Chcą znowu odłączyć się od powiatu wołowskiego

Czy powiat wołowski przetrwa tę burzę? Nasi samorządowcy są spokojni. Twierdzą, że to kolejne show wójt Krysowatej. Jednak procedury ruszają. Gdyby gmina odłączyła się od powiatu, temu groziłaby nawet likwidacja. Do niej jednak jest daleko. Wójt gminy Lubin na pytanie Kuriera Gmin o współpracę z powiatem lubiński otwarcie ją krytykuje i pokazuje, jak od środka wygląda tam życie.

Powiat wołowski ponownie musi zmierzyć się ze starym problemem. W ubiegłej kadencji najpierw włodarze Brzegu Dolnego szantażowali odłączeniem się od niego za to, że powiat chciał im zlikwidować szkołę. Później do akcji przyłączyło się Wińsko, którego wójt twierdziła, że starostwo nie dba o interesy jej gminy, a mieszkańcy już dawno żyją sąsiednim powiatem, czyli Lubinem. Temat jak bumerang wrócił w tej kadencji. Wójt Wińska oficjalnie mówi, że chce się odłączyć od powiatu wołowskiego. W tej sprawie pojechała pod koniec stycznia na sesję rady powiatu lubińskiego, gdzie można ją obejrzeć w telewizji lubińskiej jak przekonuje tamtejszych radnych o słuszności swojej decyzji. Mówiła o tym, że mieszkańcy pracują w Lubinie, a podatki płacą do powiatu wołowskiego, że chodzą do szkół, korzystają ze służby zdrowia w powiecie lubińskim, więc naturalnym jest, aby do niego się przyłączyć.

Będą konsultacje z mieszkańcami

Aby rozpocząć procedurę zmiany powiatu, radni gminy i obu powiatów wołowskiego i lubińskiego muszą podjąć stosowne uchwały do 31 marca tego roku. Następnie muszą być przeprowadzone konsultacje z mieszkańcami. Następnie wniosek trafi do wojewody i do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a decyzje musi podjąć Rada Ministrów. Gdyby wszystko poszło po myśli wójt, już w tym roku musiałaby zapaść decyzja o przyłączeniu lub nie do nowego powiatu.

Samorządowcy z Wołowa po tym jak zorientowali się, że wójt nie żartuje i działa, rozpoczęli też ze sobą rozmowy o ewentualnym zatrzymaniu jej zapędów.

– W gminie Wińsko mieszka około 8400 osób, stanowi to 18% populacji powiatu wołowskiego (47 tys. osób) – komentuje Janusz Dziarski, starosta powiatu wołowskiego. – Pani wójt powtarza, że 70% mieszkańców gminy Wińsko pracuje na terenie powiatu lubińskiego. Nie może być to prawdą – dodaje starosta Dziarski. – Na terenie tego powiatu pracuje niewiele ponad 300 osób. Oznaczałoby to, że z terenu gminy Wińsko pracuje tam zarobkowo około 460 osób. Bezrobotnych w gminie Wińsko jest około 450. Z tego wniosek, że odsetek 70% pracujących w powiecie lubińskim jest mocno przesadzony. W 2018 roku nasz Wydział Gospodarki Nieruchomościami prowadził 109 spraw dotyczących ochrony gruntów rolnych obejmujących nieruchomości położone w gminie Wińsko. W 2018 r. dla Inwestorów z terenu gminy Wińsko zostało wydanych łącznie 70 decyzji o pozwoleniu na budowę, natomiast zgłoszeń przystąpienia do budowy lub wykonania robót budowlanych wpłynęło łącznie 209. W latach 2015-2018 na terenie gminy Wińsko powiat wołowski zainwestował w infrastrukturę ponad 6,8 mln zł, co stanowiło 30% tego rodzaju wydatków powiatu. Mieszkańcy zaś stanowią jedynie 18% populacji – tłumaczy starosta.

– To, że ktoś jeździ czy pracuje w innym powiecie, nie oznacza, że zaraz trzeba przenosić gminę. Idąc takim tokiem myślenia, Warszawę już dawno należałoby podzielić – śmieje się inny samorządowiec.

Ale jeden z radnych gminy Wińsko, mówi że nie jest mu do śmiechu, bo ludzie mogą nawet w 70 proc. poprzeć pomysł wójt o przyłączeniu się do Lubina, bo w sumie jest im obojętne, gdzie jest ich powiat. A skoro już jeżdżą tam do pracy, to do razu załatwiają tam swoje sprawy. A ludzie lubią zmiany, bo może coś za zmianami nowego przyjdzie – spekuluje.

Zapytany o sprawę radny powiatu z Wińska Artur Fojt i o to, czy może już zamierza się zrzec mandatu radnego powiatu wołowskiego, skoro wójt Wińska, z którą jest kojarzony, chce z niego wyjść, odmówił komentarza. – W związku z regulacjami zawartymi w ustawie Prawo o notariacie, jako aplikant notarialny, nie mogę bez zgody Rady Izby Notarialnej udzielać wywiadów środkom masowego przekazu, tj. radiu, prasie i telewizji -napisał do redakcji Kuriera Gmin radny Artur Fojt.

Z kolei radny z gminy Wińsko Wojciech Medyński mówi, że gmina jest podzielona. Część osób nie wyobraża sobie przejścia do powiatu lubińskiego. – To, co się dzieje obecnie w Wińsku to działania polityczne pani wójt, ale każdy ma prawo je robić, a zobaczymy jak to się skończy – komentuje radny Medyński.

Polityka i pieniądze

Wójt Wińska widzi w powiecie lubińskim korzyści finansowe. Liczy, że bogaty powiat, który porównuje do mercedesa, da jej więcej pieniędzy na drogi, zapewni dojazd do miasta, gdzie mieszkańcy będą mieć lepszy dostęp do dobrej służby zdrowia. Od pewnego czasu starosta powiatu lubińskiego jest zapraszany na sesje rady gminy też do Wińska, fotografuje się z panią wójt. Co do argumentów merytorycznych, wyliczeń, planów i strategii na razie nie ma.

Politycznie sprawa nie wygląda za dobrze. 2019 rok to rok wyborczy, raczej zmiana okręgów wyborów zachwiałaby ich podziałem.

Czy trawa u sąsiada wygląda na bardziej zieloną? 
Zapytaliśmy wójta gminy Lubin Tadeusza Kielana, jak jemu współpracuje się z powiatem lubińskim.
Współpraca gminy Lubin z powiatem lubińskim daleko odbiega od oczekiwań samorządowców z gminy Lubin. Od kilku lat remonty dróg powiatowych na naszym terenie, realizowane są tylko dlatego, że gmina przekazuje na nie ponad 65% kosztów inwestycji. Te inwestycje realizowane są jednak bardzo opieszale, przetargi są często unieważniane. Na przykład w roku 2018 z przeznaczonych na remont dróg i chodników powiatowych 5 mln 600 tysięcy, powiat lubiński wykorzystał tylko 280 tysięcy. Przez ostatnie trzy lata gmina Lubin na mocy porozumienia prowadzi także bieżące zarządzanie drogami powiatowymi. Powiat przekazywał jednak zbyt mało pieniędzy, wielokrotnie bezskutecznie wnioskowano o zwiększenie dotacji. W roku 2018 powiat nie wywiązał się ze swoich zobowiązań, dlatego w grudniu 2018 roku zdecydowano o zerwaniu tego porozumienia. Od lipca 2019 roku zarządzanie drogami powiatowymi wróci więc do powiatu. Gmina Lubin współuczestniczy także we wspólnie organizowanej komunikacji i przekazuje na ten cel rocznie ok. 3 ml 200 tysięcy złotych.
Jak więc widać, współpraca polega na przekazywaniu pieniędzy powiatowi, który nie zawsze potrafi je skutecznie wykorzystać. W zakresie gospodarki komunalnej, oświaty i innych inwestycji nie prowadzimy od lat żadnej współpracy.
W ostatnich tygodniach gmina Lubin prowadzi wiele przedsięwzięć i inicjatyw w proteście przeciwko działaniom prezydenta Lubina, który mimo ostrego sprzeciwu mieszkańców, chce przejąć siedem najbogatszych sołectw gminy Lubin i zabrać tym samym 65% przychodów. Zagrozi to funkcjonowaniu gminy Lubin i może doprowadzić do jej likwidacji. Grupa radnych powiatowych zwróciła się w tej sprawie do władz i radnych powiatu lubińskiego, którzy odmówili przyjęcia apelu w tej sprawie. Na sesji Rady Powiatu nie udzielono nawet wójtowi głosu i nie chciano poznać stanowiska gminy Lubin.