Orkan Mojęcice. W kryzysie

Orkan nie odcisnął wprawdzie znaczącego piętna na naszych powiatowych boiskach w ostatnich kilku latach, ale ostatnie miesiące to dalszy wyraźny regres co najwyżej mocno przeciętnych rezultatów. Aby znaleźć się w tak słabym okresie historii mojęcickiej drużyny, musimy cofnąć się do sezonu 2013/14, kiedy to po degradacji z klasy A Orkan bardzo długo nie mógł odnaleźć właściwego rytmu i na półmetku rozgrywek miał na swoim koncie zaledwie „oczko” (w 8 spotkaniach). Choć na dobrą sprawę nic nie zapowiadało, aby w Mojęcicach z B.klasowego średniaka urósł nagle faworyt rozgrywek, lecz tylko skrajni pesymiści mogli przypuszczać, że miniona jesień okaże się dla piłkarzy Orkanu tak fatalna. Całe szczęście, że wśród rywali znalazła się drużyna ze Strupiny, której sympatycy mają jeszcze mniej powodów do zadowolenia niż mojęciczanie.

Na tym samym etapie rywalizacji przed rokiem drużyna z Mojęcic miała na koncie 22 punkty i choć mało kto przypuszczał, aby Orkan miał wiosną bić się o awans, to przynajmniej teoretycznie możliwość taka istniała. Od tamtej pory w składzie drużyny zaszły praktycznie tylko kosmetyczne zmiany – przynajmniej jeżeli chodzi o ilość graczy, gdyż w dużej mierze w ostatnich tygodniach w składzie zespołu oglądaliśmy tych samych zawodników, którzy o ligowe punkty walczyli także przed rokiem. Jakość zespołu zdecydowanie jednak spadła.

DZIURY na WYLOT

Ważnym elementem mojęcickiej ekipy w rozgrywkach sprzed roku był Rafał Żarczyński, który stanowił aktywne żądło zespołu i po rundzie jesiennej miał na koncie 13 trafień, co dawało mu miejsce w czubie strzeleckiej klasyfikacji, a drużynie sporo punktów. Wiosną w barwach Orkanu już nie wystąpił i efektywność drużyny znacznie spadła, co znalazło odzwierciedlenie w tabeli, gdyż ekipa zakończyła zeszłoroczną rywalizację na 9.pozycji.

Kolejnym osłabieniem zespołu okazało się odejście Szymona Węglarza, dającego drużynie pomysł na grę w środku pola. Te dwie straty okazały się na tyle bolesne i trudne do uzupełnienia, że mojęciczanie zanotowali kolejny regres i z ligowego przeciętniaka – nie walczącego wprawdzie o najwyższe lokaty, lecz gotowego każdemu rywalowi spłatać sportowego figla, stali się jednym z outsiderów rozgrywek.

W ostatniej rundzie w drużynie Orkanu brakowało zdecydowanego lidera. Trudno spośród grupy 22 piłkarzy, broniących jesienią barw mojęcickiej ekipy wybrać tego, którego postawa odbiła się najbardziej na grze zespołu. Być może do roli drużynowego przywódcy pretendować będzie Krzysztof Olszewski, będący w minionej rundzie najskuteczniejszym zawodnikiem ekipy (6 goli) i może pochwalić się największą liczbą spędzonych na boisku minut (1.080) w 12 występach. Żaden piłkarze nie wystąpił we wszystkich spotkaniach, a oprócz wyżej wymienionego po 12 spotkań zanotowali jeszcze Mateusz Wróbel, Henryk Sieradzki, Mateusz Jędrycha i Karol Sadowski.

W jesiennych pojedynkach mojęciczanie tylko dwukrotnie mogli cieszyć się ze zwycięstwa, punkty zdobywając wyłącznie na własnej murawie. Pierwszym jesiennym skalpem Orkanu był ten zdobyty na rywalach ze Strupiny i to nie było sensacją, gdyż ekipa LZS dostarczała jesienią punkty niemal wszystkim konkurentom (6-0). To efektowne zwycięstwo poprawiło nieco humory kibicom naszej drużyny, którzy do momentu wrześniowego pojedynku mogli oglądać wyłącznie porażki swojego zespołu, w tym szczególnie bolesną z orzeszkowskim pretendentem do awansu (0-12). Wcześniej punkty z Mojęcic wywiozły rezerwy MKP (2-4) oraz starowołowscy Herosi (1-3), na tarczy zaś piłkarze Orkanu wrócili z Barkowa (1-3). Sukces nad ligowym outsiderem nie sprawił jednak, że mojęciczanie wzbili się na wyższy level i w następnych tygodniach zanotowali kolejną serię porażek, zakończoną dopiero dość niespodziewanym zwycięstwem nad ozorowicką Avią (4-3). Wygrana przyszła w tyleż niespodziewanym, co niefortunnym momencie, gdyż w zasadzie nie było szans, aby w następnych kolejkach mojęcicki zespół mógł się rozbujać. W następnej serii pojedynków do bolesnej rzeczywistości piłkarzy i kibiców Orkanu sprowadzili ich imiennicy z Borzęcina (1-4), a później komplety punktów inkasowały wracające do formy zespoły z Godzięcina (2-4) i Starego Dworu (1-5), rundę zaś mojęciczanie zamknęli wyraźną porażką w Lubiążu (0-4).

Widać więc z powyższego, że właściwie jedynym pozytywnym momentem minionej jesieni było zwycięstwo nad rywalem z Ozorowic, gdyż pokonanie strupinian było obowiązkiem, a dopiero wygrana nad Avią dała futbolową przyjemność – jedyną w ostatnich tygodniach.

2,70 na MINUSIE

Historia klubu z Mojęcic jest jedną z bogatszych w powiecie, lecz ostatnimi laty zespół Orkanu występował raczej w roli statystów rywalizacji. Ostatnia dekada to obraz dość przeciętnej drużyny, która jednak nigdy nie zeszła poniżej pewnego poziomu – zarówno od strony czysto sportowej, jak i organizacyjnej. Wydaje się, że jesienią klub dotknął poważny kryzys. Znalazł on odzwierciedlenie nie tylko w wynikach, ale i funkcjonowaniu drużyny. Do tej pory bowiem, bez względu na to, jak wiodło się piłkarzom w rozgrywkach, personalne kłopoty obce były Orkanowi. Na każdy mecz do gry w zespole zjawiało się sporo ludzi, być może nie zawsze ilość przechodziła w jakość, ale kiedy pojawiły się kadrowe kłopoty, można było docenić wcześniejsze bogactwo futbolowych rzemieślników.

Nic więc dziwnego, iż niemal co tydzień mojęcickich kibiców spotykało rozczarowanie. Jesienne zmagania rozpoczęły się od serii 4 porażek, w których nasi gracze zdobyli zaledwie 4 gole, tracąc zaś 22. Fatalną passę na chwilę przerwało obowiązkowe zwycięstwo nad strupińskim LZS, by potem przez kolejne 3 tygodnie znowu godzić się z przegranymi. W tym okresie napastnicy Orkanu zanotowali najdłuższy okres bez zdobytego gola, który trwał aż 231 minut, co na warunki klasy B jest dość wyśrubowanym wynikiem. Strzelecką niemoc mojęciczan przerwał dopiero w 49.min. konfrontacji z Rosą M. Wróbel, a wcześniej ofensywni gracze drużyny nie potrafili znaleźć skutecznej metody na obronne formacje lubielskiego Albatrosa i Ruchu Warzęgowo. Na finiszu rywalizacji mojęciczan dotknęła kolejna seria 4 niepowodzeń, w tym 3 poniesionych z lokalnymi rywalami. W pojedynkach, w których po drugiej stronie futbolowej barykady stawali powiatowi konkurenci Orkan zresztą nie zdobył nawet punktu, a we wszystkich tych spotkaniach zdobył zaledwie 6 goli, co dało średnią 0,85 trafienia na spotkanie. Z drugiej strony derby, w których jednym z uczestników byli mojęciczanie miło wspominać będą ich rywale, gdyż nie dość, że mecze te przynosiły im komplety punktów, to można było jeszcze sobie postrzelać, gdyż w spotkaniach tych Orkan stracił w sumie 35 bramek – średnio 5 w meczu, a najmilej wizytę Orkanu wspominać będą oczywiście w Orzeszkowie.

Ogólnie w meczach z udziałem mojęciczan padło 75 goli (średnio 5,76 na spotkanie), ale nasi gracze byli autorami zaledwie 20 z nich, czyli średnio w konfrontacji zdobywali tylko 1,53 gola, zaś po stronie strat współczynnik ten wyniósł 4,23.

CZERWONY REKORD

Zespołem, który zdecydowanie nie przebierał w środkach dążąc do celu, była ozorowicka Avia, której gracze byli najczęściej karani przez arbitrów kartkami. Upomnienia te często wynikają z zaangażowania w grę, zbytnią motywację lub waleczność lub po prostu – brak umiejętności i sportową frustrację. Z całą pewnością sporo spośród 17 kartek, jakie obejrzeli mojęciczanie wynikało z ferworu walki. Zresztą, ich liczba nie jest znowu tak wysoka, gdyż średnio wychodzi 1,30 sędziowskiej kary w meczu. Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że w tej liczbie są aż 4 kartoniki koloru czerwonego – to mamy w Mojęcicach jeden ligowy rekord. Najmocniej na ten wynik popracował Krystian Karbowniczak, który pomiędzy słupkami bramki Orkanu stanął jesienią 6 razy i w 2 przypadkach jego występ kończył czerwony kartonik. Najczęściej natomiast napominanym na żółto graczem był H. Sieradzki (4), który również zanotował na swoim koncie kartkę koloru czerwonego.

WIOSNA NASZA?

O jesiennej rundzie piłkarscy kibice z Mojęcic chcieliby z całą pewnością jak najszybciej zapomnieć. Ostatnich występów Orkanu nie bronią ani rezultaty, ani gra, ani nawet atmosfera w drużynie. Na wznowienie rozgrywek w niektórych klubach czeka się z nadzieją, w innych z obawą i wydaje się, że to drugie uczucie towarzyszy mojęciczanom. Nie jest ono wprawdzie związane z ewentualną degradacją, ponieważ spadać nie ma gdzie, ale z odbudową podstaw drużyny. Orkan to klub z tradycjami, więc jest nadzieja, że sztuki tej uda się dokonać dość szybko. Jeśli wziąć jeszcze pod uwagę osobę trenera Leszka Rycka – kibice mogą być raczej spokojni. Człowiek z takim piłkarskim doświadczeniem z całą pewnością wie, co należy zrobić, aby zbudować solidny zespół, nie tylko na poziomie klasy B. Bardzo prawdopodobnym jest, że w rundzie rewanżowej w ekipie pojawi się kilku graczy, mogących dość znacząco wpłynąć na oblicze drużyny. Niemal pewny jest już powrót w szeregi mojęcickich piłkarzy S. Węglarza, który w poprzednich rozgrywkach w dużym stopniu decydował o grze drugiej linii zespołu. Z całą pewnością nie będzie on jedynym zawodnikiem w ekipie potrzebującej wzmocnień. Być może więc opisywany wyżej okres szybko przejdzie do historii klubu, a zbliżająca się wiosna jeszcze szybciej zatrze po nim wspomnienie.

Aktualnych wiadomości sportowych szukaj w każdym wydaniu Kuriera Gmin.