Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Brazylijskie Ju-Jitsu wywodzi się ze swojego japońskiego pierwowzoru, ale zawiera także elementy zapasów oraz judo. Ten mieszany styl walki koncentruje się na walce w parterze, choć zawodnicy rywalizują również w stójce i zwarciu. Faktem jest, że ten mieszany styl sztuk walki zdobywa sobie coraz szerszą rzeszę zwolenników w naszym kraju, o czym świadczyć może rosnąca frekwencja na zawodach najwyższej krajowej ranki. W ścisłym topie takich imprez znajduje się łódzki Octopus CUP, którego trzecią edycję rozegrano w listopadzie. W stawce blisko 800 zawodniczek i zawodników z całego kraju do walki o kolejne cenne trofeum stanął także dolnobrzeżanin Łukasz Urbański, który jakiś czas temu cieszył juz się z tytułu mistrza Polski.

Na łódzkich matach nasz reprezentant, broniący barw klubu Invictus Oborniki Śl., wystartował w kategorii Masters (76kg) zawodników, znajdujących się w grupie fighterów z niebieskimi lub białymi pasami. Tak było w teorii, gdyż poziom imprezy sprawił, iż zawodnicy stawiający pierwsze kroki w tej dyscyplinie sportu właściwie nie mieli czego szukać w listopadowej rywalizacji. Dolnobrzeżanin wystartował w stawce 16 zawodników i trudno powiedzieć, aby turniejowa drabinka ułożyła się dla niego szczęśliwie, gdyż już w pierwszej walce musiał zmierzyć się Michałem Bujalskim z Warszawy, z którym kilka tygodni wcześniej walczył w ścisłym finale Mistrzostw Polski. Przegrany z tej rywalizacji definitywnie żegnał się z zawodami, a to napięcie lepiej wykorzystał nasz reprezentant i po bardzo dobrym pojedynku zszedł z maty z awansem do kolejnej rundy (2-0). Pokonanie tak wymagającego konkurenta na samym starcie było niczym silny podmuch wiatru w sportowe żagle dolnobrzeżanina, który swoją zwycięską serię kontynuował w kolejnym pojedynku (2-0), zapewniając sobie miejsce w finale. Wszystkie walki dzielił niewielki odstęp czasu, więc obaj zawodnicy przystępujący do rywalizacji o najwyższy laur łódzkiej imprezy byli już bardzo zmęczeni, ale więcej sił na ten etap rywalizacji zachował Ł. Urbański, który nie pozostawił rywalowi żadnych złudzeń, pewnie punktując (5-0) i w przekonywującym stylu sięgając po zwycięstwo w tej prestiżowej imprezie.

W ostatnich tygodniach dolnobrzeżanin sięgnął po dwa spektakularne sukcesy, przebojem meldując się w krajowej czołówce. Jego triumfy są więc czymś na kształt wielkiego szlema – zachowując oczywiście odpowiednie proporcje, nic więc dziwnego, że sportowy apetyt naszego zawodnika rośnie i na najbliższy rok wyznacza on już sobie nowe cele – rywalizację na matach w Londynie bądź Monachium. Życzymy, aby jego starty nie tylko doszły do skutku, ale aby ich finał był taki, jak podczas tegorocznej edycji Octopus CUP.

Reklama
Reklama