Hageland CUP

ZOSTALI NA TOPIE!

To była już trzecia wizyta młodych piłkarzy z Wołowa na belgijskim turnieju Hageland CUP i podczas każdej z nich nasi gracze dawali się poznać z bardzo dobrej strony. Już w swoim debiutanckim występie przebili się do czołówki (kończąc ostatecznie start na 6.pozycji), ale prawdziwy sukces odnieśli przed rokiem, kiedy to sięgnęli po spektakularne zwycięstwo w kategorii U-15. Zdobycie tego trofeum było wielkim zwycięstwem, ale przed znacznie trudniejszym zadaniem drużyna trenera Grzegorza Paczkowskiego stanęła w tym roku, gdyż wystartowała do walki w kolejnej edycji jako obrońca pucharu. Jeśli wejście na jakikolwiek sportowy szczyt jest rzeczą trudną, to pozostanie na nim przez dłuższą chwilę jest wyzwaniem jeszcze trudniejszym, a wołowianie tego dokonali.

ELIMINACYJNA UWERTURA

Swój tegoroczny majowy występ na belgijskich boiskach juniorzy MKP rozpoczęli od starcia z VV Nieuwenhoorn (Belgia). Przez całe 25 minut tej konfrontacji trwała wyrównana walka, w której każda ze stron miała okazje, aby rozstrzygnąć ją na swoją korzyść. Nieco częściej do futbolowych spięć dochodziło na belgijskim przedpolu, ale kiedy wybrzmiał ostatni gwizdek arbitra obaj golkiperzy mogli pochwalić się czystym kontem i o podziale trzech „oczek” decydowała seria rzutów karnych, w której lepsi okazali się rywale (1-2) i nasz zespół po tym meczu zapisał na swoim koncie tylko punkt, co nie nastrajało zbyt optymistycznie przed konfrontacją z angielskim Maidstone United FC, który wcześniej efektownie pokonał konkurentów z Holandii. Przebieg tego spotkania potwierdził siłę Wyspiarzy, ale od samego początku wołowianie podjęli twardą rywalizację, której losy w pewnym momencie przechyliły się na szalę naszej drużyny, a to za sprawą trafienia Pawła Leśniewskiego. W końcówce szarża Adama Antochowa w polu karnym przyniosła naszej drużynie „wapno”, i jego skuteczna egzekucja praktycznie zakończyła pojedynek (2-0). Przed ostatnią serią pojedynków ekipa MKP zajmowała 2.miejsce w grupie (4pkt.), ale szanse na awans do strefy medalowej wciąż zachowywały trzy drużyny. W meczu zamykającym eliminacyjną rywalizację podopieczni trenera Paczkowskiego spotkali się z holenderskim Olimpic Pirates Deurne, które – sądząc po wcześniejszych wynikach, było zdecydowanym outsiderem grupy (porażki 0-6 i 0-5). Na boisku rywale prezentowali się jednak całkiem przyzwoicie, choć i tym razem nie uniknęli dość bolesnej porażki. Świadomi bowiem stawki spotkania wołowianie od samego początku ruszyli do zdecydowanego ataku, a na holenderskie nieszczęście na zakończenie pierwszego dnia rywalizacji nasz zespół był do bólu skuteczny i eliminacyjne gry zamknął efektownym zwycięstwem (8-0). W tym samym czasie na boisku obok rówieśników z Belgii ograli Anglicy (2-0) i po podliczeniu wyników okazało się, że do czołowej czwórki turnieju awans wywalczyli piłkarze MKP.

[reklama]

GRA O ZŁOTO

W niedzielę majowe słońce nie ustępowało i kolejny dzień belgijskiego turnieju upłynął w blasku jego gorących promieni. Choć aura nie była typowo piłkarska, to jednak futbolowe spektakle były pełne emocji, efektownych zagrań i celnych strzałów, dostarczając dużej grupie kibiców wielu sportowych wrażeń. Drugi dzień walki o obronę trofeum sprzed roku nasz zespół rozpoczął od starcia z R.U. Rixensart (Belgia) i mecz ten pokazał, że o korzystny wynik na tym etapie imprezy będzie jeszcze trudniej niż w eliminacjach. Bez wątpienia bowiem w medalowej strefie znalazły się bardzo mocne ekipy, z których każda mogła sięgnąć po zwycięstwo w rozgrywkach. Przez blisko pół godziny na murawie trwała wyrównana walka, a jej głównym polem była strefa środkowa, w której żadnej ze stron nie udało się zdobyć wyraźnej przewagi. Do podbramkowych spięć dochodziło rzadko i bezbramkowy remis można uznać za sprawiedliwy. O tym, która z ekip lepiej wejdzie w grę o medale decydowały więc rzuty karne, w których i tym razem szczęście nie uśmiechnęło się do wołowian (1-2). W drugim akcie niedzielnego dramatu naprzeciwko zawodników MKP stanęli Anglicy z De La Salle School Academy Liverpool. Z całą pewnością nikogo nie trzeba przekonywać do poziomu i umiejętności adeptów wyspiarskiej futbolowej szkoły, na których w Belgii miał jednak patent P. Leśniewski, którego trafiania rozstrzygnęły w tym spotkaniu o zwycięstwie naszego zespołu (2-0). Sukces w spotkaniu z Anglikami po raz kolejny otworzył przed naszymi zawodnikami drogę do walki o najwyższe laury, ale aby powtórzyć zeszłoroczny sukces wołowianie nie mogli przegrać w konfrontacji z Cambrian&Clydach Vale B.G.C. (Walia). Było to spotkanie zamykające rywalizację i każdy z zawodników wiedział, o jaką stawkę idzie gra. Na murawie od pierwszego gwizdka arbitra trwała więc twarda piłkarska walka i choć po obu ekipach było już widać trudy turnieju, to jednak stworzyły one zacięty futbolowy spektakl, o którego rozstrzygnięciu po raz kolejny decydowały rzuty karne, gdyż w regulaminowym czasie nie obejrzeliśmy żadnego trafienia. Do tej pory „wapienna” karuzela nie kręciła się na korzyść naszej drużyny, ale w tym przypadku los wreszcie okazał się łaskawy i po trafieniu Bartosza Gałeckiego to zespół MKP mógł cieszyć się z dwóch „oczek”, które dały ostateczne zwycięstwo w imprezie.

Turniej stał na bardzo wysokim poziomie i właściwie nie było łatwych zwycięstw – komentował szkoleniowiec wołowian G. Paczkowski. – Całej drużynie tym bardziej należą się więc słowa uznania, gdyż na swój sukces w pełni zapracowali. Nie było tak, że któryś z konkurentów nas lekceważył. Wręcz przeciwnie, rywale doceniali naszą klasę i umiejętności, więc w każdym pojedynku walczyli z pełnym zaangażowaniem. W tych piłkarskich bojach nasi gracze w niczym nie ustępowali rywalom z Belgii, Holandii, Anglii i Walii. Uważam, że od strony czysto sportowej większość ekip reprezentowała zbliżony, wysoki poziom, a o naszym sukcesie zadecydowało podejście mentalne. Zawodnicy od samego początku turnieju zdawali sobie sprawę o co grają i byli mocno zmotywowani, aby powtórzyć swój triumf sprzed roku. Było to widać w każdym meczu i choć nie wszystkie udało się wygrać, to jednak za każdym razem zawodnicy prezentowali się z bardzo dobrej strony i nie można powiedzieć, że któreś z ich zwycięstw było przypadkowe. Jeszcze raz wszystkim serdecznie gratuluję i dziękuje.

ŁYŻKA DZIEGCIU

Majowy sukces po raz kolejny potwierdził klasę wołowskiej drużyny. Jej piłkarze nie po raz pierwszy przekonali o swoich wysokich umiejętnościach, zyskując uznanie w oczach obserwatorów ich występów. Jest to dla nich duże osiągnięcie, ale i sukces trenera Paczkowskiego, który wielu z tych chłopców uczył piłkarskiego rzemiosła od najmłodszych lat. Wszystko ma jednak swój kres i po powrocie z Belgii szkoleniowiec zakończył pracę z drużyną.

Jeśli ktoś ma inny pomysł na funkcjonowanie klubu, inne priorytety jego działalności, to ja nie zamierzał być przeszkodą – komentował decyzję o swoim odejściu trener. – Nie jestem futbolową alfą i omegą. Być może ktoś lepiej poprowadzi ten zespół, czego serdecznie życzę mojemu następcy. Ja natomiast jestem tylko trenerem i nie chcę brać udziału w różnego rodzaju podjazdowych wojenkach. Tym niech się zajmują inni. Na zakończenie chciałbym życzyć wszystkim moim wychowankom dalszego rozwoju i kolejnych, jeszcze większych piłkarskich sukcesów.

Za belgijskie zwycięstwo zawodnicy i trener MKP dziękują przede wszystkim burmistrzowi Dariuszowi Chmurze, który działając pod niezwykłą presją czasu wsparł finansowo organizację tego wyjazdu i z całą pewnością ma swój udział w tym sukcesie wołowskiego futbolu.

Szkoda, że nie wszyscy jednak traktują ten sportowy wynik w kategoriach sukcesu, ale o tym będzie czas jeszcze wspomnieć.