Reklama
Reklama
Reklama
Sąd orzekł: mają zapłacić i przeprosić

W Sądzie Rejonowym w Wołowie zapadł wyrok w głośnej sprawie. Na ławie oskarżonych zasiedli bowiem Paweł P. i Zbigniew S.- dwaj samorządowcy z Brzegu Dolnego, oskarżeni o zniesławienie Marka Frosztęgi i Pawła Urana. Sprawa trwała dwa lata.

W najnowszym Kurierze Gmin publikujemy komentarze stron po ogłoszonym wyroku oraz uzasadnienie sędziego Tomasza Paprockiego. Cały artykuł dostępny jest tutaj.

Poniżej przedstawiamy szczegóły dotyczące całego procesu w którym zeznawała między innymi dyrektor Dolnobrzeskiego Ośrodka Kultury.

 

Co wynika z akt sądowych sprawy?

Chodzi o wpis zamieszczony na portalu społecznościowym Facebook tuż przed drugą turą wyborów samorządowych w gminie Brzeg Dolny w listopadzie 2014 roku. Z wpisu wynikało, że U. i F. pobili pracownika DOK wieszającego plakaty wyborcze w Rynku.

Zbigniew S. i Paweł P. są oskarżeni o to, że za pomocą środków masowego komunikowania, jakim jest portal społecznościowy Facebook, poniżyli Pawła U. i Marka F. w ten sposób, że zarzucili im, że obaj mieli „skopać” mężczyznę o imieniu Jurek – pracownika Dolnobrzeskiego Ośrodka Kultury. Zbigniew S. oprócz tego opatrzył to zachowanie komentarzem „zachowanie U i F to taki nowy standard, który chcą promować kandydaci”.

W uzasadnieniu do aktu oskarżenia czytamy, że oskarżeni zacytowali i udostępnili wypowiedź użytkownika podpisującego się jako Alex Może Być Brzeg DOBRY. W treści wpisu zostało wskazane, że została wezwana policja, która nie wiedziała, gdzie jest Rynek w Brzegu Dolnym i patrol pojechał na ul. Wodną obok promu. Pełnomocnik Pawła U. i Marka F. wskazał, że oskarżeni ze względu na charakter tego wpisu, tj. błędy składniowe, interpunkcyjne nie powinni mieć wątpliwości, co do braku autentyczności przekazanych treści. Wskazał również, że taki termin publikacji wskazuje na chęć zdyskredytowani kandydatów w wyborach samorządowych: Marka F. i Katarzyny Uran, ponieważ Paweł U. jest mężem kandydatki na burmistrza Brzegu Dolnego. W uzasadnieniu czytamy, że oskarżeni nie zareagowali na pismo pokrzywdzonych, którzy domagali się przeprosin na łamach tygodnika Kurier Gmin.

„Nie jestem w stanie chodzić z takim ciężarem”

Podczas posiedzenia pojednawczego oskarżeni tłumaczyli, że za późno dowiedzieli się o istnieniu pisma, w którym U. i F. żądają przeprosin. Oskarżający Paweł U. I Marek F. upierali się jednak, że obaj oskarżeni mieli możliwość przeproszenia ich na łamach gazety.

– Wykonuję taki zawód, że nie jestem w stanie chodzić z takim ciężarem, że jestem bandytą – mówił na rozprawie Marek F.

Do ugody nie doszło. Podczas pierwszej rozprawy Paweł P. nie przyznał się do winy. Tłumaczył, że udostępnił post dotyczący pobicia, bo zdarzenie było dla niego bardzo prawdopodobne. Jerzy F., pracownik DOK-u, przyszedł do niego do domu i opowiedział, że został poturbowany przez U. I F. Natomiast później usunął wpis, ponieważ uznał niektóre z komentarzy za niestosowne. Drugi z oskarżonych również nie przyznał się do winy. Zeznał, że informacja od użytkownika Alex Może Być Brzeg DOBRY potwierdziła informację, którą wcześniej słyszał.

Marek F. zeznał, że od godziny 21.00 w dniu w którym ma dojść do pobicia, przebywał w miejscu zamieszkania.

Paweł U. zeznał, że spotkał Jerzego D. pod słupem ogłoszeniowym, gdzie D. kleił plakaty burmistrza Stanisława Jastrzębskiego. Zeznał, że jego zdaniem wpisy i komentarze zamieszczane na Facebooku miały znaczący wpływ na wyniki wyborów samorządowych oraz że każda osoba, nawet nie będąca na Facebooku znajomym P. i S., mogła przeczytać udostępnioną przez nich informację. Zeznał, że z D. zaklejali sobie nawzajem plakaty, ale że nie doszło między nimi do scysji.

Podczas kolejnej rozprawy zeznawał Jacek K., który mówił, że towarzyszył Pawłowi U. przy klejeniu plakatów i że nikt nikogo nie pobił oraz że Marka F. tam nie było.

Łukasz B., który dołączył do Pawła U. zeznał, że pomiędzy U. a D. była wymiana zdań o zaklejanie sobie nawzajem plakatów wyborczych, ale że nie doszło do pobicia, a D. później stamtąd odjechał. D. wyleciała reklamówka, w której znajdowały się zdzierane przez D. plakaty.

Marcin P., który również zajmował się rozklejaniem plakatów w gminie Brzeg Dolny, również zeznał, że dojechał do Rynku w Brzegu Dolnym. D. miał powiedzieć podczas wieszania „spierdalaj stąd, ja tu kleję”. Marcin P. zeznał, że dziwi się, że nie ma nagrania z monitoringu z tego miejsca w Rynku.

Jerzy B. zeznał, że F. był w domu i że wszyscy którzy zajmowali się klejeniem plakatów przed ciszą wyborczą, przyjechali do F.

Zeznał, że dostał adres z biura meldunkowego

W sprawie zeznawała także Danuta Ch., szefowa Jerzego D. Zeznała, że dowiedziała się o tym, że D. został pobity i że nie mogła się skontaktować z nim i jego bratankiem. Zeznała również, że zadzwoniła do izby przyjęć w szpitalu w Brzegu Dolnym i powiedziano jej, że D. tutaj był. W poniedziałek po wyborach rozmawiała z D. i osobiście poinformował ją o pobiciu. Mówił, że ma spuchniętą nogę, pokazywał ją i utykał, mówił że musi iść do lekarza. Danuta Ch. stwierdziła, że w piątek w pracy nie miał takich obrażeń. Ch. zeznała, że D. powiedział jej, że F. i U. przyjechali na Rynek, zrzucili go z drabiny i kopali. Zeznała, że poleciła D. zgłoszenie sprawy na policję.

W sprawie zeznał także sam Jerzy D., pracownik DOK-u.

– Uległem wtedy wypadkowi, gdy kleiłem plakaty w piątek przed wyborami – zeznawał D., który mówił, że nie jest pewien, kto zepchnął go z drabiny, został kopnięty w chorą nogę.

– Było takie zawiadomienie, pani dyrektor mi pomogła napisać takie zgłoszenie o przestępstwie do Wołowa, a ja się podpisałem – zeznał. Dodał też, że F. groził jemu i jego bratankowi i że boi się Pawła U.

– Ja podałem pani dyrektor, adresy pana U. i F. – mówił.

Sędzia w tym miejscy zapytał D., pod jakim numerem mieszka Paweł U.

– W ewidencji ludności podali mi adres pana U. Pan F. mieszka tam gdzie apteka, to jest Aleje Jerozolimskie, tam gdzie stoi słup. W ewidencji nie podano mi adresu pana F. Poszedłem pod dom i zobaczyłem, jaki jest numer – odpowiedział Jerzy D.

– Na moim budynku nie ma numeru-  odpowiedział F.

– No nie ma – odpowiedział D.

Sędzia dopytywał, czy D. został popchnięty przez Pawła U. na co D. powiedział „Nie wiem, czy on mnie popchnął, byłem odwrócony.”

„Masz robić to, co szefowa karze”

Jerzy D. po piątkowym rzekomym pobiciu, pomagał w komisji wyborczej w Dolnobrzeskim Ośrodku Kultury. W sprawie zeznawała również Danuta B, która zasiadała w komisji wyborczej.

Pan Aleks to bratanek pana Jurka, przyszedł do lokalu wyborczego i powiedział do pana Jurka: „Jutro o godzinie 8.00 Danka przyjedzie po ciebie i pojedziecie do lekarza.” Pan Jurek zaprotestował i dwukrotnie energicznie powiedział: „nigdzie nie pojadę”. Pan Aleks powiedział „a co ty masz do gadania, masz robić to, co szefowa karze.” – zeznała w sądzie.

Dodała, że D. tryskał energią, sam poznosił do piwnicy wszystkie worki z kartami, absolutnie nie kulał w tym dniu. „On tak chodzi, tak się kołysze” – czytamy w zeznaniach.

Aneta N. również zasiadała w komisji wyborczej. Zeznała, że nic nie przykuło jej uwagi jeśli chodzi o obrażenia Jerzego D. Również stwierdziła, że D. ma specyficzny rodzaj chodu.

D. nie mówił, żeby ktoś go pobił

Andrzej S., który miał być przesłuchany na rozprawie, składał już wyjaśnienia na policji.

Andrzej S. Zeznał, że 14 listopada wyszedł wieczorem na papierosa. Usłyszał głos „zostaw, przestań”. Nie rozpoznał głosów, ani osób które jechały w przejeżdżających busach. Kiedy udał się w miejsce, z którego dochodziły odgłosy, spotkał tam Jerzego D. D. nie mówił, żeby ktoś go pobił, nie skarżył się na bóle ciała. Zadzwonił na policję.

W zawiadomieniu o podejrzeniu popełnienia przestępstwa czytamy, że D. wskazał Bogumiła B., mieszkańca Brzegu Dolnego jako osobę, która była bezpośrednim świadkiem zdarzenia. Bogumił B. oświadczył w Komendzie Powiatowej Policji w Wołowie, że nie był świadkiem zdarzenia, a o sprawie dowiedział się na mieście.

W sprawie został powołany biegły z zakresu medycyny sądowej, który miał stwierdzić stopień doznanych obrażeń ciała. D. będąc w szpitalu w Brzegu Dolnym otrzymał zaświadczenie, w którym widnieje zapis „uraz stawu skokowego”.

Waldemar Wiktor, biegły, specjalista chirurg, wydał opinię na podstawie której śledztwo zostało umorzone.

„Opisana zmiana chorobowa – owrzodzenie żylakowate podudzia prawego, nie powstała w chwili doznania urazu stawu skokowego. Tego typu zmiany mają charakter zmian przewlekłych, o wieloletnim przebiegu i powstają na podłożu przewlekłej niewydolności żylnej. W przedłożonej dokumentacji brak podstawowej informacji co do charakteru obrażeń stawu skokowego” – czytamy w opinii biegłego.

Reklama
Reklama