Apetyty wciąż większe

Według piłkarskiego porzekadła o sile drużyny świadczy potencjał graczy zasiadających na ławce rezerwowych. Jeśli przyjąć te kryteria, to spore wyobrażenie o sile klubu może dać rzut oka na postawę w rozgrywkach jego rezerw. Drugi zespół wołowskiego MKP funkcjonuje od półtora roku i w tym okresie na boiskach klasy B furory nie zrobił. Przyjąć jednak można, że są to dopiero początki budowy tej ekipy i jeśli pierwszy zespół okrzepnie nieco na szczeblu 4.ligi, to i forma oraz klasa jego rezerw ulegnie pewnej stabilizacji na przynajmniej przyzwoitym poziomie.

Poprzedni sezon w wykonaniu wołowskich piłkarzy był z całą pewnością historycznym, gdyż klub po raz pierwszy awansował do 4.ligi. Gra na tym poziomie wymaga nie tylko zawodników o określonych umiejętnościach w pierwszym składzie oraz na ławce rezerwowych, ale i sporej grupy na głębszym zapleczu. Pomysłem na zapewnienie ciągłego dopływu futbolowej krwi do klubu było stworzenie drugiej drużyny, która miała być ekipą wyznaczającą ton zmagań – na początku zaledwie w klasie B, a potem… Niestety, na tym się na razie zakończyło, gdyż w poprzednim sezonie drugi skład MKP finiszował na 7.pozycji ze zdobyczą 35 punktów w 26 meczach. Był to wynik co najwyżej przeciętny, gdyż apetyty były znacznie większe. Jesienią drużyna po raz drugi wystartowała w walce o klasę A, ale i tym razem jej rezultaty nie napawają jakimś szczególnym zachwytem.

PAPIEROWY TYGRYS

Stworzenie drugiego zespołu w klubie takim jak MKP Wołów nie jest może jakąś szczególnie trudną sprawą, ale już jego funkcjonowanie nasuwa cały szereg komplikacji, który może bardzo destrukcyjnie wpływać nie tylko na atmosferę w drużynie, ale i na jej wyniki. Gdyby bowiem przyjrzeć się bliżej grupie 37 zawodników, którzy jesienią wybiegli w koszulkach wołowskiego klubu na boiska klasy B, można by w niej dostrzec co najmniej trzy podgrupy, o mniej lub bardziej wyraźnych granicach przynależności. W pierwszej można wymienić piłkarzy, będących w szerszym składzie pierwszej drużyny, ale z różnych powodów chwilowo znajdujących się poza główną grupą. Powrót po kontuzji, rehabilitacja, wyraźny spadek formy czy kwestie dyscyplinarne nie są powodami, aby definitywnie rezygnować z określonego piłkarza. Choć zawodnik taki nie jest na dany moment gotowy do występów na wyższym poziomie, to powinien jednak cały czas być pod grą. Druga grupa to najzdolniejsi juniorzy, nie mający jeszcze na tyle piłkarskich umiejętności, by przebojem wskoczyć do pierwszej drużyny, ale drzemiący w nich potencjał daję nadzieje, że w najbliższej przyszłości decydować oni mogą o obliczu klubu. Obok wymienionych wyżej w ekipie swoją piłkarską pasję kontynuować mogą piłkarze od lat związani z klubem, ale albo obdarzeni mniejszym talentem, lub trochę leniwi w treningowej pracy. Ponieważ jednak w takich ośrodkach klub powinien być tworzony głównie przez mieszkańców i dla nich funkcjonować, przed żadnym z nich nie można zamykać klubowych drzwi. Stworzenie z tych ludzi sprawnie i skutecznie funkcjonującego zespołu nie jest rzeczą łatwą, o czym świadczą wyniki drużyny. Z całą pewnością na papierze wołowska ekipa powinna być tą, która na poziomie klasy B dzieli i rządzi, ale w praktyce wychodzi to trochę inaczej niż w teoretycznych założeniach, o czym mogła przekonać się czwórka szkoleniowców, która w trakcie tego czasu sprawowała trenerską pieczę nad drużyną, co też może nie najlepiej wpływać na panującą w niej atmosferę.

PRZYZWOITA PRZECIĘTNOŚĆ

Tegoroczne rozgrywki zespół rozpoczął dość dobrze, choć już w 2.kolejce z kompletem punktów z Wołowa wyjechał zespół borzęcickiego Orkan. W dwóch następnych tygodniach gracze MKP zgarniali pełne pule i po tym okresie rywalizacji plasowali się na wysokiej 3.pozycji. Kiedy wydawało się, iż nasza drużyna zaczyna się rozpędzać, przyszły dość wstydliwe porażki z lubiąską Odrą i Avią Ozorowice, co skutkowało znacznym spadkiem w ligowym rankingu. Humory kibicom wołowskich rezerw poprawił nieco mecz z barkowianami, ale po efektownym zwycięstwie z Lechem przyszły porażki w powiatowych derby w Starym Wołowie, a potem w konfrontacji z orzeszowską Victorią. Na finiszu wołowianie odzyskali rezon i zanotowali serię trzech kolejnych sukcesów, ale jesienne rozgrywki zakończyli wyraźną porażką w konfrontacji z Rosą Rościsławice.
Uzyskane wyniki pozwoliły drużynie MKP zająć miejsce w środkowej strefie tabeli, co jest wprawdzie wynikiem przyzwoitym, ale z całą pewnością potencjał drużyny predestynują ją do gry o wyższe cele. W tym okresie bowiem barw ekipy broniło 6 piłkarzy ważnych dla oblicza pierwszego składu i ze swoimi umiejętnościami powinni oni poprowadzić zespół do znacznie lepszych rezultatów. Nie byli oni wprawdzie graczami, którzy najczęściej wybiegali na boiska klasy B, gdyż piłkarzem tym okazał się Krzysztof Heluszka, zaliczając wszystkie 12 występów (do statystyki nie wlicza się walkower z Olimpią Godzięcin), w tym 11 w pełnym wymiarze i spędził na murawach 1.055 minut. Zawodnik ten jest jedyną futbolową spoiną, łączącą wszystkie jesienne występy wołowskiej drużyny, a biorąc pod uwagę fakt, iż w 10 lub więcej pojedynkach zagrało jeszcze tylko 4 piłkarzy, to daje obraz, jak duża była w ekipie rotacja. Między słupkami bramki MKP wystąpiło w minionej rundzie aż 5 golkiperów i wszyscy oni przepuścili w sumie 36 strzałów, co dało średnią 3,00 straconego gola w meczu. W swoim jedynym występie zaskoczyć się nie dał Mateusz Zygmunt (3-0 vs. Odra Stary Dwór), zaś na drugim biegunie znalazł się Sebastian Idziorek, który miał być wzmocnieniem drużyny w konfrontacji ze starowołowskimi Herosami, ale swój występ zakończył z 5 golami w piłkarskim plecaku. Tylko raz nasza drużyna zagrała na zero w tyłach, a najdłużej bez straconej bramki piłkarze MKP grali przez 138 minut.
Wybitnego wyniku wołowianie nie uzyskali także jeśli chodzi o poczynania w ofensywie, gdyż w swoich konfrontacjach napastnicy naszej drużyny wymanewrowali obronę konkurentów 35 razy, co dało średnią 2,91 trafienia w spotkaniu, a w sędziowskim kajecie jako strzelców bramek zanotowano numery i nazwiska 17 piłkarzy, choć jeden z nich – Damian Baranowski, była autorem jedynie gola samobójczego. Największy ciężar w tym elemencie piłkarskiego rzemiosła wziął na siebie Emanuel Stańczyk, który w 10 rozegranych pojedynkach zdobył tyleż samo goli, a do siatki bramki rywali trafiał średnio co 76 minut. W trzech pojedynkach wołowskie armaty były kompletnie rozregulowane, a najskuteczniejszy występ nasz zespół zanotował w pojedynku przeciwko piłkarzom z Barkowa.

BEZ SPIRITU

Nie od wczoraj wiadomo, że drużyna to nie jest wyłącznie suma tworzących ją indywidualności. Aby ten złożony organizm zaczął sprawnie funkcjonować potrzebny jest również team spirit. Drugi zespół w wołowskim klubie powołano w zasadzie nie dla niego samego, ale aby tworzył zaplecze dla 4.ligowego futbolowego frontu. W takiej sytuacji jego dobro nie jest kwestią podstawową, choć w wielu przypadkach interes obu ekip może mieć również wspólny mianownik. Dlatego należy wziąć pod uwagę, iż aktualna forma poszczególnych piłkarzy czy nawet skład tej drużyny jest wypadkową wielu czynników, i na wiele z nich szkoleniowiec rezerw MKP nawet nie ma wpływu. Nie zmienia to jednak faktu, że w drużynie jest spory potencjał i wyjazdy z Ozorowic z 7.bramkowym bagażem nie powinny się w ogóle zdarzyć. Oceniając jesienne występy wołowskich rezerw należy więc stwierdzić, że klub ma spore możliwości i od samego początku powinien odgrywać większą rolę w rywalizacji o najwyższe szczeble w klasie B, ale po raz kolejny okazało się, iż klasy zespołu nie da się zbudować wyłącznie na teoretycznych założeniach. Aby pod banderą MKP skuteczny, systematyczny futbol na dobrym poziomie zagrał także drugi zespół potrzeba jeszcze trochę czasu, ale zarówno możliwości klubu jak i umiejętności poszczególnych piłkarzy pozwalają przypuszczać, że sportowe apetyty kibiców tej drużyny zostaną prędzej czy później zaspokojone.