Odrestaurował lwa zdobiącego kamienicę w Rynku

Maluje, rysuje, słucha płyt winylowych. Nie pogardzi dobrą książką lub filmem. Posiada poczucie humoru oraz skromność. Taki jest właśnie Łukasz Czykiel. Zapraszam do rozmowy.

– Zacznijmy od rzeźby lwa, którą niedawno odnawiałeś w dolnobrzeskim rynku. Co możesz powiedzieć o realizacji tego zadania?

–  Wszystko zainicjował pan Bogumił Banaszkiewicz. Zabiegał on o tę rewitalizację kilkanaście miesięcy. Udało mu się dotrzeć do właściciela kamienicy, pozyskać sponsora i znaleźć wykonawcę.  W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, dzięki którym udało  się zrealizować mój projekt. Postanowiłem nie wracać do motywu sprzed wojny, kiedy to w tym miejscu znajdował się “Hotel po Żółtym Lwem”. Wtedy malowidło przedstawiało lwa i jedną pojedynczą palmę. W późniejszym okresie funkcjonowała tam pijalnia piwa “Oaza”. Motyw praktycznie nie zmienił się. Hotelu i pijalni już nie ma, ale głowa lwa została. Stąd pomysł mojego autorstwa, żeby utożsamić malowidło z miastem akcentując to trzema różami z dolnobrzeskiej flagi. W tle wplotłem ażurowe elementy florystyczne. Sama głowa lwa przeszła gruntowną renowację od uzupełniania nieznacznych ubytków po końcowe podmalowanie detali grzywy, oczu, zębów itd.

– Kto tworzy Manual Efekt?

– Tylko ja.

– Czym się dokładnie zajmujesz?

–  Tak na prawdę to podejmuję się dekorowania malowaniem wielu różnego rodzaju płaszczyzn. Maluję ilustracje, również te humorystyczne, obrazy na płótnie techniką akrylową – większość na zamówienie. Reprodukcje Wielkich Mistrzów Malarstwa – nie mylić z kopiami (śmiech). Obrazy na deskach. Oczywiście dekoracyjnie i artystycznie ściany wnętrz i typowe murale zewnętrzne. Przewijają się również tekstylia, obuwie i ceramika ale rzadziej. Zdarza się koncepcja na logotyp czy maskotkę dla firmy.

– Co najbardziej lubisz wykonywać w ramach pracy w Manual Efekt?

–  Właściwie to cała moja praca kręci mnie od początku do końca. To jest to co najlepiej potrafię i po prostu kocham. Czasami etap projektu przysparza mi nieco trudności. Niekiedy wpadnę na jakiś godny pomysł, ot tak, a zdarza się, że wymaga to z mojej strony głębszych przemyśleń i poszukiwań. W gruncie rzeczy i tak mam z tego frajdę. Natomiast największą – samo malowanie Może to niezrozumiałe, ale gdy maluję jestem jak w transie. Wtedy śmieję się zawsze, że ściana mnie pochłania, magnetyzuje (śmiech). W szczególności chodzi właśnie o duże powierzchnie jak murale lub dużego formatu płótno. To jest tak, że mam w głowie efekt końcowy i kiedy z każdym pociągnięciem pędzla, z każdym wypełnieniem farbą kolejnej powierzchni realizuję swój plan zupełnie na luzie, to nie potrafię się doczekać efektu końcowego. Czasami zachodzą jakieś drobne zmiany podczas samej realizacji, ale bardzo kosmetyczne.

– Co oprócz talentu, jakie kierunki szkół okazały się dla ciebie niezbędne do rozwoju?

–  Na pewno uczęszczanie na zajęcia plastyczne do pani Danuty Arendarskiej, to była chyba 3 lub 4 klasa szkoły podstawowej. Wtedy z malowaniem nie czułem się dobrze, jednakże dużo z tych zajęć wyniosłem, nawet jeśli chodzi o wykorzystanie kompozycyjne płaszczyzny, które przydało się w późniejszym okresie. Zawsze bardzo dużo rysowałem. Malowanie było na drugim planie. Przez szkołę podstawową, liceum ogólnokształcące aż dotarłem dzięki tacie na kurs rysunku przygotowujący kandydatów na studia architektury na Politechniki czy Akademie Sztuk Pięknych. Tam pod okiem architekta, znakomitego plastyka i człowieka z wielką charyzmą mgr Edwarda Jana Koziołka przeszedłem roczny kurs i dostałem się z dobrym wysokim wynikiem jeśli chodzi o rysunek na Wydział Architektury i Urbanistyki Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Po pierwszym semestrze zostałem asystentem  na kursie u mgr Koziołka. Po studiach odnalazłem się bardziej jako plastyk w kopiowaniu obrazów malowanych ręcznie w jednej chyba z największych w tamtych latach tego typu firm o zasięgu międzynarodowym. Dopiero wtedy oswoiłem się mocno z malowaniem. Jak to mówią dobry rysownik będzie dobrym malarzem. Przykład chociażby Henri de Toulouse Lautrec czy nasz rodak  Wilhelm Sasnal. Po siedmiu latach kopiowania między innymi Van Gogha, postanowiłem działać na własną rękę.

– Masz jakieś inne pasje?

– Oj dużo tego. Śmieję się, że doba jest dla mnie za krótka (śmiech). Dużo by wymieniać, typowo sport, kino i literatura faktu oraz architektura wnętrz. Na pewno wszystko co związane z żywieniem nisko węglowodanowym. Od ponad 12 lat preferuję tłuszcze jako paliwo do życia z bardzo dobrym skutkiem. Następnie muzyka, kolekcjonowanie i odsłuchy płyt muzycznych, szczególnie winylowych. Mam na pewno tym punkcie bzika. Dodatkowo od kilku lat wszedłem w posiadanie gramofonu i na nowo odkrywam muzykę. Doskonalenie całego toru audio stało się moją kolejną pasją, w którą staram się mocno angażować.

– Plany na przyszłość?

– Na pewno drobne rzeczy typu kamera sportowa, dzięki której będę mógł nagrywać realizacje projektów np. bezpośrednio na rusztowaniu czy podnośniku. Niebawem też rusza nowa odsłona mojej strony internetowej www.manualefekt.pl, na którą już teraz wszystkich zapraszam. Póki co działa fanpag`e na Facebook o tej samej nazwie. Dalszy rozwój szczególnie jeśli chodzi o malarstwo wielkoformatowe. Planuję też jakiś wernisaż, ale za swoje koncepcje na płótnie nie mam czasu się zabrać więc możliwe, że będą to moje autorskie zrealizowane projekty murali w formie zdjęć. Na horyzoncie mam pewną perspektywę na wiosnę przyszłego roku. Powiem tylko, że w Brzegu Dolnym. Jeśli to dojdzie do skutku będzie na pewno ciekawie.

– Dziękuję za rozmowę i życzę abyś zrealizował wszystkie cele i plany. 

 

Przypomnijmy-lew na rogu dolnobrzeskiej kamienicy istnieje od roku 1723, czyli od momentu przeniesienia karczmy “Pod Żółtym Lwem”właśnie w to miejsce. Wcześniej, od 1669 roku karczma funkcjonowała w innym, niestety nie znanym miejscu.

Przed II wojną światową w budynku tym prowadzony był hotel.

W 1997 roku kamienica ucierpiała w wielkiej powodzi, po czym czym przeszła gruntowny remont. Do 2001 miejsce to było siedzibą Urzędu Miejskiego z Urzędem Stanu Cywilnego.

Aktualnie budynek jest w rękach prywatnych.