MKP Wołów – były momenty

MKP WOŁÓW

W lipcu do treningów powrócili piłkarze wołowskiego MKP, którzy rozpoczęli przygotowania do sezonu w klasie okręgowej. Po degradacji każdy klub przeżywa zwykle ciężkie chwile, wiążące się z goryczą niepowodzenia oraz chyba przede wszystkim – odpływem futbolowej krwi. Po pożegnaniu z 4.ligą nasz zespół pożegnał się również z Michałem Sikorskim, który w kolejnym sezonie nie będzie już bronił barw MKP. Pomiędzy słupkami naszej bramki nie zobaczymy już również Przemysława Harwata, zaś w środku pola futbolówki rozgrywał nie będzie Damian Szaciło, zaś w ataku trzeba znaleźć zastępstwo dla Pawła Janusa.

Pierwszy tydzień był czasem początkowych testów, a ich swoistym podsumowaniem pierwszy mecz kontrolny, w którym rywalem podopiecznych trenera Piotra Bolkowskiego była ekipa ze Środy Śl. W sobotę w barwach naszej drużyny pojawiło się kilku nowych zawodników, choć szkielet zespołu tworzyli piłkarze, których mogliśmy oglądać w poprzednim sezonie. W wyjściowym składzie pojawiły się 4 nowe twarze, a najdłużej w pamięci mógł zapaść Oskar Juwa, który zagrał na środku obrony. Zawodnik ten ma już w swoim sportowym CV przygodę z wołowską drużyną, ale wcześniej bronił jej barw w grupach młodzieżowych. W ostatnich miesiącach piłkarskiego rzemiosła uczył się pod szyldem głogowskiego Chrobrego i ta nauka z całą pewnością dała rezultaty. Mimo młodego wieku w wielu groźnych sytuacjach prezentował duży spokój i pewność własnych umiejętności, dzięki czemu wspólnie z Szymonem Czyżowiczem nie tylko rozbijali ataki rywali, ale potrafili także dość sprawnie wyprowadzić piłkę od tyłu, inicjując akcję ofensywną. Nie wiadomo jednak, czy zawodnik ten na dłużej zagości w drużynie P. Bolkowskiego, gdyż chęć na sprawdzenie jego umiejętności w futbolowym boju mają drużyny z nieco wyższej ligowej półki.

Do treningów z zespołem nie wrócił jeszcze Maciej Szaciłło, który w nadchodzących miesiącach będzie prawdopodobnie numerem 1 pomiędzy słupkami wołowskiej bramki. Pod jego nieobecność zobaczyliśmy na tej pozycji innego testowanego zawodnika, ale on sobotniego sprawdzianu z całą pewnością nie zaliczy do udanych. Być może nie poznał jeszcze na tyle dobrze kolegów z zespołu i widać było wysoki poziom prądu w każdej z jego interwencji. Swoich sił na wyższym poziomie w konfrontacji z Polonią spróbował także skrzydłowy orzeszowskiej Victorii Kamil Miłkowski, który partnerował w linii ataku powracającemu do drużyny i formy Markowi Gackowi. Drugi z wymienionych pokazał – mimo niewykorzystanego rzutu karnego, że potrafi grać w piłkę i jeśli tylko powróci na poziom, jaki jeszcze parę lat temu prezentował w koszulce dolnobrzeskiego KP, to nie tylko może stać się kluczową postacią w swojej ekipie, ale i odegrać jedną z głównych ról w całej lidze. Dla pierwszego zaś dobrze byłoby, gdyby jak najszybciej przestawił się na granie okręgowe, w którym długa piłka za plecy obrońców nie zawsze jest patentową metodą na gola, gdyż takich zagrań przechodzi znacznie mniej, a nawet jeśli taką szansę się dostanie, to nigdy za darmo i w większości przypadków o piłkę trzeba powalczyć z obrońcami. Bez wątpienia atutem tego napastnika jest szybkość i jeśli nauczy się ją umiejętnie wykorzystywać, to może być ciekawym wzmocnieniem w ofensywnej formacji wołowskiej drużyny.

Wracając jednak do sobotniego spotkania, którego rezultat z całą pewnością nie nastraja optymistycznie. Swój pierwszy sparing drużyna MKP przegrała bowiem aż 0-5 (0-2) i trudno stwierdzić, aby goście nie zapracowali na ten rezultat. W przekroju całego meczu byli zespołem lepszym. Umiejętnie bronili dostępu do własnej bramki, a jeśli nawet linia defensywna dała się miejscowym mocno zakręcić, to z opresji Polonistów ratował świetnie dysponowany golkiper. Od samego początku widać było, że obie drużyny testują oprócz nowych zawodników również nowe ustawienia i rozwiązania taktyczne, z czym w pierwszych minutach dużo mniej kłopotów mieli goście. Kiedy wydawało się, że wołowianie wreszcie znaleźli odpowiedni rytm gry, skarceni zostali szybkim kontratakiem i futbolówka po raz pierwszy zatrzepotała w siatce bramki MKP. Jednak w chwilę później przed znakomitą okazją na wyrównanie stanął M. Gacek, ale po wypracowanym przez siebie wapnem przegrał pojedynek z średzkim bramkarzem. Znacznie bardziej skuteczny z 11.metra okazał się jeszcze przed przerwą jeden z przyjezdnych, który techniczną podcinką ustalił wynik pierwszej połowy.

Po zmianie stron nasz zespół zaatakował i zdawał się dominować, ale ciągle wołowianie nie potrafili znaleźć sposobu na pokonanie golkipera Polonii. Po jednym z rzutów rożnych i błędzie w ustawieniu napastnik gości niemal od połowy boiska pognał sam na sam z bramkarzem, ale jego szarżę ratunkowym faulem powstrzymał Adam Judziński, który za swoje zagranie zobaczył czerwony kartonik. Ponieważ był to mecz kontrolny, to obie strony dalszą walkę prowadziły w równych liczbowo składach, ale średczanie zamienili rzut wolny na kolejne trafienie, a potem dołożyli kolejne dwa. W międzyczasie nasz zespół miał kilka dogodnych sytuacji na zmniejszenie rozmiarów porażki, ale tego dnia piłkarska fortuna gospodarzom nie sprzyjała, o czym boleśnie przekonał się Daniel Kamiński, który na honorowe trafienie nie zdołał zamienić kolejnego rzutu karnego.

Wysoka porażka z całą pewnością nie jest dobrym prognostykiem przed zbliżającymi się rozgrywkami, ale nawet w tym fatalnym spotkaniu były momenty, w których nasz zespół potrafił dominować na boisku. Niestety, nie udało się zakończyć trafieniem choćby jednej z kilku dogodnych sytuacji, a rywale bezwzględnie wykorzystali błędy naszego zespołu w formacji defensywnej. Mimo tej wysokiej porażki w listopadowym starcu (12.kolejka) obu ekip o ligowe punkty może być zupełnie inaczej, czego naszej drużynie należy z całą pewnością życzyć.

W sparingu z Polonią Marek Gacek nie wykorzystał jedenastki, ale – podobnie, jak cały zespół, miał wiele dobrych momentów, które dają nadzieję na tym razem udany sezon wołowskiej ekipy.