Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

1b933e7a-fb1b-4396-a682-cd147372f968Beniaminek ze Starego Wołowa miał być przysłowiowym chłopcem do bicia. Jednak Herosi okazali się pojętnymi uczniami i po kilku bolesnych lekcjach – zaczęli zbierać ligowe punkty.

Po raz ostatni zespół ze Starego Wołowa oglądaliśmy w B.klasowych rozgrywkach w sezonie 2012/13. Wówczas Herosi nie należeli do ligowych tuzów i po dość przeciętnych rozgrywkach w ich wykonaniu, ekipa zniknęła z futbolowej mapy powiatu. Jakiś czas temu po raz kolejny spotkała się jednak grupa pasjonatów, która postanowiła reaktywować starowołowską piłkę, co zaowocowało startem zespołu w tegorocznych zmaganiach. Trudno było upatrywać jednak w beniaminku zespół, który odegra większą rolę w B.klasowych bataliach.

Już na samym starcie czekał debiutantów trudny egzamin, gdyż pierwszą ekipą, która miała zweryfikować futbolową wartość Herosów była mająca aspiracje na awans orzeszkowska Victoria. Mimo atutu własnego boiska gospodarze byli tylko bladym tłem dla znacznie bardziej doświadczonych rywali, którzy pewnie sięgnęli po efektowne zwycięstwo (1-6). Jako drugi zespół w Starym Wołowie zagościła ekipa LKS Krościna Wlk. i ten rywal również okazał się być poza zasięgiem Herosów (1-4). Trzeciej bolesnej lekcji ambitnemu beniaminkowi udzielili gracze rezerw wołowskiego MKP (2-4), ale w kolejnym pojedynku zespół wyciągnął już z tych nauczek wnioski i wreszcie dał swoim sympatykom powody do radości. Okazją do tego była konfrontacja z warzęgowskim Ruchem, zawodnicy którego wyraźnie ustępowali miejscowym i jako pierwsi pojawili się na liście pokonanych przez Herosów (5-1). Zwycięskiej passy nie udało się jednak przedłużyć w Rościsławicach, gdzie nasz zespół po raz kolejny musiał przełknąć gorzką pigułkę porażki (0-4). Lider z Korzeńska również okazał się zbyt wymagającym rywalem (1-4), a wyraźna porażka z Orlą nie najlepiej wróżyła przed gminnym derby w Mojęcicach. Pojedynek z Orkanem był jednak popisem starowołowian, którzy dość niespodziewanie wyraźnie ograli zbyt pewnych siebie mojęciczan (4-1). Mimo tego zwycięstwa z całą pewnością to nie Herosi byli faworytem w pojedynku z zespołem z Borzęcina, który jesienią należał do grona ekip, wyznaczających poziom rywalizacji. Kolejny Orkan okazał się jednak zbyt słaby na beniaminka i mimo znacznie wyższych notować wyjechał ze Starego Wołowa „na pusto” (3-1). Krótka seria zwycięstw zamknęła się w dwóch spotkaniach, gdyż w Godzięcinie zdecydowanie lepsi okazali się odbudowujący swój ligowy prestiż piłkarze Olimpii (1-6). Humory kibicom Herosów poprawiło zwycięstwo nad urazką Odrą (4-2) i minimalne zapunktowanie w Strupinie (2-2), więc wydawało się, że konfrontacja z jednym z ligowych outsiderów – Lechem Barkowo, gospodarze tej konfrontacji powinni także zgarnąć pełną pulę. Niestety, listopadowa konfrontacja zakończyła się zdecydowanym rozczarowaniem (4-6), ale na zakończenie jesiennych zmagań starowołowianie po raz kolejny udowodnili, iż są ekipą nie do końca przewidywalną i po bolesnej porażce z Lechem przywieźli komplet punktów z Powidzka (5-2). Beniaminek punktował więc w 6 spotkaniach, notując na swoim koncie 5 zwycięstw i raz dzieląc się punktami z konkurencją. Choć 16-punktowy dorobek trudno traktować w kategoriach wielkiego osiągnięcia, to jednak 10.pozycja w ligowym rankingu świadczy o pewnej futbolowej solidności, którą miejmy nadzieję Herosi potwierdzą w wiosennych zmaganiach.

W trakcie pierwszej serii pojedynków barw starowołowskiego zespołu broniło 25 piłkarzy, a we wszystkich meczach swojej drużyny wystąpił Marcin Berestecki, który okazał się zdecydowanym liderem tego zespołu. Wprawdzie pierwszymi obrońcami są w dzisiejszym futbolu napastnicy, ale podstawowym zadaniem kapitana Herosów było jednak zdobywanie bramek – o czym później. Na razie podsumujmy jednak grę formacji defensywnej, a ta nie wypada najlepiej. Pod względem obrony własnego przedpola Herosi nie stanowili monolitu i ich wynik jest trzecim najgorszym w lidze. Dość stwierdzić, że nie było pojedynku w którym starowołowscy defensorzy nie daliby się oszukać, tracąc w sumie aż 43 bramki, co daje średnią 3,31 traconego gola w spotkaniu.

Dla wielu najważniejszym w futbolu jest, aby zdobyć o jednego gola więcej niż przeciwnik. Stwierdziliśmy już, że obrona Herosów nie była jesienią w najwyższej formie, więc aby ich kibice mieli powody do radości, na pełnych obrotach pracować musiała formacja ofensywna. Pod tym względem na tle konkurencji dorobek zespołu nie wygląda najgorzej (33 gole, co daje średnią 2,53), a zasługa w tym głównie wspomnianego wyżej M. Beresteckiego, który trafiał jak na zawołanie. Zawodnik ten na listę strzelców nie wpisał się tylko w Rościsławicach, a poza meczem z Rosą zdobywał gole z regularnością szwajcarskiego zegarka – co tydzień przynajmniej jedno trafienie. Najmocniej o strzeleckim talencie tego zawodnika przekonali się piłkarze z Barkowa i Powidzka, którym zaaplikował on po trzy celne uderzenia. W sumie z dorobkiem 18 trafień starowołowianin przewodzi w jesiennym rankingu B.klasowych snajperów. Oprócz niego do sędziowskich notesów trafiły nazwiska jeszcze ośmiu Herosów, lecz ich wspólny bramkowy dorobek jest niższy niż liczba trafień lidera zespołu.

Taka sama liczba piłkarzy – czyli dziewięciu, zapisała się w historii minionej rundy ze względu na rażące przekroczenie przepisów. Arbitrzy pokazali w sumie starowołowianom 14 kartek, a żadna z nich nie skutkowała natychmiastowym wykluczeniem z gry. Liderem w zbieraniu żółtych upomnień okazał się Krystian Praczyk, który oglądał kartonik tego koloru trzykrotnie.

Jesienną rundę w wykonaniu Herosów trudno ocenić jednoznacznie. Z całą pewnością dużą bolączką była gra defensywna i to w kilku przypadkach zadecydowało o wyraźnych porażkach. Trudno upatrywać w tej ekipie kandydata do odegrania w rozgrywkach wiosennych jakiejś kluczowej roli, ale jeśli rywale ich zlekceważą – mogą ograć każdego.

Reklama
Reklama