Bił mnie zięć i córka

Przemoc w rodzinie to nie tylko akty agresji i okrucieństwa męża wobec żony lub dzieci. Przeczytajcie dziś historię kobiety, nad którą znęcała się córka wraz z mężem.

Zofia całe swoje życie poświęciła się domowi, mężowi i córce. Rodzina mieszkała na wsi, kiedyś mieli spore gospodarstwo, jednak gdy mąż podupadł na zdrowiu, nie było komu pracować. Powoli sprzedawali pola, mąż po operacji otrzymał rentę, gospodarstwo zostało tylko wspomnieniem. Pani Zofia zajmowała się plecieniem koszy z wikliny. Nie było najgorzej. Gdy mąż zmarł, pani Zofia nie mogła się odnaleźć, byli z mężem bardzo związani, kilkadziesiąt lat razem. Zgrane, szczęśliwe małżeństwo. Jeśli się kłócili, to o jedno- o córkę, a raczej sposób jej wychowywania. Ania miała zawsze wszystko co chciała. Oczko w głowie taty. Pani Zofia nie miała w zasadzie za wiele do powiedzenia w kwestii wychowania córki. Mąż ją rozpieszczał, darował przeróżne wybryki, ze wszystkiego tłumaczył. Ania szybko odkryła jak bardzo może manipulować ojcem. Z matką nie miała takiego kontaktu, często się kłóciły. Gdy zmarł pan Czesław, Ania była już pełnoletnia. Cierpiała po jego śmierci, mimo to nie potrafiła zbliżyć się do matki.

Ania studiowała w mieście. Mieszkała w internacie, odwiedzała matkę w weekendy, zawierała wtedy wikt na cały tydzień. W zasadzie tylko po to przyjeżdżała na wieś. Samotność matki i jej tęsknota niewiele ją obchodziły. Pierwsze poważne awantury zaczęły się, gdy Anna chciała dostawać więcej pieniędzy. Wtedy pierwszy raz wyzwała panią Zofię, nakrzyczała na nią. Potem było jeszcze gorzej. Każda wizyta Anki w domu była pełna konfliktów i wybuchów agresji do matki. Owszem, zdarzały się dobre chwile, wtedy gdy Ania bardzo czegoś chciała. Lub gdy przyjeżdżała ze swoim chłopakiem, a później już narzeczonym.

Piotrek nie przypadł  pani Zofii do gustu. Dużo palił, był głośny, lubił wypić. Zaczął się rządzić w domu pani Zofii. Wymądrzać. Planował remont, chciał wszystko zmienić. Potem był ślub, wesele. Ostatecznie, po wielu perypetiach zamieszkali w domu pani Zofii, niespecjalnie się jej pytając o zgodę. Kłótnie między trójką były stałym elementem dnia. Ale było to jeszcze do zniesienia. Do momentu, aż Ania z Piotrem wyszarpali panią Zofię rwąc na niej bluzkę. Kolejnym razem zięć uderzył ją w twarz. Jeszcze potem niby niechcący zepchnął ze schodów. Pani Zofia ze strachu i wstydu przed ludźmi nie przyznawała się do niczego. Starała się schodzić Ani i Piotrkowi z drogi. Niestety, najgorzej było po alkoholu, i gdy Anki nie było w pobliżu. Wtedy w Piotrka wstępował diabeł, krzyczał, groził, bił, zamykał w szafie, oblewał zimna wodą. Raz wyrzucił panią Zofię za drzwi, w zimową, mroźną noc. W samej koszuli nocnej, bez kapci. Stała, płakała i marzła, dopóki jej nie wpuścił.

Żal, który ją przepełniał i poczucie krzywdy były tak ogromne, iż straciła chęć do życia. Były dni, że nie wstawała z łóżka. Oni nawet wtedy nie interesowali się nią. To znaczy raz zięć zaglądnął do pokoju i rzekł: “Myślałem, że już zdechłaś”. Tak, chciała wtedy umrzeć. Nie widzieć więcej córki, jej męża, nie myśleć o tym, iż wychowała potwora.

Pani Zofii z pomocą przyszła sąsiadka. Widziała, że wraz z zamieszkaniem u Zofii zięcia coś się zmieniło na gorsze. Pani Zofia, dotąd szczęśliwa, otwarta kobieta zaczęła się zupełnie inaczej zachowywać. Nie zapraszała nikogo do domu, sama niewiele z niego wychodziła. Sąsiadka czuła, że dzieje się coś bardzo złego.

Pewnego wieczoru na własne oczy zobaczyła jak Piotrek bije teściową pogrzebaczem. Nie czekała za oknem aż dojdzie do tragedii. Zadzwoniła na policję a sama wbiegła do środka aby powstrzymać sprawcę.
Pani Zofia do dziś nie może nadziękować się sąsiadce. Wiele kosztowało ją przyznanie się do tego, że jest krzywdzona przez własne dziecko i zięcia. Założyła  jednak sprawę o znęcanie się. Zarówno córka jak i zięć otrzymali wyroki skazujące. Obecnie Pani Zofia jest szczęśliwą kobietą. W sanatorium poznała pana Władka, który się nią opiekuje. Z córką nie ma kontaktu.