebki Pana) lub Sacra Culla (święta kołyska). Do dziś jest przechowywana w Bazylice Santa Maria Maggiore. Składa się na nią pięć drewnianych listw, z których cztery mają długość 70 cm, a piąta 80 cm. Trafiły tutaj prawdopodobnie po to, aby uchronić je przed najazdem Persów. Paradoksalnie, Persowie, którzy wyznawali jeszcze wówczas własną religię, kiedy w 614 r. dotarli do Betlejem byli bardzo poruszeni wizerunkiem trzech mędrców na wejściem do świątyni narodzenia. Trzej królowie odziani w znane im szaty byli ich rodakami. To właśnie uchroniło betlejemską bazylikę przed zniszczeniem.

Średniowieczne spory

W czasach wypraw krzyżowych betlejemska bazylika znacząco się zmieniła i zaczęła nabierać kształtu, który przetrwał do dziś. Królowie Jerozolimy i bizantyjski dwór cesarki mocno ze sobą wówczas współpracowali. Kościół zyskał drewniany strop, wykonano wiele mozaik, dobudowano kaplice. W 1187 r. odprawiono tu pierwszą łacińską liturgię, a w 1191 r. zaczęto pobierać stałą opłatę od wiernych, którzy chcieli się modlić w tutejszym kościele.

W XIV wieku przy bazylice zamieszkali natomiast Franciszkanie, którym miejsce to zawdzięcza największy rozkwit. No i wówczas zaczął się trwający do dzisiaj czas sporów o wpływy w tym kościele.

Kłócili się przedstawiciele Kościoła Łacińskiego, reprezentowani właśnie przez Franciszkanów, z kościołem Prawosławnym, czyli mnichami z Grecji, faworyzowanymi przez Turków, którzy w 1517 r. przejęli władzę w Palestynie. Od tego czasu prawo pieczy nad poszczególnymi częściami kościoła, w tym także nad Grotą Narodzenia, zależało od tego, kto cieszył się większą przychylnością Istambułu.

W 1717 r. Franciszkanie w miejscu narodzenia Jezusa, w centralnej części groty, w podłodze umieścili istniejącą do dzisiaj gwiazdę z napisem Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus Est (Tu z dziewicy Marii narodził się Chrystus). Usunęli ją Grecy w 1847 roku, co było jedną z przyczyn Wojny Krymskiej, która wybuchła kilka lat później i dotyczyła m.in. praw duchowieństwa prawosławnego i katolickiego do opieki nad miejscami świętymi.

Gwiazdę przywrócono, a spór uregulowano dopiero w 1853 roku. Specjalny firman turecki ustanowił wówczas funkcjonujące do dzisiaj Status quo, które reguluje dokładnie podział wpływów także w betlejemskiej bazylice. Według niego, opiekę nad nią sprawują mnisi greccy i ormiańscy. Nad kaplicą Żłóbka, znajdującą się na terenie Groty Narodzenia, która jest dzisiaj pod kościołem, pieczę trzymają natomiast Franciszkanie, czyli mnisi katoliccy.

Przedświąteczne bójki

Na skutek tej decyzji do dziś nie wykonuje się tu większych remontów. Dokument zakazuje bowiem jakichkolwiek zmian w wyglądzie bazyliki. Efekt jest fatalny. Ściany są brudne, a w samej grocie pozostawiono XIV wieczną tapetę, którą nadgryzł już mocno ząb czasu i wybuchające tu pożary.

Co roku dochodzi tu do kłótni między mnichami, najczęściej 28. grudnia, kiedy urządza się tu wielkie sprzątanie.

W 2005 r. świat obiegła depesza prasowa, w której opisano, jak w ruch poszły szczotki i wiadra, którymi w Betlejem okładali się mnisi. Cztery osoby zostały ciężko ranne. Do przepychanek doszło, kiedy jeden z prawosławnych mnichów tylko wszedł do części ormiańskiej. Walczących rozdzielała palestyńska policja.

W 2007 było podobnie, wówczas 50 osób okładało się szczotkami i żelaznymi prętami, kiedy próbowali umyć stropy w kościele. Siedem osób odwieziono do szpitala.

Zgodnie ze Status quo, w nocy z 24 na 25 grudnia katolicy nie mogą też w grocie narodzenia odprawić uroczystej pasterki. Odbywa się ona w pobliskim kościele należącym do Franciszkanów, albo na polach pasterskich za miastem.

Najbardziej zdziwieni tym, co tutaj się dzieje w okolicach świąt, są zawsze palestyńscy muzułmanie, którzy drwią z chrześcijan pytając co roku: macie trzech Chrystusów – Mesjaszy? Który jest prawdziwy? Boże Narodzenie świętuje się bowiem w Betlejem trzykrotnie: najpierw 25 stycznia czczą je katolicy, później 6 stycznia prawosławni, a 19 stycznia Ormianie. No taki chrześcijanie mają tu ambaras: nie mogą świętować na raz.

 

Źródło: Wyprawy Marzeń

Reklama
Reklama