Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Zmęczenie materiału i festiwal goli

KP BRZEG DOLNY – Wratislavia Wrocław 1-2 (0-1)

Bramka: D. Bąkowicz (+90’);

Żółte kartki: M. Malinowski, D. Serwatka;

KP: D. Przychodny – M. Kowalski, S. Mazur, D. Serwatka (80’ M. Krzykwa), M. Zawisza, M. Kokociński (46’ D. Skoczeń), K. Drałus (46’ R. Budzyński, 80’ D. Bąkowicz), M. Malinowski, J. Mazur, R. Kalisz (75’ M. Czyżowicz), Ł. Derda.

Po serii trzech zwycięstw wydawało się, że dolnobrzeska ekipa złapała wiatr w żagle i po kolejnych pojedynkach przebojowa, młoda ekipa KP wedrze się w wyższe strefy ligowego rankingu. Tym bardziej, że w perspektywie były pojedynki z rywalami będącymi z całą pewnością w zasięgu naszej ekipy, a ich gospodarzami byli podopieczni trenera Grzegorza Szewczyka. Widać jednak, że futbol bywa przekorny i po fali niespodziewanych zwycięstw przyszedł czas kryzysu i przykrych porażek, owocujących przykrym dryfem w dolne rejony tabeli. Kibice KP mieli nadzieję, że fatalna passa odmieni się w konfrontacji z Wratislavią, gdyż większość atutów wydawała się być po stronie dolnobrzeżan.

Od pierwszego gwizdka arbitra do zdecydowanego ataku ruszyli gospodarze i już w pierwszym kwadransie zdobyli oni przygniatająca wręcz przewagę, która owocowała całą serią rzutów rożnych i wolnych, ale żaden z tych stałych fragmentów gry nie przyniósł naszej ekipie nie tylko gola, ale i naprawdę dogodnej sytuacji. W rozegraniu zabrakło pomysłu i dokładności, a czasami nie dopisywało futbolowe szczęście. Na jego brak nie mogli natomiast narzekać wrocławianie, gdyż jeden z ich mocno przypadkowych wypadów przyniósł im rzut wolny i w tym przypadku pokazali oni gospodarzom, jak należy wykorzystać ten element piłkarskiego rzemiosła. Precyzyjne uderzenie zaskoczyło Dawida Przychodnego, który wcześniej nie miał okazji do interwencji, a jego pierwszy kontakt z piłką polegał na wyciągnięciu jej z siatki. Stracona bramka zupełnie podcięła skrzydła dolnobrzeżanom, którzy wprawdzie nie oddali inicjatywy, ale z ich przewagi wynikało coraz mniej. Do końca pierwszej odsłony nasi gracze miotali się pomiędzy liniami wyznaczającymi plac gry, nie mając kompletnie pomysłu na sforsowanie szczelnej defensywy wrocławian.

Po zmianie stron kibice KP wciąż mogli mieć nadzieję na korzystny rezultat, gdyż przeciwnik nieprzerwanie wyraźnie ustępował pola miejscowym, sprawiając wrażenie zadowolonego z minimalnego prowadzenia. Tempo pojedynku wyznaczali gospodarze, ale styl ich gry nie powalał na kolana. Cały czas oglądaliśmy pojedynek dwóch zespołów, z których żaden nie starał się grać w piłkę, lecz tylko walczyć o korzystny wynik. Schowani za podwójną gardą goście umiejętnie wybijali z rytmu ekipę KP, co zresztą nie było zbyt trudne, gdyż ta z każdą minutą grała coraz bardziej chaotycznie. W szeregach KP nie było w tym meczu zawodnika, który w odpowiednim momencie wziąłby na siebie ciężar gry, poukładał rozegranie w środku pola, skąd można było zainicjować jakiś ciekawszy atak. Mimo wiec zdecydowanej przewagi gospodarze nie stwarzali wielu sytuacji do wyrównania, a po kolejnym z kontrataków graczy Wratislavii ich przewaga wzrosła do dwóch trafień i sytuacja dolnobrzeżan stała się praktycznie beznadziejna. Na osłodę sympatykom KP po tym meczu pozostało filmowe wręcz trafienie Damiana Bąkowicza, ale na listę strzelców wpisał się dopiero w doliczonym czasie gry i w chwilę po jego uderzeniu sędzia zakończył spotkanie.

To kolejna przykra porażka – powiedział po końcowym gwizdku szkoleniowiec dolnobrzeżan. – Boli ona tym bardziej, iż w przekroju całego spotkania na pewno nie byliśmy stroną gorszą. Co z tego jednak, że dłużej utrzymywaliśmy się przy piłce, skoro swojej przewagi nie potrafiliśmy zamienić na strzeleckie sytuacje, a kiedy do nich nawet dochodziło, to brakowało skuteczności. Wrocławianie natomiast wyprowadzili dwie, może trzy akcje i wyjechali bogatsi o komplet punktów. Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy zespołem na dorobku i gracze wciąż uczą się futbolu na poziomie klasy okręgowej. Mam nadzieję, że po tym spotkaniu zobaczą, iż gra na tym poziomie wymaga jakości, pomysłu i dokładności. Na boisku nie może rządzić chaos i przypadek. Być może wynika to również ze zmęczenia, gdyż daje się zauważyć swoisty spadek mocy i jakości w drużynie. Mam nadzieję, że fatalną passę uda nam się przełamać w konfrontacji w Brożcu i na zakończenie piłkarskiej jesieni przywieziemy do Brzegu Dolnego zwycięstwo.

Pozostałe wyniki: Czarni J.-L. – Czarni K. 4-1; Zachód – Polonia T. 0-1; Piast – Zjednoczeni 1-0; Olimpia – Polonia Śr.Śl. 1-3; Żórawina – Strzelinianka 0-3; Dolpasz – Brożec 8-0; Energetyk – Widawa 1-0.

1.

Polonia Trzebnica

14

42

54-7

2.

Piast Żerniki

14

37

36-15

3.

Energetyk Siechnice

14

28

32-24

4.

Zachód Sobótka

14

28

37-25

5.

Polonia Środa Śl.

14

26

26-21

6.

Strzelinianka Strzelin

14

26

23-16

7.

Czarni Jelcz-Lask.

14

25

23-13

8.

Widawa Bierutów

14

18

24-25

9.

KP BRZEG DOLNY

14

16

24-30

10.

KS Żórawina

14

16

18-26

11.

Olimpia Oleśnica

14

15

19-41

12.

Wratislavia Wrocław

14

15

19-25

13.

Dolpasz Skokowa

14

14

26-22

14.

Zjednoczeni Łowęcice

14

8

18-38

15.

Czarni Kondratowice

14

6

12-35

16.

LKS Brożec

14

6

16-44

Następna kolejka: (26/27 listopada): LKS Brożec – KP (niedziela, g.13.00), Widawa – Czarni J.-L., Wratislavia – Energetyk, Strzelinianka – Dolpasz, Polonia Śr.Śl. – Żórawina, Zjednoczeni – Olimpia, Polonia T. – Piast, Czarni K. – Zachód. 

mkp-wolow

MKP Wołów

Sportowy wynik nie był jedynym, co mógł pokazać sobotni pojedynek w Marcinkowicach. W roli szkoleniowca wołowskiego MKP debiutował bowiem w tym spotkaniu Krzysztof Tabak, który już w pierwszym sprawdzianie wykazał się odważnymi decyzjami kadrowymi stawiając na graczy, którzy do tej pory byli raczej w głębokim cieniu. Tym razem się udało, ale łatwo nie było.

Sokół Marcinkowice – MKP WOŁÓW 3-5 (3-1)

Bramki: A. Marcinkowski (45’, 70’, 88’), K. Ramiączek (47’), P. Lofek (82’);

Żółta kartka: T. Harwas;

MKP: M. Zygmunt – T. Harwas, S. Czyżowicz, B. Jankowski, P. Lofek, B. Gawron, P. Hryszkiewicz (88’ P. Janus), G. Kazimierowicz (90’ K. Kowaluk), S. Śniechowski, A. Marcinkowski, K. Ramiączek (85’ K. Włodarczyk).

Dla nikogo nie było tajemnicą, że ostatnie dni nie są najszczęśliwszym okresem w 4.ligowej historii wołowskiego MKP. Wielką niewiadomą było bowiem jak na rozstanie z trenerem Krystianem Januszewskim zareaguje zespół i czy od pierwszego pojedynku widać po nim będzie rękę nowego szkoleniowca – Krzysztofa Tabaka. Oczywiście mecz ten nie przyniósł jednoznacznej i wyczerpującej odpowiedzi na żadne z powyższych pytań, ale przyniósł drużynie MKP komplet upragnionych punktów i udane zakończenie jesiennej rundy pojedynków.

Od pierwszych minut tego spotkania widać było, iż gościom bardzo zależy na korzystnym wyniku. Szansę na pokazanie swoich umiejętności dostało bowiem kilku graczy, którzy do tej pory tylko nieśmiało pukali do drzwi pierwszej drużyny, że o wyjściowym składzie nie wspominając. Na początku chęć pokazania się i rozegrania dobrego meczu wydawała się paraliżować niektórych graczy, co zaowocowało serią prostych błędów w defensywie, które przyniosły miejscowym dwa trafienia. Kiedy wydawało się, że nasz zespół trochę już ochłonął, ponownie poukładał szyki, na głowy wołowian spadł kolejny cios i prowadzenie miejscowych urosło do trzech goli. Zapowiadał się więc ciężki futbolowy nokaut, gdyż niesieni falą powodzenia marcinkowiczanie nie zwalniali tempa, chcąc jeszcze przed przerwą dokończyć rywala. Ich zapędy ostudził jednak Adrian Marcinkowski (nomen-omen), którego trafienie poprawiła nieco gościom humory przed zejściem do szatni.

Druga połowa rozpoczęła się od kontaktowego trafienia Kamila Ramiączka, dzięki któremu nasz zespół szybko pozbierał się z futbolowych desek i coraz mocniej czując zapach punktów ruszył do ataku, przejmując kompletnie inicjatywę na murawie. W tym okresie zawodnicy Sokoła wyraźnie obniżyli loty i choć z całą pewnością ciągle myśleli o końcowym zwycięstwie, to ich pewność siebie poszła w kompletną rozsypkę. W miarę jak malało morale gospodarzy rosła siła wołowian, którzy atakowali z coraz większym impetem i pod bramką miejscowych dochodziło do coraz bardziej gorących momentów. W 70.min. nastąpiło wreszcie to, co nad boiskiem wisiało od dłuższego czasu i stan rywalizacji wyrównał A. Marcinkowski. Po jego trafieniu coraz mniej wiary było w graczach Sokoła i sytuacja kompletnie się odwróciła. Piłkarze MKP grali z coraz większym spokojem w tyłach, w ofensywie zaś inicjowali coraz groźniejsze ataki. Po jednym z nich w sytuacji strzeleckiej znalazł się Patryk Lofek i precyzyjnym uderzeniem wyprowadził swój zespół na upragnione prowadzenie. Dzieła w chwilę później dokończył A. Marcinkowski, zapisując na swoim koncie hat-tricka.

Obie ekipy stworzyły widowiskowy spektakl, w którym nie brakowało niespodziewanych zwrotów akcji i kluczowych zagrań – powiedział po końcowym gwizdku tymczasowy szkoleniowiec MKP K. Tabak. – Cieszymy się z tego zwycięstwa, gdyż choć od początku byliśmy stroną przeważającą, to jednak kiedy zjadła nas presja, losy meczu potoczyły się w złą stronę. Widać było jednak cały czas odpowiednią koncentrację i wiarę w końcowe zwycięstwo. Z całą pewnością pomogło nam trochę szczęście, ale ono przecież sprzyja lepszym. Mimo dość dramatycznego początku uważam, że zespół w pełni zasłużył na zwycięstwo i gratuluję tego wszystkim piłkarzom.

Pozostałe wyniki: Piast – Bielawianka 2-2; Orzeł Z. – Pogoń 1-5; Sokół W.L. – Karolina 6-1; Polonia-Stal – Orzeł S. 1-0; Kobierzyce – Unia 3-1; Bystrzyca – Wiwa 1-4.

1.

Foto-Higiena Gać

14

40

39-12

2.

Polonia-Stal Świdnica

15

35

26-10

3.

Wiwa Goszcz

15

25

32-21

4.

Unia Bardo

15

24

33-26

5.

Pogoń Oleśnica

15

22

27-24

6.

Victoria Świebodzice

14

22

26-19

7.

Sokół Wielka Lipa

15

21

28-23

8.

Bielawianka Bielawa

15

21

24-21

9.

MKP WOŁÓW

15

21

24-24

10.

GKS Kobierzyce

15

21

33-23

11.

Karolina Jaworzyna Śl.

15

20

22-29

12.

Orzeł Ząbkowice Śl.

15

20

20-22

13.

Bystrzyca Kąty Wr.

15

16

16-32

14.

Sokół Marcinkowice

15

9

13-30

15.

Piast Nowa Ruda

15

8

13-33

16.

Orzeł Sadowice

15

7

11-38

Reklama
Reklama