Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

W ostatnich sezonach piłkarze z Lubiąża plasowali się w czubie ligowego rankingu, a przed czterema laty występowali nawet na wyższym szczeblu zmagań. Nawet jeśli w kilku kolejnych rozgrywkach nie byli kandydatami do awansu, to z całą pewnością tworzyli ekipę, która mogła pokrzyżować plany każdemu z murowanych kandydatów do ligowej promocji. W futbolu każdy sezon i jego rezultaty kompletnie traci znaczenie już na starcie następnego i najlepszy nawet wynik wraz z pierwszym sierpniowym gwizdkiem staje się prehistorią. Minionej jesieni drużyna Odry nie dostarczyła swoim sympatykom zbyt wielu powodów do radości, a kompletowanie meczowej kadry przypominało czasami łatanie dziurawego z poszarpanym.

Odra Lubiaz

SZTUKA ŁATANIA

Szaleństwo letnich zakupów na transferowym rynku ominęło Lubiąż szerokim łukiem – w zasadzie ruch był tylko jednostronny, gdyż z kadry raczej wypływała piłkarska krew, bez optymistycznych widoków na jakąkolwiek transfuzję. Mimo braku personalnych wzmocnień w zespole można było upatrywać mocnego kandydata do roli o najmniej ligowego średniaka i swoistego czarnego konia, choć niska frekwencja na przedsezonowych treningach mocno niepokoiła trenera Mirosław Jabłońskiego, a jego przeczucia dość szybko potwierdziła ligowa rzeczywistość. Początek nie był może najgorszy, gdyż po wyjazdowej porażce z wrocławskim Parasolem (0-2), lubiążanie potrafili zebrać się na tyle, aby pokonać powiatową konkurencję ze Starego Dworu (2-0). Futbolowa tragedia w Malczycach (0-6) była jednak najgorszym proroctwem, które rozpoczęło się spełniać po zwycięstwie nad Błękitnymi Jerzmanowo (2-1). Seria sześciu kolejnych porażek (w tym 1-8 vs. Zachód Sobótka) zepchnęła nasz zespół na przedostatnie miejsce ligowego rankingu i tylko dzięki temu, że jeszcze słabsza była ekipa wrocławskich Złotnik, lubiążanie nie sięgnęli dna. Na szczęście w samej końcówce piłkarze Odry nieco się przebudzili i dzięki dwóm efektownym zwycięstwom (4-0 vs. Sokół Smolec, 6-1 vs. Złotniki) poprawili pozycję w ligowej tabeli, choć ich jesienny rezultat traktować należy raczej w kategoriach rozczarowania.

W omawianym okresie w koszulkach lubiąskiego klubu zagrało 22 piłkarzy, a we wszystkich meczach oglądaliśmy tylko Patryka Główkę i Łukasza Piskorskiego, a ten drugi spędził na placu gry najwięcej minut. O sytuacji panującej jesienią w zespole niech świadczy fakt, iż bramki Odry w 12 rozegranych spotkaniach strzegło aż 5 zawodników, a nie wynikało to z faktu tak szerokiego wyboru trenera we własnej kadrze. Rozpoczął Dawid Romanowicz, którego w 2.kolejce zastąpił Daniel Posacki, strzegący lubiąskiej bramki we wszystkich zwycięskich spotkaniach. Kiedy tych graczy brakowało w składzie, między słupki wchodzili gracze z pola, a najgorszy efekt pracy na tej pozycji zanotował Paweł Hopej (0-6), pozostali zaś – Łukasz Leja (vs. Kometa) i Ł. Piskorski (vs. UKS Domanice) choć spisywali się lepiej, to nie uchronili swojego zespołu od porażek (obie po 0-1). W okresie „bramkarskiego kryzysu” nie najlepiej było również z ofensywną grą lubiążan, gdyż pomiędzy 4. a 8.serią spotkań zawodnikom Odry nie udało się znaleźć skutecznej metody na defensywę rywali przez 318 minut, a strzelecką nieporadność przełamał dopiero w 47.min. fatalnego meczu w Sobótce Michał Rewak. Zawodnik ten w spotkaniu z Zachodem nie tylko odczarował bramkę rywali lubiążan, ale i pomógł gospodarzom w odniesieniu efektownego zwycięstwa, gdyż był autorem trafienia samobójczego.

We wszystkich rozegranych spotkaniach piłkarze Odry zdobyli 19 goli, co dało średnią 1,58 zdobytej bramki w meczu oraz 0,86 trafienia na zawodnika. Skutecznością zdecydowanie wyższą od zespołowej średniej może pochwalić się Kamil Mucha, który z 4 celnymi strzałami okazał się najlepszym lubiąskim graczem pod względem tego elementu piłkarskiego rzemiosła. Szkoda, że jego dorobek to przede wszystkim trafienia w konfrontacji z ligowym outsiderem (3), a w tym pojedynku równie efektownie towarzyszył mu Ł. Piskorski, także kończący mecz z wrocławskimi Złotnikami z hat-trickiem na strzeleckim koncie. Mimo strzeleckiego popisu na zakończenie jesiennych zmagań lubiążanie są raczej pod koniec zespołowej klasyfikacji jeśli chodzi o skuteczność, gdyż gorszym rezultatem mogą pochwalić się jedynie 3 ekipy. Formalnie zaś zajmują miejsce na ligowym podium (3.) jeśli chodzi o gole stracone, gdyż według prowadzonego rankingu mają ich 32 (średnia 2,46), ale futbolówka trzepotała w siatce bramki Odry 29 razy (2,41), a różnicę powoduje walkower, jaki spadł na lubiąską drużynę za niedoszły wyjazd do lidera rozgrywek – Piasta Żerniki.

Od poziomu ligowego średniaka z inklinacjami do dłuższego przebywania w dolnym rejonie ligowego rankingu nasi piłkarze nie odbiegają także jeśli chodzi o klasyfikację fair-play. Trudno stwierdzić, aby podopieczni trenera Jabłońskiego często uciekali się do ostrej gry, ale fakt ujrzenia 25 kartoników (22 żółte – 3 czerwone) świadczy co najmniej o tym, że nóg nie ostawiali. Najostrzej potraktowali konkurentów z Białkowa (3-4), w konfrontacji z którymi lubiążanie ujrzeli w sumie 5 żółtych i 2 czerwone kartki. W pokojowej atmosferze przebiegały natomiast pojedynki z piłkarzami z Domanic (0-1) oraz Smolca (4-0), w których żaden z piłkarzy Odry nie został upomniany przez arbitra. Średnio więc gracze z Lubiąża oglądali 2,08 kartki w rozegranym meczu (1,830,25) i to jest 11.wynik w lidze.

Trudno powiedzieć, aby przytoczone powyżej liczby rzucały na kolana. W porównaniu do poprzednich sezonów lubiąski zespół zaliczył minionej jesieni wyraźny regres, ale miejmy nadzieję, że ten zimny prysznic wpłynie na drużynę orzeźwiająco i wiosną zobaczymy na A-klasowych boiskach zupełnie inny zespół.

Reklama
Reklama