“Biłem syna, bo bił mnie mój ojciec”

Dziś poznamy historię, w której okrutne metody wychowawcze przeszły z pokolenia na pokolenie. Tu, krąg przemocy najprawdopodobniej został przerwany. Oby historii z takim zakończeniem było jak najwięcej.

Pan Adam uważał, że synów należy bić. Zawsze pod ręką miał pas, szeroki skórzany, lub kawałek kabla. Gdy dzieciaki miały kilka lat były straszone: “Nie rób tak, bo dostaniesz”, “ile minut spóźnienia tyle razów na tyłek”.

Pan Adam był przekonany, że tylko lanie wychowa synów na dobrych, uczciwych ludzi. Szczerze wierzył w to, że autorytet należy wypracować strachem, wtedy dzieci szanują starszych. Jak mantrę powtarzał: “Mnie ojciec bił i wyrosłem na porządnego człowieka”. Ogólnie rzecz biorąc pan Adam był porządnym człowiekiem. Dbał o rodzinę, miał stabilną pracę, nienaganne maniery. Latem urlop nad morzem, zimą ferie w górach. Dom komfortowy, nic nie brakowało. No i synowie- też się udali. Czasem, jak to chłopcy, łobuzowali, ale ogólnie dawał rady ich okiełznać. Pasem.

Żona zawsze starała się bronić dzieci, ale wiedziała, że na nic jej krzyki. Chłopcy swoje muszą dostać. Zresztą, po cichu była przekonana do tej metody, przecież jej ojciec też nie raz i nie dwa jej braci bił i nic im nie jest.
I tak mijały lata, synowie Adama i Heleny dorośli, założyli swoje rodziny, urodziły im się dzieciaki. Pewnego dnia, na rodzinnej imprezie, wnuk pana Adama, kilkuletni Robert bawił się na ogrodzie z psem i niefortunnie rzucił zwierzęciu piłkę prosto w babcine grządki, powtórzyło się to może ze dwa razy. Pan Adam się nie zdenerwował, za to zdenerwował się jego syn, a ojciec chłopczyka. Podleciał do synka i przylał mu w tyłek tak mocno, że malec aż przysiadł, a z oczu pociekły mu łzy. Z bólu i zapewne z upokorzenia, bo świadkiem tego byli wszyscy zebrani goście. Pan Adam doznał wstrząsu, jakiego nigdy jeszcze przedtem nie czuł. Był zły na syna, zrobiło mu się okropnie żal wnuka, podbiegł do niego, wziął go na ręce, tulił, wycierał lecące wciąż łzy.
Wieczorem poprosił syna o rozmowę. Syn nie bardzo rozumiał o co mu chodzi. “Przecież też nas biłeś! Pas miał specjalne miejsce w domu! Był pod ręką, abyś mógł szybko go znaleźć! Bez bicia się dzieci nie wychowała, to twoje, tato słowa!”
Pan Adam po raz pierwszy poczuł wstyd. Wstyd i złość, na swojego ojca, który i jego w ten sam sposób wychowywał. Potrzebował kilkudziesięciu lat, aby zobaczyć na osobie ukochanego wnuczka, że bicie niszczy, upokarza, wzbudza tylko strach a nie szacunek. Pan Adam przeprosił swojego syna, drugiego także. Opowiedział im, jak wyglądało jego dzieciństwo. Poprosił ich, aby nigdy więcej nie podnosili ręki na swoje dzieci. Usłyszał od synów, jak bardzo go nie cierpieli za to, że ich bił. Jak mocno się go bali.
Taka rozmowa była im wszystkim bardzo potrzebna. Zdefiniowała negatywne metody wychowawcze, ukazała jak bardzo krzywdzi bicie, jak wypacza pojmowanie rodzicielstwa, jak psuje relacje i uprzedmiotowia dzieci. Dzięki temu zaistniała duża szansa, iż kolejne pokolenia tej rodziny obejdą się bez używania pasów i kabli.