Reklama
Reklama
Reklama

mkpPo strukturalnej reformie 3.ligi minionej jesieni futbolowa rywalizacja w naszym regionie toczyła się w dwóch grupach 4.ligi. Do walki o punkty stanęły w sumie 32 drużyny, a wśród nich debiutujący na tym poziomie rozgrywek MKP Wołów, który swoje boje toczył w grupie wrocławsko-wałbrzyskiej, obejmującą połowę ekip z podanej wyżej liczby. W tym piłkarskim towarzystwie rozegrano w sumie 119 spotkań, w których padło 387 goli, co dało średnią 3,25 trafienia na konfrontację. Najwyższą skutecznością tegoroczni czwartoligowcy wykazali się na finiszu rywalizacji, gdyż w kolejce zamykającej rundę zdobyli oni w sumie 35 bramek (średnio 5 na mecz) i był to wynik niemal o 10 celnych strzałów większy od jesiennej średniej, która wyniosła 25,8 bramki na kolejkę. Duża w tym zasługa wołowian, którzy w listopadową sobotę wzięli udział w prawdziwej goleadzie, gdyż w ich konfrontacji z marcinkowickim Sokołem kibice mogli obejrzeć aż osiem trafień (5-3). Identyczny rezultat był udziałem Pogoni Oleśnica i Unii Bardo, ale październikowa konfrontacja tych ekip nie wyłoniła zwycięzcy, ponieważ pojedynek zakończył się najwyższym jesiennym remisem (4-4). Wynikiem nierozstrzygniętym kończyło się 25 spotkań i tylko po jednym z nich kibice opuszczali trybuny zawiedzeni brakiem goli (Wiwa Goszcz – Victoria Świebodzice).

Powodów do radości fani futbolu, których pupile występowali w roli gospodarzy, nie mieli po 45 meczach kończonych zwycięstwami przyjezdnych. Najbardziej rozczarowani mogą czuć się sympatycy sadowickiego Orła, gdyż ich zespół z 8 meczy rozegranych na własnym terenie przegrał 6. Był jednak moment, kiedy i oni przeżyli chwile radości (vs. Orzeł Ząbkowice Śl. 2-1), zaś drużyny z Wołowa, Marcinkowic i Nowej Rudy nie zaznały smaku zwycięstwa przed swoją publicznością. Komplet punktów na własnym terenie zainkasowali natomiast piłkarze Foto-Higieny Gać, odprawiając z przysłowiowym kwitkiem 6 konkurencyjnych ekip. W sumie gospodarze nie grzeszyli gościnnością w 49 pojedynkach.

tabela1mkp

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wspomniano już wyżej, że asami własnego boiska nie byli jesienią gracze z Sadowic i tylko raz udało im się zwyciężyć przed własną publicznością. Być może był to wynik pewnej traumy, gdyż w konfrontacji otwierającej rywalizację Orłowi mocno przetrzepali pióra konkurenci z Kobierzyc, którzy z boiska przeciwnika wywieźli najwyższych tej jesieni rozmiarów zwycięstwo (7-0), a sadowicka defensywa nie pozbierała się już do końca zmagań i w 8 pojedynkach przed własną publicznością straciła aż 22 gole (2,75 na mecz). Dobrą passę w meczach wyjazdowych utrzymali natomiast kobierzyczanie, którzy na 8 wyjazdów punktowali aż w 7 przypadkach. W delegacjach najwięcej „oczek” nazbierali jednak piłkarze Foto-Higieny, a wołowskich kibiców cieszć musi fakt, iż tuż za liderem miejsce zajął zespół MKP.

 

tabela2mkp

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Według starego piłkarskiego porzekadła – z ligi spada się w wyniku porażek na własnej murawie, zaś po mistrzostwo sięga się dzięki punktom zdobywanym na wyjazdach. Nasz zespół plasuje się pośrodku stawki i jeśli spojrzeć na ranking „oczek” z delegacji to sympatycy MKP mogą ostrzyć sobie zęby na wiosenną walkę o 3.ligę, zaś patrząc na wyniki osiągnięte na murawie stadionu im. R. Janeckiego – powoli godzić się z degradacją.Wspomniano już wyżej, że asami własnego boiska nie byli jesienią gracze z Sadowic i tylko raz udało im się zwyciężyć przed własną publicznością. Być może był to wynik pewnej traumy, gdyż w konfrontacji otwierającej rywalizację Orłowi mocno przetrzepali pióra konkurenci z Kobierzyc, którzy z boiska przeciwnika wywieźli najwyższych tej jesieni rozmiarów zwycięstwo (7-0), a sadowicka defensywa nie pozbierała się już do końca zmagań i w 8 pojedynkach przed własną publicznością straciła aż 22 gole (2,75 na mecz). Dobrą passę w meczach wyjazdowych utrzymali natomiast kobierzyczanie, którzy na 8 wyjazdów punktowali aż w 7 przypadkach. W delegacjach najwięcej „oczek” nazbierali jednak piłkarze Foto-Higieny, a wołowskich kibiców cieszyć musi fakt, iż tuż za liderem miejsce zajął zespół MKP.

DOMINATORZY z GACI

Porównując zespoły, z którymi przyszło nam się mierzyć na starcie rozgrywek, zdecydowanie najmocniejsza była ekipa z Gaci – powiedział po meczu, w którym jego podopieczni po raz pierwszy poczuli gorycz porażki na 4.ligowym gruncie trener Krystian Januszewski i choć był to właściwie dopiero start jesiennych zmagań, to w drużynie Foto-Higieny rzeczywiście widać było moc. Miał rację wówczas były już szkoleniowiec MKP, choć przyznać trzeba, że zwycięzca pierwszej rundy zmagań jakoś nie olśniewał swoimi zwycięstwami. Przyglądając się wynikom lidera trudno pomiędzy nimi znaleźć wiele spektakularnych sukcesów. Drużyna z Gaci systematycznie i dość pewnie natomiast zdobywała punkty w każdym z pojedynków, dzieląc się nimi wyłącznie z rywalami z Goszcza (3-3), ale czyniła to w mocno dyskretny sposób, wygrywając w większości przypadków różnicą jednego trafienia. Zresztą, goli dających zwycięstwo nazbierało się na tyle dużo, iż to właśnie, mimo braku efektownych, bardzo wysokich triumfów, ofensywa Foto-Higieny okazała się najskuteczniejsza w lidze, zdobywając średnio 2,78 bramki w meczu. Dla porównania na drugim biegunie ligowego zestawienia znajdują się piłkarze z Sadowic, trafiający jesienią zaledwie 11 razy (0,73).

tabela3mkp

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bardzo wyrównana walka toczyła się o tytuł jesiennego króla strzelców i na półmetku zmagań miano to pomiędzy sobą dzieli 6 zawodników, którzy do siatki bramki rywali trafiali po 9 razy. Palmę pierwszeństwa należy w tym względzie przyznać chyba również piłkarzowi z Gaci – Michałowi Wróblowi, gdyż swoją zdobycz skompletował on w 14 meczach (podobnie jak Kamil Sadowski ze Świebodzic), a jego ekipa przoduje w ligowej tabeli.

tabela4mkp

 

 

 

 

 

 

 

 

 
Przynajmniej raz na listę strzelców wpisało się w sumie 157 piłkarzy, choć są wśród nich i tacy, którzy z powodu obecności w tym wykazie nie są szczęśliwi, gdyż przepustkę do niego dały im trafienia samobójcze. Takich goli w jesiennych zmaganiach padło 8, a autorem 2 z nich był wołowianin Mateusz Rakowski – lider tej grupy.Bardzo wyrównana walka toczyła się o tytuł jesiennego króla strzelców i na półmetku zmagań miano to pomiędzy sobą dzieli 6 zawodników, którzy do siatki bramki rywali trafiali po 9 razy. Palmę pierwszeństwa należy w tym względzie przyznać chyba również piłkarzowi z Gaci – Michałowi Wróblowi, gdyż swoją zdobycz skompletował on w 14 meczach (podobnie jak Kamil Sadowski ze Świebodzic), a jego ekipa przoduje w ligowej tabeli.

Na wyniki zespołu oprócz efektywnej gry w ofensywie składa się także uważna gra w obronie. Jesienią formacja ta najlepiej funkcjonowała w zespole ze Świdnicy, gdyż jej linię przeciwnikom udało się skutecznie sforsować jedynie 10 razy (0,66). Mocnym punktem obrony Polonii-Stal był oczywiście golkiper – Bartłomiej Kot, który czyste konto zachowywał rekordowo długo – 383 minuty. Udaną serię rozpoczął od 4.min. konfrontacji z Karoliną Jaworzyna Śl., potem nie dał się zaskoczyć graczom z oleśnickiej Pogoni, Piasta Nowa Ruda i Orła Ząbkowice Śl., a jego passę przerwał dopiero Filip Binkiewicz z Sokoła Wielka Lipa.

ŻÓŁTO-CZERWONI

Oprócz strzelców do sędziowskich notesów trafiali także zawodnicy, którzy w ferworze futbolowej walki nie zawsze trzymali się przepisów. Arbitrzy grę faul karali 543 razy, a w 34 przypadkach były to kary wykluczające. Indywidualny prym w tej statystyce wiedzie zawodnik Unii Bardo Michał Szabat, który zobaczył aż 10 kartoników (8 żółtych i 2 czerwone), a drużynowa klasyfikacja w tej kwestii przedstawia się następująco:

tabela5mkp

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


MKP w LICZBACH

Gra w 4.lidze była dla wołowskiego teamu debiutem na tym poziomie rozgrywek. Nigdy wcześniej nasz zespół nie zaszedł tak wysoko, więc tym większe zadanie czekało zawodników, którzy musieli udowodnić, że godni są zajmowanego miejsca. Próbę udowodnienia tego podjęło 23 piłkarzy, gdyż tylu jesienią wybiegło na czwartoligowe boiska w barwach MKP. We wszystkich pojedynkach swoje umiejętności zaprezentował Adrian Marcinkowski, ale tylko w 7 z nich rozegrał komplet minut, sumując ich w całej rundzie 1.221. Pod tym względem bogatszym dorobkiem pochwalić się może M. Rakowski, który opuścił mecz w Marcinkowicach, ale we wcześniejszych pojedynkach przebywał na murawie bez przerwy przez 1.260 minut. Gracz ten był pewnym punktem formacji defensywnej, która długo stanowiła doskonale funkcjonujący monolit. Oprócz wspomnianego wyżej gracza jej pierwszy garnitur tworzyli: Daniel Adamczak, Szymon Czyżowicz oraz Patryk Lofek i skład ten utrzymywał się (z pewnymi drobnymi korektami) aż do 10.kolejki. Po porażce z jaworzyńską Karoliną (1-2) i urazach dwójki z wymienionych wyżej graczy (Adamczak, Lofek) blok obronny nie funkcjonował już tak dobrze i na finiszu zmagań w 5 pojedynkach rywale skutecznie forsowali go 12 razy (2,40), podczas gdy w 10 wcześniejszych meczach konkurenci pokonali golkipera MKP także po 12 akcjach (1,20). Stający 13 razy pomiędzy słupkami wołowskiej bramki Sebastian Idziorek kapitulował w sumie 20 razy (1,53), a najdłużej czyste konto zachowywał przez 165 minut. Wynik drużyny jest jednak nieco lepszy (218), gdyż 53 minuty do tego rezultatu dorzucił również Piotr Król, który przez ten czas skutecznie bronił bramki MKP w konfrontacji z Unią Bardo.

W środku pola opoką wołowskiej drużyny był doświadczony Bartłomiej Gawron, który wystąpił w 13 pojedynkach (1.055 minut). W wielu spotkaniach umiejętnie kierował on poczynaniami kolegów, ale w zakresie jego obowiązków były przede wszystkim działania ułatwiające grę obrońcom. Pozostali gracze linii pomocy prezentowali się wprawdzie poprawnie, ale tylko momentami stać ich było na naprawdę kreatywną grę, więc nasza drużyna w większości pojedynków nie była tą, która posiadała inicjatywę i dzierżyła przewagę w środku pola.

Nasz zespół nastawiony był raczej na grę z kontrataków, a w niej bardzo dobrze sprawdził się A. Marcinkowski. Wołowianin okazał się jednym z najlepszych snajperów ligi, a o jego skuteczności najboleśniej przekonali się gracze Sokoła Marcinkowice, w konfrontacji z którym nasz napastnik ustrzelił hat-trick.

Po bardzo udanym początku w następnych pojedynkach nasz zespół mocno wyhamował i na finiszu zdobywanie ligowych punktów przychodziło futbolistom MKP z trudnością. Inaczej przedstawia się sytuacja, kiedy spojrzymy się na poszczególne mecze. Okazuje się bowiem, że wołowianie nie byli mistrzami pierwszych odsłon. Niemal każde spotkanie nasi piłkarze rozpoczynali z rezerwą, czekając na ruch przeciwnika albo bez większego oporu oddając mu inicjatywę. W tym okresie to rywale nadawali ton widowiskom i sumując zdobyte i stracone gole z pierwszych połów bilans ten wygląda niekorzystnie dla naszej ekipy (5-10). W pierwszym kwadransie po przerwie też nie było najlepiej (4-8), ale w ostatnim pół godziny w kilku przypadkach naszym graczom udało się odwrócić losy spotkań lub choćby uratować punkt. W końcowych minutach meczu wołowianie byli wyraźnie skuteczniejsi od swoich przeciwników, nadrabiając w tych fazach spotkania tracony wcześniej dystans (15-6). Niestety, pościg za rywalem nie zawsze kończył się marcinowickim happy end’em, a częściej byliśmy świadkami spektakli, w których zdobywający gola przeciwnik cofał się do głębszej defensywy, z którą nie tylko nie najlepiej radził sobie atak MKP, ale i wołowska defensywa nastawiona była na groźne kontry. Spotkań, w których nasz zespół tracił gola jako pierwszy było 8 i tylko jedna remontada zakończyła się zwycięsko (Sokół Marcinkowice), a dwie zaś przyniosły po punkcie (Polonia-Stal Świdnica, Unia Bardo). Znacznie lepiej układały się wołowianom pojedynki, w których to oni jako pierwsi wychodzili na prowadzenie. Takich meczy było 7 i tylko jeden zakończył się niepowodzeniem (Foto-Higiena Gać), a jeden podziałem punktów (Wiwa Goszcz).

 

CO W PERSPEKTYWIE?

Z całą pewnością udany początek rundy rozbudził apetyty wołowskich kibiców, ale wraz z upływem tygodni na poziomie 4.ligi nasza drużyna stawała się coraz bardziej czytelna dla konkurentów. Wiedzieli już oni o naszych atutach, przed którymi coraz umiejętniej się bronili, ale co gorsze – poznali także słabe strony, uderzając w nie celnie i mocno. Siłą rozpędu nasza ekipa w rozgrywki weszła więc z mocnym przytupem, ale na finiszu bak okazał się niemal pusty. Porażka w Marcinkowicach, która przecież przez jakiś czas wydawała się nieunikniona, sprowadziłaby nasz zespół niebezpiecznie blisko strefy spadkowej, a po udanym starcie nikt się tego nie mógł spodziewać. Ten spadek formy, brak korzystnych rezultatów w meczach przed własną publicznością i mnożące się nieporozumienia były przyczyną zakończenia współpracy z trenerem Krystianem Januszewskim. W ostatnim meczu rundy drużynę poprowadził Krzysztof Tabak, ale decyzja o tym kto obejmie stanowisko szkoleniowca zapadnie dopiero w tym tygodniu na sprawozdawczo-wyborczym zebraniu Zarządu klubu. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, iż kandydatów do schedy jest trzech.

Wracając jednak do oceny jesiennych wyników zespołu – nie można oceniać ich wyłącznie z perspektywy ostatnich niepowodzeń. Przez dłuższy czas drużyna MKP była nie tylko najlepszym z beniaminków, ale i mocno dobijała się do ligowej czołówki. Czas później zweryfikował możliwości wołowian i wiosennym celem ekipy z całą pewnością będzie walka o utrzymanie, a przypomnijmy, że z ligą pożegnają się 4 zespoły. Przed rokiem do zachowania 4.ligowego bytu potrzebnych było 32 punkty, więc jeśli sytuacja się powtórzy – zadanie wydaje się być jak najbardziej w zasięgu. Czy będzie jednak łatwe?

Z całą pewnością w najbliższych tygodniach sytuacja w klubie będzie dynamiczna i kilku graczy najprawdopodobniej pożegna się z drużyną. Choć nikt nie chce z pełnym przekonaniem wskazywać konkretnych nazwisk, to rzut oka na personalne ustawienie drużyny w ostatnim meczu daje sporo do myślenia. Tacy gracze jak S. Idziorek czy M. Rakowski byli jesienią podstawowymi graczami MKP, a wydaje się, że ich przygoda z drużyną zmierza do końca. Trudno w tej chwili stwierdzić cokolwiek pewnego o ich ewentualnych następcach – czy będą to wychowankowie naszego klubu, czy raczej gracze bardziej doświadczeni z innych futbolowych firm regionu? Nie znamy przecież jeszcze nawet nazwiska trenera, więc choć zdobycie wiosną jedenastu „oczek” wydaje się trochę dłuższym, ale jednak tylko spacerem, to na sensowną możliwość dalszego spekulowania musimy trochę poczekać.

Z całą pewnością natomiast całościowa jesienna ocena naszej drużyny powinna być pozytywna. Miejsce w środku stawki, z dobrą perspektywą na przyszłość, kilka udanych spotkań, parę trochę mniej, ale w żadnym z tych przegranych nie było blamażu – to jak na beniaminka wynik naprawdę niezły, za który słowa uznania należą się wszystkim zawodnikom i całemu sztabowi drużyny.

 

 

 

Reklama
Reklama