Mieszkańcy powiatu wołowskiego w Tour de Pologne

Piotr Grzyb z Wołowa przed startem do piątkowego wyścigu.

ŚCIANA PŁACZU

KOLARSTWO TOUR de POLOGNE

Bardzo smutnym cieniem na tegorocznym kolarskim Tour de Pologne położyła się śmierć belgijskiego kolarza, ale mimo tego tragicznego wydarzenia wyścig jechał dalej i w miniony piątek w Bukowinie Tatrzańskiej, po pokonaniu dystansu 153km na piekielnie trudnej trasie peleton dojechał do mety. Siódmy etap polskiej pętli zwyciężył Słoweniec Matej Mohoric, ale na najwyższym podium jako triumfator całego wyścigu stanął Rosjanin Pavel Sivakov, który zwycięstwo zapewnił sobie właśnie w piątek. Nawet dla zawodowców trasa ostatniego etapu okazała się dużym wyzwaniem, a wcześniej jej kluczowym momentem pojechali również amatorzy, którzy po raz kolejny mogli poczuć smak sportowych wyzwań, z którymi mierzą się profesjonaliści.

Już od 10 lat finiszowi kolarskiego wyścigu po polskich ulicach towarzyszy impreza dla amatorów tej dyscypliny sportu, którym forma i umiejętności nie pozwalają brać udział w walce na dystansie całego tour’u, ale stać ich na zdobycie kolarskich szlifów na królewskiej rundzie TdP w Bukowinie Tatrzańskiej. Oczywiście przed uczestnikami tej próby stoją wymagania mniejsze niż przed zawodowym peletonem, co jednak nie znaczy, że łatwe. W tym roku mogło przekona się o tym blisko 2.400 amatorów szosowej rywalizacji, którzy uświetnili okrągły jubileusz tej imprezy. Na starcie pierwszej takiej próby w 2010 roku wystartowało około 700 uczestników, co pokazuje, jak szybko to kolarskie przedsięwzięcie zyskuje na zainteresowaniu, ale wejście do grona zawodników, którzy w swoim sportowym CV mogą tę imprezę odhaczyć wymaga jednak sporo wysiłku. Przed zawodnikami bowiem trasa przygotowana dla zawodowców i choć mają oni do przejechania nieco mniej kilometrów (60), to jednak głównym punktem programu pozostaje podjazd na Gliczarów – zwany także Ścianą Bukovina, czyli nieco ponad 5-kilometrowy podjazd, z przewyższeniem około 300m i średnim nachyleniem 6%, które jednak w niektórych momentach sięga ponad 20%, a wówczas zawodnik znajduje się na granicy przyczepności i przy niewielkim nawet błędzie może wywrócić się… na plecy. Tę ekstremalną próbę w miniony piątek zaliczyła dwójka naszych reprezentantów, czyli wołowianin Piotr Grzyb (rezultat 3:00:52s.) oraz Ryszard Wiącek z Brzegu Dolnego (3:08:00s.). Obaj wygrali trudną rywalizację z wymagającym podjazdem i całym dystansem, ale w zmaganiach z konkurencją najlepszy okazał się Adam Wójcik, który samotnie finiszował z wynikiem 1:40:13s.