Poniżej średniej

Runda jesienna trwającego sezonu to najgorszy okres w historii klubu z Godzięcina w ostatniej dekadzie. Choć w latach poprzednich drużyna nigdy nie wybiła się na wyższy szczebel futbolowych zmagań, to jednak przyzwyczaiła swoich sympatyków do gry na poziomie, który gwarantował miejsce w górnych rejonach tabeli. W tym okresie najgorszym miejscem Olimpijczyków była 6.pozycja na zakończenie rozgrywek sezonu 2006/07, zaś najlepiej godzięciczanie finiszowali w zmaganiach 2014/15, kiedy to na zakończenie mogli cieszyć się ze zdobycia 2.lokaty. Minionej jesieni mocno przykleili się do ogona ligowego rankingu, a najwyższą pozycją, jaką wywalczyli, było 8.miejsce tuż po starcie rozgrywek. Biorąc pod uwagę fakt, że we wspomnianym wyżej najgorszym sezonie ostatnich lat pierwszy etap rywalizacji zakończyli na 8.miejscu (z dorobkiem 16 punktów), to w tegorocznych rozgrywkach są wyraźnie pod kreską.

Dawno z ekipą Olimpii nie było więc tak źle – w 12 rozegranych spotkaniach (plus 1 walkower) nasz zespół zgromadził zaledwie 11 „oczek” i pierwszy etap rywalizacji zakończył na 11.pozycji. Wychodzi z tego, że jesienią godzięciczanie grali z niespełna 30-procentową skutecznością. Na przestrzeni ostatniej dekady natomiast nasz zespół na poziomie klasy B stoczył 251 pojedynków, z których wygrał 144, punktami z konkurencją dzielił się 30 razy, a po 77 spotkaniach opuszczał murawę jako pokonany. W sumie w meczach tych piłkarze Olimpii zdobyli więc 462 punkty, a taki rezultat daje zespołowi skuteczność na poziomie 62 procent, czyli wynik dwukrotnie lepszy od tego, jakim Olimpijczycy mogą pochwalić się w ostatnich miesiącach. Jak do tego doszło?

WIATR W OCZY

Ligowe zmagania zespół rozpoczął od zaciętego derby z rywalami ze Starego Dworu, przegranego w samej końcówce. Mimo tego niepowodzenia kibice Olimpii mogli mieć nadzieję na dobre występy swoich pupili, ale jednak w tydzień później utonęła ona w Odrze na wysokości Lubiąża, gdzie godzięciczanie doznali pierwszej z bolesnych porażek. Swój charakter drużyna próbowała odbudować w meczu z rezerwami wołowskiego MKP, i choć to goście wyszli na prowadzenie, potem mecz zaczął układać się po myśli miejscowych do momentu, kiedy nerwy puściły jednemu z sympatyków Olimpii, który dopuścił się rękoczynu względem wołowskiego zawodnika. Sytuacja na murawie i wokół niej zrobiła się napięta, a potem choć goście zrezygnowali z wyjścia na drugą odsłonę, decyzją DZPN komplet punktów przyznany został ekipie MKP. Zabolały także wysoka porażka w Barkowie i niepowodzenie w powiatowym derby, kiedy to z całą pulą z Godzięcina wyjechali starowołowscy Herosi. Pod koniec września sportowy fart wreszcie uśmiechnął się do godzięciczan i dość niespodziewanie wywalczyli oni „oczko” na boisku w Orzeszkowie, gdzie zremisowali z murowanym kandydatem do awansu. Przed tym meczem byli jedyną ekipą w rozgrywkach, która miała na koncie wyłącznie porażki. Ten niespodziewany wynik nie podźwignął jednak Olimpii z ostatniego miejsca ligowego rankingu, a drużyna opuściła je dopiero po efektownym zwycięstwie nad strupińskim LZS. Szczęście nie trwało jednak długo, gdyż w kolejnych tygodniach nasz zespół grał w przysłowiową kratkę, notując wprawdzie zwycięstwa z bezpośrednimi sąsiadami w tabeli, ale już drużyny z Lubiela, Rościsławic i Borzęcina były poza zasięgiem godzięciczan. Pojedynek zamykający rundę, w którym nasz zespół spotkał się z ozorowicką Avią był kwintesencją ostatnich miesięcy. Rozpoczął się pechowo od niefortunnej interwencji Sebastiana Strzyża, która dała prowadzenie gościom. W chwilę potem padł jednak gol wyrównujący autorstwa Pawła Smolińskiego, a tuż przed końcowym gwizdkiem arbitra losy meczu mógł rozstrzygnąć Rafał Żak, ale nie zdołał zaskoczyć golkipera rywali z rzutu karnego, które do tej pory egzekwował właściwie bez zarzutu. W ten sposób bilans piłkarskiego szczęścia, na które kredyt gracze Olimpii zaciągnęli w Orzeszkowie, spłacili na konto ekipy z Ozorowic.

SATYSFAKCJA NIE GWARANTOWANA

W jesiennych pojedynkach w barwach Olimpii zobaczyliśmy 23 piłkarzy, z których dwóch wystąpiło we wszystkich (nie uwzględniając meczu z MKP II Wołów) pojedynkach. Swoje umiejętności kibicom po 12 razy prezentowali S. Strzyż, broniący we wszystkich pojedynkach bramki godzięciczan oraz Dawid Lipa, który mocno pracował w olimpijskiej defensywie. Obaj zawodnicy grali ambitnie i z dużym zaangażowaniem, będąc z całą pewnością solidnymi punktami ekipy, ale pamiętać należy, iż formacja, w której wspólnie pracowali, z całą pewnością nie zasłużyła na najwyższe noty. W rozegranych pojedynkach nasz zespół stracił bowiem w sumie 37 goli (3,08 straconej bramki w meczu) i choć nie jest to najgorszy wynik w lidze, to jednak z całą pewnością powodów do zadowolenia nie przynosi szczególnie, że w ostatnie dekadzie było tylko lepiej, a drużyna traciła średnio 20,8 gola w rundzie. Co ciekawe, tyle samo bramek stracili piłkarze z Barkowa i Starego Wołowa, ale ich zespoły znajdują się znacznie bliżej ligowego szczytu (odpowiednio 5. i 4.miejsce).

Wynika z tego więc, że nie tylko gra obronna była jesienią kłopotem godzięciczan, a skoro tak, to warto rzucić okiem na dokonania Olimpii w ofensywie, gdzie sytuacja także nie wygląda najlepiej. Najskuteczniejszym zawodnikiem drużyny był jesienią Krzysztof Lipa, który rundę zakończył z 7 trafieniami na koncie, a cały wynik zespołu zamknął się liczbą 25 bramek (2,08 gola na mecz). Pod tym względem gorsze były jedynie ekipy z Mojęcic i Strupiny, co z całą pewnością nie wystawia olimpijskiemu atakowi wysokiej noty. Rezultat ten blado wypada również w porównaniu do ligowej średniej z ostatnich lat, gdyż w minionej dekadzie godzięciczanie strzelali średnio 33,57 bramki w rundzie.

SZUKAJĄC SUKCESU 

Z której strony nie spojrzeć na ostatnie pojedynki w wykonaniu Olimpii, to tak samo trudno znaleźć powód do zadowolenia. Defensywa nie stanowiła monolitu, a na straty poniesione na własnym przedpolu odpowiadały zbyt rzadko celne salwy w ataku. Godzięciczanie punktowali ostatecznie tylko w 5 pojedynkach, a po komplet „oczek” sięgali zaledwie 3 razy. Skromny dorobek i 11.pozycja w ligowym rankingu to duże rozczarowanie, i tak na dobrą sprawę jedynym momentem, w którym Olimpijczycy spełnili pokładane w nich nadzieje, to zaskakujący remis z liderem z Orzeszkowa, i to na jego terenie. W trakcie tego meczu zespół pokazał charakter, będąc na przestrzeni całego spotkania drużyną nie tylko dorównującą Victorii, ale nawet nadającą ton konfrontacji. Miarą tego sukcesu było jednak zaledwie „oczko” i wciąż pozycja ligowego outsidera.

Była jednak klasyfikacja, w której minioną rundę godzięciczanie zakończyli w fotelu lidera. Zwycięstwo w rankingu fair-play nie jest jednak honorowane punktami, choć zawodnikom należą się słowa uznania za grę zgodną z przepisami, gdyż we wszystkich pojedynkach gracze Olimpii zobaczyli zaledwie 9 kartoników, z których żaden nie miał koloru czerwonego. Najwięcej tego typu upomnień zgromadził na swoim koncie Marek Faron, karany przez arbitrów 3 razy.

Światło zwycięstw pośród jesiennych występów naszego zespołu świeciło więc nader rzadko. Swoją postawą godzieciczanie z całą pewnością rozczarowali, ale trzeba mieć nadzieję, że już niedługo ponownie oglądać będziemy zwycięską Olimpię. W drużynie z Godzięcina jest bowiem duży futbolowy potencjał, co udowodnił mecz w Orzeszkowie. Miejmy nadzieję, że wiosną takich spotkań nasza ekipa rozegra więcej – czego oczywiście życzymy zarówno zawodnikom, jak i sympatykom Olimpii.