Podsumowanie gry koszykarzy z Brzegu Dolnego

W EKSTRALIDZE

Cała dekada lat 90.tych poprzedniego stulecia upłynęła w Brzegu Dolnym pod znakiem fascynacji koszykówką. Był to czas, kiedy częstym gościem w domach kibiców stał się Włodzimierz Szaranowicz, komentujący popisy największych gwiazd amerykańskiej ligi NBA z Michaelem Jordanem na czele. Boom na basket obserwowaliśmy także nad Wisłą – a właściwie Odrą, gdyż to we Wrocławiu mieliśmy zespół, który w ostatniej dekadzie 20.wieku niepodzielnie rządził na polskich parkietach, ośmiokrotnie sięgając po mistrzowski tytuł. Oprócz wrocławskiego Śląska sympatycy tej dyscypliny sportu mogli również fascynować się występami innego koszykarskiego team’u, gdyż pod dachem hali Rokita nowy dom znaleźli koszykarze Aspro, a były wśród nich takie gwiazdy rodzimego basketu jak śp. Adam Wójcik czy Dominik Tomczyk. Brzeg Dolny był wówczas – jeśli nie jedynym, to na pewno jednym z nielicznych miast Polski, w którym można było oglądać koszykarską rywalizację na najwyższym krajowym poziomie zarówno w wykonaniu pań – AZS AWF Wrocław, jak i wspomnianych wcześniej panów. Choć drużyna Aspro wkrótce zniknęła ze sportowej mapy naszego kraju, to jednak nie zniknął z niej dolnobrzeski obiekt, gdyż na jego parkiecie często gościli krajowi dominatorzy z zespołu wrocławskich Kosynierów, przyjmujący w naszym mieście wiele znakomitych europejskich firmy, wśród których był choćby Real Madryt.

Duża popularnością cieszyły się także zmagania w Amatorskiej Lidze Koszykówki, której rozgrywkami mogliśmy emocjonować się przez kilka sezonów i stały one na naprawdę wysokim poziomie. Był to również czas, kiedy pod szyldem Rokity bardzo prężnie działała koszykarska sekcja, ścierając się niemal na wszystkich regionalnych parkietach z najlepszymi młodzieżowymi ekipami Dolnego Śląska. W tamtym zespole znaleźli się między nimi Paweł Kozłowski, który był naprawdę bardzo blisko kontynuowania swojej przygody z basketem w koszulce wrocławskiego Śląska oraz wołowianin Łukasz Łukaszewicz, który potrafił przekonać do siebie łowców talentów zza oceanu i dostał od nich szansę wyjazdu na koszykarski camp do Stanów Zjednoczonych. To była naprawdę złota dekada dolnobrzeskiego basketu, po której dzisiaj kibicom tej dyscypliny sportu pozostało naprawdę wiele wspaniałych wspomnień.

W kolejnych latach zainteresowanie koszykówką spadło, ale cięgle mamy wielu entuzjastów tej gry, nie zamierzających rezygnować ze swojej sportowej pasji. Za sukces dolnobrzeskiego basketu można więc poczytywać zeszłoroczny awans zawodników Berendsena do Ekstraligi rozgrywek WRO-Basket i w 36.sezonie tej amatorskiej ligi mieliśmy swojego przedstawiciela na jej najwyższym szczeblu. Ponieważ na koszykarskim parkiecie wszystko dzieje się bardzo szybko, to w minionym roku mogliśmy emocjonować się także kolejnym, 37.rozdziałem wrocławskiej rywalizacji i warto spojrzeć, jak w obu tych zmaganiach radzili sobie nasi reprezentanci.

W rozgrywkach Ekstraligi dolnobrzeżanie zadebiutowali 18 marca poprzedniego roku (36.sezon) i od razu spadli z wysokiego konia, gdyż bolesnej lekcji udzieliła im drużyna HES (52-102). Potem było już trochę lepiej, ale wciąż naszym zawodnikom nie dane było poczuć smaku zwycięstwa, gdyż z parkietu schodzili pokonani po konfrontacjach z TAKO (58-64), TST Kogeneracja S.A. (77-82) oraz Tłustymi Szczurami (53-55). Z każdą kolejną konfrontacją dystans do konkurencji malał i wreszcie doczekaliśmy się zwycięstwa Berendsenów i to podwójnego, gdyż najpierw nasz zespół pokonał rywali z Golden Play Group (72-61), a potem z sukcesem dolnobrzeżan zakończyło się ich starcie z Together We Chill (76-68). Potem przyszły kolejne chude mecze z 4FUN (62-71) oraz Art-Deweloper (56-69), ale rundę zasadniczą nasz zespół zakończył zwycięstwem nad 4basket.pl (90-60) i awansem do fazy play-off.

O obliczu drużyny decydował w tamtym okresie wspomniany wyżej P. Kozłowski, który wystąpił we wszystkich 9 spotkaniach, zdobywając w nich średnio 19,8 punktu i dwukrotnie zaliczając double-double. Punktowy rekord w jednym pojedynku należał jednak do Rafała Jastrzębskiego, który w meczu zamykającym rundę zasadniczą zapisał na swoim koncie 32 oczka. W pierwszym etapie rywalizacji w koszulkach Berendsena zagrało 11 zawodników, a ich zdobycze przedstawiają się następująco:

PAWEŁ KOZŁOWSKI

9

179 (19,8)

65 (7,2)

37 (4,1)

32 (3,5)

RAFAŁ JASTRZĘBSKI

9

126 (14)

46 (5,1)

6 (0,6)

23 (2,5)

ROBERT CHAŁUPA

5

84 (16,8)

52 (10,4)

5 (1)

10 (2)

KRZYSZTOF GRZELAKOWSKI

9

45 (5)

64 (7,1)

11 (1,2)

13 (1,4)

DAWID MADEJA

8

44 (5,5)

34 (4,2)

9 (1,1)

6 (0,7)

MACIEJ SZUMILAS

9

41 (4,5)

19 (2,1)

15 (1,6)

10 (1,1)

TOMASZ SAŁAPATA

9

39 (4,3)

40 (4,4)

7 (0,7)

10 (1,1)

KAROL KOZIŃSKI

7

15 (2,1)

7 (1)

4 (0,6)

2 (0,3)

DAWID SZUMILAS

6

14 (2,3)

18 (3)

9 (1,5)

6 (1)

STANISŁAW POPRAWSKI

6

6 (1)

8 (1,3)

3 (0,5)

1 (0,2)

KRZYSZTOF BUCK

5

2 (0,4)

2 (0,4)

0

0

W tabeli: imię i nazwisko, ilość rozegranych spotkań, zdobyte punkty, zbiórki, asysty, przechwyty.

Rundę zasadniczą nasz zespół zakończył więc z 33% skutecznością, co dało dolnobrzeżanom nie tylko miejsce w kolejnym etapie rywalizacji, ale chociaż Berendsen nie wpłynął znacząco na nurt rozgrywki, to jednak w kilku – nie tylko zwycięskich pojedynkach, pokazał ciekawy basket, udowadniając tym samym, że ich miejsce we wrocławskiej elicie amatorów koszykówki nie jest dziełem przypadku. We wszystkich rozegranych konfrontacjach nasi gracze zdobyli 595 punktów (średnio 66,2) i w tej statystyce byli od rywali gorsi, gdyż ci zaaplikowali im łącznie 632 oczka (70,2), a podobnie sytuacja wyglądała w zbiórkach: 355 (39,4) – 428 (47,5). Dużo lepiej wygląda statystyka w asystach i przechwytach, gdyż w tym elemencie koszykarskiego rzemiosła nasz zespół wygrywał odpowiednio 106 (11,7) – 91 (10,1) oraz 113 (12,5) – 74 (8,2).

Przed play-off było więc sporo do poprawienia tym bardziej, że nasz zespół spotkał się z ekipą TST Kogeneracja S.A., czyli jedną z najbardziej utytułowanych drużyn, a w jej szeregach mogli spotkań się z jednym z zawodników, który przed laty tworzył dolnobrzeskie Aspro – Adamem Gołąbem. Doświadczony koszykarz okres sportowej prosperity ma już za sobą, a natomiast dużym wzmocnieniem ekipy Berendsena okazał się Robert Chałupa, który w każdym ze swoich występów rundy zasadniczej dawał drużynie średnio 16,8 punktu w spotkaniu.

Pierwsze starcie obu ekip zakończyło się pewną niespodzianką, gdyż ze zwycięstwa mogli cieszyć się dolnobrzeżanie (82-71). Wypracowana przewaga wydawała się spora, dlatego do rewanżu można było przystąpić z pewnym optymizmem, ale rywale wówczas pokazali swój charakter i już w 1.kwarcie odrobili stratę, a potem z dużą rutyną kontrolowali przebieg meczu i po zdecydowanym zwycięstwie (55-82) pewnie awansowali do kolejnej rundy.

W obu spotkaniach play-off nasi gracze pod względem skuteczności wznieśli się nieco ponad zasadniczą średnią (68,5), ale z drugiej strony trochę większe dziury były także w defensywie (76,5). A oto jak przedstawiają się indywidualne statystyki naszych graczy:

PAWEŁ KOZŁOWSKI

2

22 (11)

14 (7)

10 (5)

4 (2)

RAFAŁ JASTRZĘBSKI

2

37 (18,5)

7 (3,5)

0

5 (2,5)

ROBERT CHAŁUPA

2

22 (11)

21 (10,5)

4 (2)

1 (0,5)

KRZYSZTOF GRZELAKOWSKI

2

4 (2)

7 (3,5)

6 (3)

1 (0,5)

DAWID MADEJA

2

19 (9,5)

10 (5)

2 (1)

1 (0,5)

MACIEJ SZUMILAS

2

7 (3,5)

6 (3)

5 (2,5)

2 (1)

TOMASZ SAŁAPATA

2

26 (13)

10 (5)

0

1 (0,5)

STANISŁAW POPRAWSKI

2

0

0

0

0

KRZYSZTOF BUCK

1

0

0

0

0

KAROL KOZIŃSKI

1

0

0

0

0

Dwumecz z Kogenerantami zakończył więc debiutancki sezon naszego zespołu w Ekstralidze. Dolnobrzeżanie furory w rozgrywkach nie zrobili, ale zaprezentowali się na tyle solidnie, że z pewną dozą optymizmu nasi koszykarze mogli oczekiwać na start kolejnej edycji wrocławskich rozgrywek, by ponownie stanąć przed okazją do zaprezentowania swoich umiejętności na najwyższym poziomie ligowych zmagań.

Kolejne rozgrywki wystartowały już na koniec września, a 37.sezon nasi gracze rozpoczęli od starcia z Golden Play Group. W poprzednich rozgrywkach starcie obu ekip przyniosło sukces dolnobrzeżanom, ale do wrześniowego pojedynku nasz zespół przystąpił bez P. Kozłowskiego i R. Chałupy w składzie, a więc bez dwóch największych armat drużyny. Lukę po tych personalnych stratach miał wypełnić Jacek Iłowski i już na starcie uczynił to na tyle skutecznie, że ekipa Berendsena mogła cieszyć się ze zwycięstwa (71-65), choć w tamtym pojedynku punktowym liderem zespołu okazał się R. Jastrzębski. Bardzo zacięty przebieg miała konfrontacja z Together We Chill, która swoje rozstrzygnięcie znalazła dopiero w ostatnich sekundach pojedynku i niestety – tym razem sportowa fortuna odwróciła się do naszego zespołu plecami (67-68). Nie udało się naszym reprezentantom zrewanżować rywalom z TAKO za porażkę z poprzednich rozgrywek (54-90), ale na drogę zwycięstw koszykarze Berendsena powrócili w konfrontacji z 4basket.pl (76-63). Ponownie zmuszeni do uznania wyższości rywala dolnobrzeżanie zmuszeni byli w pojedynku z Art-Deweloper (72-83), ale finisz sezonu nasz zespół rozpoczął bardzo udanie, sportowe skalpy zdobywając na TST Kogeneracja S.A. (85-62) oraz Projekcie Miazga (66-50), a łyżką przysłowiowego dziegciu była porażka z Hasco-Lek (65-78).

Trudno stwierdzić, aby w 37.sezonie nasz zespół przebił się do ligowej czołówki, ale z całą pewnością nauka z debiutanckich rozgrywek nie poszła w las. Mimo pewnych kadrowych osłabień drużyna grała na bardzo przyzwoitym poziomie i jeśli nawet musiała przełknąć gorycz porażki, to w każdym z tych pojedynków nasz zespół nie ustępował konkurencji na tyle wyraźnie, aby któryś z przegranych pojedynków traktować jako blamaż. Pięćdziesięcioprocentowa skuteczność ponownie zapewniła naszej drużynie miejsce w play-off, a po rundzie zasadniczej jej gracze mogli pochwalić się następującymi indywidualnymi statystykami:

JACEK IŁOWSKI

8

205 (25,6)

65 (8,1)

47 (5,8)

8 (1)

DAWID MADEJA

8

109 (13,6)

73 (9,1)

3 (0,3)

11 (1,3)

RAFAŁ JASTRZĘBSKI

6

89 (14,8)

25 (4,1)

8 (1,3)

11 (1,8)

TOMASZ SAŁAPATA

7

28 (4)

35 (5)

4 (0,6)

4 (0,6)

MACIEJ SZUMILAS

7

54 (7,7)

26 (3,7)

30 (4,2)

10 (1,4)

KRZYSZTOF GRZELAKOWSKI

6

25 (4,1)

39 (6,5)

14 (2,3)

7 (1,1)

KAROL KOZIŃSKI

7

17 (2,4)

7 (1)

1 (0,1)

5 (0,7)

MACIEJ KRUPA

7

14 (2)

7 (1)

4 (0,6)

4 (0,6)

KRZYSZTOF BUCK

6

9 (1,5)

5 (0,8)

2 (0,3)

1 (0,1)

MARCIN OBOLEWICZ

6

6 (1)

25 (4,1)

5 (0,8)

4 (0,6)

DAWID SZUMILAS

2

3 (1,5)

2 (1)

1 (0,5)

2 (1)

W fazie pucharowej rywalem naszego zespołu była ekipa Together We Chill, z którą wprawdzie w rundzie zasadniczej dolno brzeżanie przegrali, ale zaledwie oczkiem, a całe spotkanie miało bardzo wyrównany przebieg. Nieco dalsza retrospekcja dawała jednak dużo więcej nadziei, gdyż w swoim debiutanckim sezonie drużyna Berendsena dość zdecydowanie pokonała tego konkurenta, ale wrocławski parkiet dość boleśnie zweryfikował optymistyczne wizje przyszłości. Już w pierwszym pojedynku rywale pokazali dużą dojrzałość i wyrachowanie, a dolnobrzeżanom zabrakło trochę pewnej ręki w ofensywie i nieco konsekwencji przy obronie własnej trumny. Przeciwnicy szybko przejęli pełną kontrolę nad przebiegiem wypadków na parkiecie i pewnie zwyciężyli pierwszą odsłonę rywalizacji (66-83). Początek rewanżu ponownie należał do koszykarzy TWC, którzy nie pozwolili naszym reprezentantom na zdobycie kontroli nad rywalizacją i choć nie udało im się odjechać zbyt daleko, to jednak cały czas utrzymywali pewną przewagę, która w połączeniu z zaliczką z 1.pojedynku dawała im przekonywujący awans. Były wprawdzie momenty kiedy mogło się wydawać, że oto Berendseny przypuszczają kolejny i zdecydowany atak, ale w każdym z nich czegoś brakowało, a ponad to – rywale byli naprawdę dobrze dysponowani. Ostatecznie dolnobrzeżanom udało się zrewanżować za wcześniejszą porażkę (82-75), ale awans pozostał przy rywalach.

Dwa sezony na poziomie wrocławskiej Ekstraligi nie dały wprawdzie naszej drużynie spektakularnych sukcesów, ale zespół pokazał w tych rozgrywkach nie tylko charakter i dużą ambicję, ale także spore umiejętności. Na przestrzeni tych kilku miesięcy zdarzyły się wprawdzie dość poważne potknięcia i wyraźne porażki, ale w większość spotkań dolnobrzeżanie prowadzili wyrównaną rywalizację z bardzo dobrymi przeciwnikami i przy odrobinie większej dozie sportowego szczęścia z całą pewnością mogli odegrać w rozgrywkach dużo ważniejszą rolę.