Reklama
Reklama
Reklama

 

Mijający właśnie rok okazał się bardzo udany dla młodych piłkarzy z Wołowa. Wiosną grupa trampkarzy walczyła na boiskach 1.Ligi Dolnośląskiej i robiła to na tyle skutecznie, iż w gronie futbolowej elity zapewniła sobie miejsce w bezpiecznej strefie tabeli. Jeszcze w trakcie tych zmagań spora część zespołu udała się do Belgii, gdzie triumfowała w mocno obsadzonym międzynarodowym turnieju Hageland CUP (U-15), zostawiając w pokonanym polu rówieśników z zachodniej Europy. Jesienią zaś większość zawodników zadebiutowała w rywalizacji juniorów młodszych, w której również młodzi piłkarze MKP radzili sobie bardzo dobrze.

Przyglądając się rezultatom zespołów młodzieżowych należy zawsze pamiętać, iż spogląda się na zawodników, będących ciągle w trakcie nauki futbolowego rzemiosła. Na tym etapie trudno oczywiście jednoznacznie stwierdzić, jaka przed poszczególnymi graczami rysuje się przyszłość, ale przyglądając się ich poczynaniom na piłkarskiej murawie można jednak ocenić talent i umiejętności, co daje pewien obraz przyszłości, czekającej na nich w drużynie seniorskiej.

AMBITNY CEL

Po doświadczeniach z trampkarskich występów wśród regionalnej elity apetyty wołowskich piłkarzy były duże, czego jeszcze przed startem zmagań nie ukrywał szkoleniowiec drużyny Grzegorz Paczkowski głośno mówiąc o włączeniu się drużyny MKP do walki o najwyższe pozycje. Wprawdzie tym razem wołowianom przyszło walczyć na poziomie klasy okręgowej, ale poziom przynajmniej kilku konkurencyjnych ekip okazał się bardzo wysoki. Już na starcie do naszego miasta przyjechali gracze wrocławskiego Śląska i po bardzo zaciętym meczu udało im się zdobyć komplet punktów. Już w tym spotkaniu nasz zespół pokazał, iż drzemie w nim spory potencjał, ale można było także spostrzec to, z czym nasz zespół może mieć największe problemy. W porównaniu bowiem do najgroźniejszych konkurentów – a jednym z nich była właśnie ekipa ze stolicy regionu, drużyna MKP dysponowała dość skromną kadrą, a kiedy z racji wakacji z jej składu wypadło kilku podstawowych graczy – luki w ustawieniu okazały się trudne do wypełnienia.

Kiedy rozgrywki nabierały tempa z wakacji zdążyli już wrócić wszyscy młodzi piłkarze i zespół zaczął marsz w górę ligowego rankingu. Porażki w konfrontacji ze Śląskiem przy odrobinie szczęścia można było uniknąć, ale jeszcze przed startem rozgrywek wiadomym było, iż wrocławianom przyświeca podobny cel i w każdym meczu ich celem będzie komplet punktów. Dość pechową porażkę udało się wołowianom powetować na graczach Ślęzy, a starciu z którymi nasz zespół zdecydowanie dominował na boisku i w pełni zasłużenie sięgnął po komplet „oczek” (3-0). Potem byliśmy świadkami jednostronnego pojedynku ze skokowskim Dolpaszem (7-3), a kolejne efektowne zwycięstwo (15-0) zawodnicy MKP przywieźli z Głuchowa Górnego. Wówczas wydawało się, iż nasza drużyna złapała odpowiedni rytm, ale potem pojawił się w Wołowie drugi zespół Śląska i ponownie „wojskowym” udało się urwać punkty gospodarzom (2-2). Nie tak miło sportowe eskapady do naszego miasta wspominać będą zawodnicy Pogoni Cieszków (9-0) oraz trzebnickiej Polonii (6-0), wołowianie zaś pomiędzy tymi okazałymi zwycięstwami zainkasowali jeszcze komplet punktów w Strzelinie (3-1), dzięki czemu wskoczyli na najniższy stopień rankingowego podium. Z tej wysokiej lokaty przystąpili do ważnej konfrontacji z Polonią Środa Śl., demolującej wprost większość rywali. Mecz ten nasi gracze rozpoczęli bez większego respektu i na jego początku były momenty, w których nie tylko dominowali na płycie średzkiego boiska, ale mogli w kilku sytuacjach boleśnie ukarać niefrasobliwość gospodarzy. Niestety, naszym napastnikom zabrakło skuteczności, a w drugiej połowie Poloniści udowodnili, iż wcześniejsze wyniki nie były dziełem przypadku i także w konfrontacji z MKP okazali się drużyną lepszą (0-4). Z tym niepowodzeniem można się było liczyć, a w perspektywie był jeszcze niezwykle trudny wyjazd do Oleśnicy. Lekkim przetarciem przed futbolową bitwą z Pogonią było pewne zwycięstwo nad rywalem z Sycowa (5-2), ale prawdziwy piłkarski spektakl nasi gracze urządzili na boisku ówczesnego lidera. Oleśniczanie wyszli na murawę pewni swego, ale w tym meczu nie mieli kompletnie argumentów, aby sięgnąć po zwycięstwo. Wołowianie dali popis efektownego i skutecznego futbolu, a wysokim zwycięstwem nad jednym z faworytów (5-1) udowodnili, iż cel w jaki mierzyli nie był wyznaczony na wyrost. Niespodziewane wahnięcie formy kosztowało nasz zespół „oczka” w pojedynku z ligowym outsiderem ze Smolca (1-1), ale na finiszu rozgrywek dobra dyspozycja wróciła i nasz zespół zainkasował komplety punktów w konfrontacjach z dwiema wrocławskimi ekipami – Sportingiem (11-1) oraz Akademią (0-1).


Przyglądając się ligowej tabeli widać, iż po jesiennej serii pojedynków wyraźnie wykrystalizowała się czołówka, którą na półmetku zmagań tworzą 4 ekipy. W gronie drużyn, które wiosną pomiędzy sobą rozstrzygać będą losy awansu znajdują się także nasi reprezentanci, więc wykonany został co najmniej plan minimum.

NIEUZASADNIONE PRZERWY w GRZE

W jesiennych pojedynkach barw naszego zespołu broniło w sumie 20 zawodników, a we wszystkich 14 pojedynkach swoje umiejętności zaprezentowało dwóch graczy – pozyskany ze złotoryjskiego Górnika golkiper Miłosz Widziewicz oraz kapitan drużyny Adam Antochów i byli oni pewnymi punktami swojej ekipy. Pierwszy bowiem, wspólnie z resztą defensywnego bloku, tworzył jedną z bardziej szczelnych linii obronnych w lidze (1,21 straconej bramki w meczu), zaś drugi z wymienionych z liczbą 16 trafień był jednym z najskuteczniejszych zawodników MKP. Najskuteczniejszym pod bramką rywala był jednak Jakub Stawiski, który zgromadził na swoim koncie o jednego gola więcej. Pod względem skuteczności nasz zespół wprawdzie dość wyraźnie ustępuje najgroźniejszym konkurentom, ale wynik 4,92 bramki na spotkanie uznać należy co najmniej za zadawalający.

Do sędziowskiego notesu z karami żółtych kartek trafili tylko Bartosz Gałecki i Szymon Goles, którzy ujrzeli po zaledwie jednym kartoniku. Taki wynik jest najlepszy w lidze, a wynika z niego, iż choć nasz zespół walczy o najwyższe pozycje, to jednak trzyma się przepisów.

Dla każdej drużyny sporym handicapem jest zdobycie pierwszego gola, a naszym graczom sztuki tej udało się dokonać w 12 przypadkach, a jeśli policzymy samobójcze trafienie Mikołaja Kaspera w konfrontacji ze smoleckim Sokołem, to nawet w 13. Większość z tych spotkań (10) przyniosła wołowianom komplety punktów i tylko gracze wrocławskich Śląsków potrafili ratować swoje rezultaty. Jedynym spotkaniem, w którym nasz zespół nie strzelił gola był mecz w Środzie Śl., zaś M. Widziewiczowi czyste konto udało się zachować 5 razy, a jego najdłuższa passa pomiędzy słupkami jako niepokonanego (wspólnie z Michałem Krajką) trwała 166 minut.

O ile otwarcie większości pojedynków należało do graczy MKP, to w szeregach naszego zespołu dochodziło do rozprężenia po przerwie, gdyż w okresie kilkunastu minut po wznowieniu gry ekipa straciła aż 9 bramek – dla porównania w początkowym kwadransie defensywę wołowian udało się zaskoczyć tylko zawodnikom średzkiej Polonii. Nieuzasadniona przerwa w grze dotyczy w tym okresie jednak tylko defensywy, ponieważ jednocześnie był to czas, w którym nasi piłkarze najczęściej mogli cieszyć się z bramkowej zdobyczy (31).

 

CZEKAJĄC na WIOSNĘ

Wszystkich zawodników, tworzących ten zespół, prawdziwa futbolowa weryfikacja czeka dopiero za kilka lat. Biorąc jednak pod uwagę fakt, iż w rywalizacji z rówieśnikami radzą sobie bardzo dobrze, to wydaje się, iż wołowski klub w przyszłości czeka wiele powodów do zadowolenia. Jeśli talenty tych piłkarzy nadal będą się rozwijać, to już niedługo przynajmniej kilku z nich może stanowić o obliczu seniorskiego zespołu. A kto wie – może niektórzy spróbują zawodniczego chleba ze znacznie większych futbolowych pieców. Najbliższym jednak egzaminem będzie rewanżowa runda spotkań w lidze okręgowej i miejmy nadzieję, że wołowska ekipa poradzi sobie co najmniej tak samo dobrze.

 

Reklama
Reklama