Reklama
Reklama
Reklama
Advertisement
Reklama
Reklama
Reklama
Szybki powrót

Degradacja, szczególnie dla mniejszych klubów, często oznacza nie tylko dłuższy kryzys, ale może zakończyć się nawet zakończeniem działalności drużyny. Gorycz porażki zachęca co bardziej wartościowych zawodników do rozglądania się za innymi zespołami, a tym, którym nie chce się szukać nowych sportowych przygód – mocno odbiera motywację do kontynuowania przygody z futbolem. Pozbieranie odłamków po upadku na niższy poziom bywa więc bardzo trudne i nie wszystkim się udaje. Przed widmem tego typu problemów stanęli na starcie minionych rozgrywek lubiążanie, gdyż Odra po słabym sezonie opuściła szeregi ekip z klasy A i zapowiadało się, iż na niższym szczeblu o sile drużyny stanowić będą nastoletni gracze, co nie gwarantowało spadkowiczowi ani ligowych punktów, ani poprawy klimatu wokół drużyny. Na szczęście czarny scenariusz nie sprawdził się w rzeczywistości i po zakończeniu sezonu optymizm ponownie zawitał w strukturach klubu z Lubiąża.

Początek spadkowicz miał jednak co najwyżej przeciętny, gdyż w pierwszych siedmiu spotkaniach lubiążanie zanotowali trzy porażki. O ile inauguracyjnego niepowodzenia w Borzęcinie (1-3) nie można traktować jako wielkiej niespodzianki, to przegrane w Ozorowicach (1-2) i Barkowie (1-2) były już dużym rozczarowaniem. Do momentu wyjazdu do Orzeszkowa zawodnicy Odry grali jakby bez określonego celu i pełnego przekonania o własnych możliwościach i umiejętnościach. – Po porażce z Orkanem jeden z działaczy wyraził obawę, że najprawdopodobniej nasz zespół nie odegra w zmaganiach ważniejszej roli – wspomina tamten okres szkoleniowiec Odry Mirosław Jabłoński. – Rzeczywiście, mieliśmy wtedy duże problemy kadrowe, co odbiło się na jakości gry. W pojedynku z Victorią również nie byliśmy stroną dominującą, ale mimo wyraźnej przewagi rywala udało nam się na gorącym terenie wywalczyć remis i to był chyba przełomowy moment sezonu.

Punkty stracone w Orzeszkowie, choć trudno tutaj mówić o jakiejkolwiek stracie, były ostatnimi, które lubiążanie oddali rywalom. Wprawdzie wiosną również w dość szczęśliwych okolicznościach piłkarze Odry uratowali remis na boisku w Wołowie, ale potem decyzją piłkarskiej centrali – właśnie za sprawą boiska, wynik remisowy (2-2) zamieniony został na walkower dla gości. Mimo tak dobrej postawy, o awans trzeba było walczyć do ostatniej minuty sezonu, a właściwie jego losy rozstrzygnęły się w doliczonym czasie gry pojedynku w Mojęcicach. Wówczas – dość nieoczekiwanie, przez całe spotkanie lubiążanie nie mogli poradzić sobie ze skomasowaną defensywą rywali, ale w końcu dającą zwycięstwo bramkę zdobył Michał Rewak. Przy remisie ekipa Odry znalazłaby się w gronie 4 zespołów, które o awans do klasy A musiałyby walczyć w barażach.

Patrząc z perspektywy całego sezonu z całą pewnością drużyna z Lubiąża zasłużyła na swoje miejsce w ligowym rankingu. Nawet jeśli nie w każdym meczu jej gra mogła się podobać, to jednak od orzeszkowskiego remis w żadnym z późniejszych spotkań lubiążanie nie zeszli poniżej poziomu futbolowej przyzwoitości i nawet jeśli nie grali efektownie, to na pewno efektywnie. Duża w tym zasługa zawodników, którzy w trakcie zimowej przerwy pojawili się w kadrze.

Jak już wyżej wspomniano, na starcie rozgrywek sytuacja kadrowa w Odrze nie napawała optymizmem i luki w składzie trzeba było łatać piłkarską młodzieżą, która jednak śmiało weszła do seniorskiej gry i choć momentami na murawie brakowało jeszcze futbolowego tego i owego, to generalnie zawodnicy ci sportową próbę wytrzymali. Przyzwoita gra jesienią dała drużynie miejsce na ligowym podium (3.), a po zimowych wzmocnieniach zespół nabrał jakości. – Przede wszystkim ustabilizowała się sytuacja w defensywie – komentuje trener Jabłoński. – Do pełnej dyspozycji wrócił Kamil Rutowicz, który wspólnie z Norbertem Romanowiczem stworzyli solidną podstawę bloku obronnego. Jego ważnym elementem był również Daniel Posacki, który powrócił z wypożyczenia. Do drużyny udanie wszedł również Jakub Szuszfalak, który wprawdzie ciągle jest na etapie zbierania piłkarskiego doświadczenia, ale potrafi już zagrać naprawdę przyzwoite zawody. Duży wpływ na poziom gry Odry w ofensywie miał natomiast powrót Kamila Kupca. To doświadczony zawodnik, który potrafi wziąć na siebie ciężar gry i przeprowadzić akcję rozstrzygającą o losach meczu. Przy kimś takim łatwiej gra sie również innym zawodnikom i to było widoczne. Wiosną prezentowaliśmy się naprawdę dobrze i zasłużyliśmy na zwycięstwa, a że w niektórych przypadkach sprzyjało nam szczęście… to chyba nie może być zarzut.

Ze swojej roli lidera drużyny dobrze wywiązał się także Krystian Kasina. Zawodnik ten nie był może najbardziej błyskotliwą postacią zespołu, ale dzięki swojemu doświadczeniu dokładnie wiedział jak się ustawić i co w danym momencie meczu należy zrobić. W futbolu tak to czasem bywa, iż lepiej jest mądrze stanąć, niż głupio biegać a twierdzenie to potwierdza fakt, iż piłkarz ten był najskuteczniejszym zawodnikiem lubiążan.

Sezon zakończył się więc dla drużyny Odry happy end’em, ale teraz przed zespołem kolejny, A-klasowy egzamin. – Z całą pewnością ta ekipa ma potencjał, który pozwala patrzeć na zbliżające się rozgrywki z umiarkowanym optymizmem i raczej nie przewiduję wielkich personalnych zmian w składzie – prognozuje trener Jabłoński. – Gdybym miał wskazać pozycje, na których potrzebujemy świeżej krwi, to wydaje mi się, że brakuje nam nieco kreatywności w środku pola i więcej pewności pod bramką rywala, czyli rozgrywający z pomysłem i niezawodny egzekutor. Nowi zawodnicy na tych pozycjach z całą pewnością byliby wzmocnieniem, ale jestem przekonany, że potrafimy zagrać efektywny i efektowny futbol w składzie, który wywalczył powrót do klasy A.

Nowy sezon rozpocznie się w ostatni weekend sierpnia, a lubiążanie o ligowe punkty walczyć będą w grupie I, gdzie stanowić będą naszego powiatowego jedynaka, ponieważ ekipy z Krzelowa i Orzeszkowa rozmieszczone zostały w grupie II.

Reklama
Reklama