Kamień z serca

Blisko miesiąc czekali sympatycy wołowskiego MKP na pierwsze zwycięstwo ich pupili. Po udanych wiosennych występach kolejny sezon w 4.lidze nasz zespół rozpoczął znacznie poniżej oczekiwań i po krótkiej serii niepowodzeń atmosfera wokół drużyny mocno zgęstniała. Trenerski duet Krzysztof Tabak – Paweł Tronina po porażce z jaworzyńską Karoliną oddał się do dyspozycji Zarządu, ale ostatecznie obaj szkoleniowcy zostali na swoich stanowiskach i w minioną sobotę wraz ze swoimi podopiecznymi wreszcie mogli cieszyć się ze zwycięstwa.

Wiwa Goszcz
– MKP WOŁÓW 2-5 (1-2)
Bramki: K. Ramiączek (27’-karny, 80’-karny), D. Maziarz (42’), P. Janus (63’,88’);
MKP: A. Walczak – D. Zalewski, S. Czyżowicz, G. Urbaniak (86’ D. Adamczak), T. Harwas, S. Kościuk (78’ K. Belica), J. Małecki, K. Tabak (90’ K. Konopski), K. Ramiączek, M. Matković (63’ P. Hryszkiewicz), D. Maziarz (60’ P. Janus).

Choć po serii niepowodzeń w klubie nie było burzy, to jednak nad drużyną zbierały się czarne chmury. Trochę to wina samych piłkarzy, którzy dobrą grą w minionej rundzie nie tylko podnieśli poprzeczkę oczekiwań co do swoich wyników, ale i zmienili nastawienie rywali, z których żaden nie lekceważy już możliwości MKP. Widać to było w dotychczasowych spotkaniach – również i w Goszczu, gdzie od samego początku to wołowianie byli stroną nadającą ton rywalizacji.
W tegoroczne rozgrywki nie najlepiej weszli również zawodnicy Wiwy, więc niedzielna konfrontacja była spotkaniem dwóch mocno poranionych na starcie ekip, ale więcej odwagi do futbolowej rywalizacji w początkowym okresie zdawali się przejawiać goście. To nasz zespół był stroną przeważającą, choć w pierwszych minutach wiele z tego nie wynikało. Mało tego – oprócz braku czystych sytuacji strzeleckich naszym graczom przydarzyło się nieporozumienie w defensywie i choć bliski zażegnania niebezpieczeństwa był Artur Walczak, to po jego interwencji i sparowaniu mocnego uderzenia rywala na słupek, piłka odbiła się tak niefortunnie, iż ponownie trafiła pod nogi napastnika miejscowych, a ten nie miał już najmniejszego problemu z umieszczeniem jej w siatce pustej bramki. W tym momencie wydawało się, że futbolowa fortuna wciąż stoi plecami do wołowian, gdyż mimo ich przewagi i dobrej gry, to rywale mogli cieszyć się z prowadzenia. Gracze MKP nie obrazili się jednak na rzeczywistość, tylko postanowili ją zmienić. Końcówka pierwszej odsłony do popis Dominika Maziarza, który do tej pory raczej rozczarowywał, ale w Goszczu pokazał, że może być przydatny tej ekipie. W chwilę po stracie gola zawodnik ten zdecydował się na solowy rajd, który w nieprawidłowy sposób we własnym polu karnym powstrzymał miejscowy defensor. Z roli egzekutora wapna w pełni wywiązał się Kamil Ramiączek, doprowadzając wynik spotkania do remisu. W kolejnych minutach goście nie rezygnowali z ataków i jeszcze przed przerwą udało im się wyjść na prowadzenie, a drugie trafienie było dziełem rozochoconego do gry D. Maziarza.
Po zmianie stron można było zauważyć, że goszczanie nie zamierzają rezygnować z walki o pełną pulę. Atut własnego boiska oraz niekorzystny wynik zobowiązywały, więc to gospodarze ruszyli do bardziej zdecydowanego ataku, nieco mocniej ryzykując we własnych szeregach obronnych. Z pierwszej większej dziury w defensywie Wiwy skorzystał wprowadzony chwilę wcześniej na murawę Paweł Janus, ale z wyższego prowadzenia wołowianie cieszyli się tylko moment, gdyż w kilkadziesiąt sekund później skapitulował A. Walczak i miejscowi odzyskali kontakt. Zapowiadało się więc na bardzo emocjonującą końcówkę, ale ostatecznie to piłkarze MKP zabili nadzieję konkurencji na korzystny końcowy rezultat. Trenerski duet gości ponownie trafił ze zmianą, gdyż w chwilę po wejściu na plac gry rzut karny sprokurował Kacper Belica, a z 11-metra ponownie nie zawiódł K. Ramiączek. Przysłowiową kropkę nad i na moment przed zakończeniem pojedynku postawił P. Janus i pierwszy tej jesieni komplet punktów pojechał do Wołowa.
– Wreszcie mogliśmy obejrzeć zespół, który widzieliśmy wiosną – komentował po spotkaniu trener Paweł Tronina. – Do tej pory wyraźnie nam się nie układało, ale w Goszczu pokazaliśmy, że potrafimy walczyć. W konfrontacji z Wiwą przez pełne 90 minut na końcowe zwycięstwo pracował cały zespół, wszystkich 11 ludzi, którzy w danym momencie byli na boisku. Zawodnicy wzajemnie się uzupełniali i ubezpieczali, a dodatkową wartość do drużyny wprowadzili piłkarze z ławki, którzy właściwie dali nam bramki w drugiej odsłonie. Na słowa uznania za swoją grę zasługuje jednak każdy ze zmienników. Przez wszystkie minuty tego spotkania w naszych poczynaniach widać było konsekwencję i świadomość stawki pojedynku. Zawodnicy bardzo chcieli wygrać, co wpłynęło na jakość ich zagrań, które były w odpowiednim tempie i bardzo dokładne. To cieszy, gdyż pokazuje, że drużynę stać na Wielę i mam nadzieję, że w końcu udało nam się osiągnąć ten pułap, który umożliwi drużynie odnoszenie kolejnych zwycięstw, dal satysfakcji własnej, a przede wszystkim – kibiców MKP.
Po sobotnim zwycięstwie humory w drużynie z całą pewnością uległy poprawie, ale czy Victoria w Goszczu będzie początkiem znacznie bardziej udanej serii. To życzenie sympatyków wołowskiej drużyny, ale jej graczy w najbliższą sobotę czeka bardzo trudny sprawdzian, gdyż z wizytą do naszego miasta przyjedzie lider rozgrywek z Wrocławia. Piłkarze Śląska to wymagający rywal i o kolejny korzystny wynik naszym piłkarzom nie będzie łatwo, dlatego wszystkich sympatyków futbolu zapraszamy na trybuny wołowskiego obiektu i wsparcie dla naszego zespołu.

Pozostałe wyniki: Orzeł – Unia 4-1; Sokół W.L. – Polonia 0-0; Sokół M. – Nysa 2-3; Piast – Foto-Higiena 1-2; Polonia-Stal – Górnik 1-2; Karolina – Pogoń 3-1; Śląsk II – Bielawianka 2-0.

 

 

6. kolejka (16/17 września): MKP WOŁÓW – Śląsk II Wrocław (sobota, godz. 16.00), Unia – Bielawianka, Pogoń – Wiwa, Górnik – Karolina, Foto-Higiena – Polonia-Stal, Nysa – Piast, Polonia – Sokół M., Orzeł – Sokół W.L.