Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Już jutro ogłoszenie wyroku

Lekarz weterynarii Artur Różycki usłyszy jutro wyrok w swojej sprawie. Został on obwiniony o nielegalne prowadzenie schroniska i nielegalny transport zwierząt. 

Przypomnijmy, weterynarz ma podpisane umowy z samorządami na odławianie rannych, bezdomnych zwierząt. W ramach członkostwa w stowarzyszeniu “Help Animals” znajduje im nowy dom. Lekarz za to działanie został posądzony przez powiatowego lekarza weterynarii o nielegalne prowadzenie schroniska. W obronie lekarza stanęła lokalna społeczność. W internecie, z inicjatywy Rafała Borzyńskiego z Wołowa, powstała petycja, którą podpisało blisko 42 tysiące osób. Wszystkie one chciały oczyszczenia Artura Różyckiego z zarzutów.

Sprawa trafiła na policję, a stamtąd do sądu. Zainteresował się nią rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar, który zaskarżył decyzję inspektora powiatowego do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. W skardze powołał się na konstytucję. Uznał, że działania inspekcji weterynaryjnej zaprzeczają nałożonemu na niego obowiązkowi wspierania obywatelskich inicjatyw na rzecz ochrony zwierząt, czym właśnie zajmuje się Artur Różycki.

Wojewódzki Sąd Administracyjny uznał racje rzecznika praw obywatelskich. Ten fakt był znaczący dla toczącej się rozprawy. W ubiegłym tygodniu miał zapaść wyrok w sądzie karnym, odnośnie lekarza weterynarii.

Obrońca: nie ma podstaw, żeby ukarać weterynarza

Mecenas Mateusz Łątkowski w mowie obrończej w trakcie rozprawy odniósł się do zarzutu nielegalnego prowadzenia schroniska. Powiedział, że oskarżyciel publiczny  – powiatowy lekarz weterynarii w Wołowie – zarzuca jego klientowi fakt prowadzenia schroniska, a jednocześnie na żadnym etapie postępowania nie wskazał, czym jest schronisko w świetle prawa i z niezdefiniowanego pojęcia wywodzi określone skutki prawne żądając ukarania Artura Różyckiego.

– W aktach znajdują się dokumenty świadczące o tym, że obwiniony ma zawarte porozumienie z gminami, że jest zobowiązany do przetrzymywania zwierząt, ale czy przetrzymywanie jest jednoznaczne z prowadzeniem schroniska?  – mówił obrońca lekarza weterynarii. – Podstawowym błędem oskarżyciela było to, że nie ustalił precyzyjnych kryteriów, jakie musi spełnić działalność gospodarcza, żeby prowadzić schronisko. Nie znajdziemy jego legalnej definicji.

Adwokat dodał, że żaden ze świadków nie potwierdził, że Artur Różycki prowadzi schronisko, a liczba zwierząt, która trafiła do kliniki, jest równa liczbie zwierząt oddanym do adopcji.

– Gdyby bowiem rozumować tak, jak oskarżyciel publiczny, to należałoby uznać, że każdy właściciel i opiekun zwierząt, który ma w domu więcej niż jedno zwierzę, prowadzi nielegalne schronisko. Wysoki sądzie, w takim razie ja również powinienem się znaleźć na tej ławie jako obwiniony – mówił obrońca. – Artur Różycki nie był zobowiązany do uzyskania pozwolenia na transport zwierząt. Przewozi je tylko z miejsca zdarzenia, gdzie zwierzę uległo wypadkowi, do swojego gabinetu weterynaryjnego. Nie jest taksówką dla zwierząt. Artur Różycki nie był zobligowany do przekazania umów powiatowemu lekarzowi weterynarii, on je zawierał jako osoba fizyczna, członek stowarzyszenia Help Animals. Skoro jako osoba fizyczna zawierał umowy adopcyjne, zawierające dane osobowe, nawet nie mógł spełnić tych żądań. Oskarżyciel uzurpował sobie prawo do czegoś, czego nie mógł otrzymać i chciał zaglądać do umów, czego nie mógł zrobić. Skoro wysoki sąd uzna odmiennie, to sąd zapewne pamięta, że odpowiedzialność za wykroczenie ponosi osoba, której czyn jest społecznie szkodliwy. Ja jestem dumny, że mogę przemawiać w imieniu obwinionego. Ja zazdroszczę mieszkańcom tej gminy, tego powiatu, że na swoim terenie mają takiego weterynarza, który działa na rzecz prawnej ochrony zwierząt i im pomaga. Nie można takiego człowieka karać. Obawiam się, że tej empatii, zrozumienia potrzeb dla braci mniejszych zabrakło powiatowemu lekarzowi weterynarii w Wołowie, który w wyniku osobistej vendetty chciał wyrównać jakieś porachunki z obwinionym za to, że ten parę lat wcześniej zwrócił mu uwagę na niewłaściwe wykonywanie obowiązków zawodowych. Wolę w to nie wierzyć, ale musiałem to zaznaczyć.

Sam Artur Różycki prosił o uniewinnienie mówiąc, że ma nadzieję, że w dalszym ciągu będzie mógł w spokoju wspólnie z żoną pomagać zwierzętom.

Ogłoszenie wyroku został odroczone na 1 grudnia. Sędzia Paweł Pospiech stwierdził, że musi przemyśleć wydanie wyroku.

– Jestem zaniepokojony i zniecierpliwiony tym, że po raz kolejny będę musiał stanąć na ławie obwinionych. Nie wiem, co kieruje wysokim sądem, że odracza ciągle posiedzenia, na których powinien zapaść – według mnie – jedyny sprawiedliwy wyrok uniewinniający – komentował po rozprawie Artur Różycki.

 

Reklama
Reklama