Wzięli udział w 11. Maratonie Karkonoskim ULTRA

SPALENI SŁOŃCEM

BIEGI

Wprawdzie aura nie sprzyja ekstremalnym wyzwaniom i nawet stojąc czy siedząc w lipcowym słońcu w miniony weekend można było się mocno spocić, ale mimo to znalazły się osoby, które w takich właśnie okolicznościach przyrody zdecydowały się podjąć tak ciężkie wyzwanie, jak udział w 11.Maratonie Karkonoskim ULTRA. Po raz kolejny sportowym przystankiem dla entuzjastów biegania stała się Szklarska Poręba, gdzie w minioną sobotę ponad 400 amatorów ekstremalnej rywalizacji ruszyło na trasę. Ich walka z dystansem i konkurencją, choć tym razem przede wszystkim chyba z temperaturą rozpoczęła się już o godzinie 6.00 w okolicach dolnej stacji kolejki na Szrenicę. O tej porze lipcowy upał nie był jeszcze tak uciążliwy, ale ponieważ przed uczestnikami zmagań był do pokonania dystans 57,5km z sumą przewyższeń na poziomie 2.340m można było mieć pewność, że wakacyjny skwar dopadnie uczestników tego sportowego spotkania gdzieś na karkonoskich grzbietach.

W stawce uczestników tego trudnego biegu znaleźli się również reprezentanci naszego powiatu, którzy wprawdzie nie dyktowali tempa, ale walkę z aurą i własną słabością każdy z nich wygrał. W najlepszym stylu dokonał tego dolnobrzeżanin Tomasz Zimny, który na morderczym górskim szlaku finiszował z rezultatem 8:14:10s. Oprócz niego w kolorowym peletonie biegaczy, który bardzo szybko porwał się na mniejsze grupki, znalazł się także Sylwester Żuchora z Brzegu Dolnego, zmierzający do mety w dość znacznej odległości od pierwszego z wymienionych. Na tak długim dystansie i w tak ciężkich warunkach szybko przestaje się jednak liczyć i pozycja, i rezultat, a sportowa walka idzie o zaliczenie próby. Naszemu reprezentantowi to się udało i ze zwycięstwa nad własnymi ograniczeniami mógł cieszyć się po ponad 10 godzinach biegu (10:20:07s.). Nieco przed nim do mety zmierzał wołowianin Wiesław Ostrowski, który ostatecznie cel osiągnął w czasie 9:58:47s.

Wspinaczka po karkonoskich szczytach nie skusiła tym razem żadnego z przedstawicieli Czarnego Lądu i choć w sobotę sportowa walka toczyła się w międzynarodowym towarzystwie, to ton jej nadawali Polacy. Wprawdzie na całym dystansie stawka zawodników, którzy – po cichu lub całkiem głośno liczyli na zwycięstwo, topniała w oczach, to jednak na ostatnim etapie mogliśmy oglądać naprawdę zaciętą walkę. Najwięcej sił na morderczy i skuteczny finisz zachował Bartosz Gorczyca z Trzcinicy, który na linii mety zameldował się z czasem 5:00:03s. pokonując najgroźniejszego konkurenta o zaledwie 14 sekund.