W szkołach dłuższe przerwy, a W-F na końcu?

W szkołach tzw.”trudne przedmioty” nie będą mogły się odbywać później niż po 6 godzinie nauki. Chodzi o przedmioty przede wszystkim ścisłe, takie jak chemia, matematyka czy fizyka. Swoje stanowisko ministerstwo edukacji tłumaczy spadkiem koncentracji u dzieci w ostatnich godzinach nauki danego dnia. Warto więc, według nich, od przedmiotów “bardziej wymagających” rozpocząć szkolny dzień, gdy uczniowie będą w pełni skoncentrowani. Opinia i pomysł zmian poparty jest raportami Naczelnej Izby Kontroli, które ukazują “luki” w planach zajęć. Rodzice nowemu rozporządzeniu przyklaskują, jednak wśród dyrektorów placówek budzi ono wątpliwości. Tłumaczą, że przy układaniu planu lekcji pod uwagę branych jest wiele czynników, m. in. dostępność sal, nauczycieli, a grafik trzeba układać tak, żeby nie było tzw. “okienek” między zajęciami. Pomysł, owszem, uważają za słuszny, niemniej jednak niewykonalny, zwłaszcza w dużych placówkach. Kolejnym zgrzytem w sprawie jest poddanie wątpliwości pojęcia “trudne przedmioty”. Wiadomo wszak, iż jednemu dziecku większy problem będzie sprawiała matematyka, innemu – język polski czy historia. Jest to niewątpliwie kwestia subiektywna. Wychodzi więc na to, że od 7 lekcji na planach widnieć miałyby wychowanie fizyczne, plastyka czy religia, a tak – komentują dyrektorzy – przecież się nie da.

Oprócz powyższego, MEN przewiduje również wydłużenie przerwy obiadowej do 40 minut. Żadna pauza nie może być też krótsza niż 10 minut, dodatkowo – gdy pogoda sprzyja – dzieci ten czas będą mogły spędzić na świeżym powietrzu. Dodatkowo uczniowie muszą mieć zapewnioną możliwość pozostawienia w szkole podręczników i innych pomocy dydaktycznych, a papierową legitymację zastąpi plastikowa karta. Dyrektorzy mają czas na dostosowanie się do nowych przepisów do 1 marca 2019 r.