Pod deszczem gwiazd. Tutaj będą pracownie, zaplecze hotelowe dla naukowców…

Przez ciemny bór galopowali dwaj mężczyźni. Dotarli na polanę, koło dzisiejszego Białkowa. Zastała ich noc. Położyli się pod drzewem. Nie mogli jednak zasnąć. Byli zachwyceni, bo niebo rozbłysło plejadą gwiazd.

– Tutaj zamieszkam – powiedział wędrowiec do towarzysza. Tutaj schronię się przed długami i tutaj będę wreszcie mógł oddać się obserwacji nieba.

Leo Wutschichowski był tym jeźdźcem. Pobudował w Białkowie pałac i obserwatorium, do którego szło się specjalnie wybudowanym przejściem.

Jak mówili tubylcy po to, żeby go czasem nikt nie napadł w drodze do teleskopów.

To legenda. Prawda jest całkiem inna, prozaiczna. Posiadłość, w skład której wchodziła wieś Belkawe, należała do rodziny, w sumie dostał ją w spadku. Stosowne dokumenty znajdują się w księgach wieczystych Wołowa.

Znany astronom chociaż amator

Leo Johann Erdmann urodził się w 1854 r. w Sankt Petersburgu. Jego ojcem był znany rosyjski lekarz Hermann Friderich Wutschichowski, matką zaś Natalie Elisabeth z domu Lamann. Oboje byli luteranami.

Na Śląsk nasz bohater przybył około 1880 r. a od 1881 został właścicielem posiadłości Belkawe (Białków). W 1883 r. ożenił się z Klarą Teresą z Miłoszyc koło Wrocławia.

Trzy lata później wyjechał do Peteresburga i pozostawał tam w “służbie cara”. Zaniepokoiło to władze Prus i pozbawiły go możliwości używania tytułu “von”.

Leo Wutschichowski systematycznie rozwijał swoje zainteresowania astronomią. Przez dwa lata bywał częstym gościem w głównym obserwatorium astronomicznym w Pułkowie.

Swoją pasję zmaterializował w postaci pałacu, a przede wszystkim w obserwatorium w swoim Białkowie.

Systematycznie uzupełniał w nim wyposażenie, tak, że w 1895 r. była to już nowoczesna placówka badawcza.

W Prusach postanowiono uporządkować działania uczelni zajmujących się astronomią. Komisja podzieliła obserwatoria na 3 kategorie i w tej trzeciej znalazł się Wrocław, któremu przypisano rolą edukacyjną, uzupełnianą badaniami w określonym zakresie. Ze względu na położenie i góry postanowiono, że obserwatorium wrocławskie nie zostanie zamknięte a nową stację wybuduje się w górach. Z tych planów nic nie wyszło, a gdy jesienią 1911r. prof. Julius Franz odwiedził Białków, aby z dala od dymów Wrocławia, obserwować komety, doszedł do wniosku, że może w plan badawczy włączyć to obserwatorium.

Leo zmarł w 1927r. Społeczność straciła astronoma filantropa, którego obserwatorium było otwarte dla zwiedzających. Wdowa po zmarłym zaproponowała Uniwersytetowi Wrocławskiemu kupno Białkowa. Zresztą astronom już hojnie obdarowywał Uniwersytet kosztownymi urządzeniami. Po śmierci Klary obserwatorium zrzekło się praw do zameczku, a w zamian otrzymało dawny dom dzierżawcy. Wcześniej Klara sprzedała już uczelni wszystkie urządzenia białkowskiego obserwatorium.

 

Obiektyw główny koronografu ( 53 cm)

Co to będzie?

– Nowoczesny ośrodek dydaktyczno- naukowy. Tutaj będą pracownie, tutaj będzie zaplecze hotelowe dla naukowców, którzy pracują na urządzeniach stacji – mówi prorektor ds. finansów i rozwoju prof. dr hab. Wiesława Niemiec.

Uniwersytet zgłosił swój projekt do grantu przyznawanego przez zarząd województwa. Akademia Astronomiczna i godne warunki pobytu dla uczonych pracujących na terenie Stacji w Białkowie to najważniejsze punkty tego programu. Wyposażenie pałacu w środki dydaktyczno-naukowe służące studentom i młodzieży odwiedzającej kompleks pałacowy.

Pałac obecnie nie jest zamieszkały. Niedawno wyprowadzono stamtąd pracownika, który zajmuje się administrowaniem i nadzorem. Dzisiaj naukowcy mieszkają podczas pobytu na stacji w dawnej willi nadzorcy siedziby Wutschichowskiego. Nie ma tam najlepszych warunków, a przecież , żeby praca naukowa mogła się rozwijać, potrzebne jest godne zaplecze hotelarskie dla poważnych uczonych z całego świata, bo tacy do Białkowa przyjeżdżają.

Pani rektor powiedziała, że w pierwszym rozdaniu , program odbudowy i rozbudowy stacji w Białkowie nie zyskał aprobaty władz województwa. Dopiero w drogim rozdaniu podjęto decyzję o dofinansowaniu ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego dla Dolnego Śląska rekonstrukcji założenia ogrodowo-parkowego, by w II turze otrzymać kolejną transzę na remont i adaptację pałacu. – W sumie to 5 milionów. Bardzo pomógł nam w tych staraniach program rewitalizacji gminy Wińsko. Wójt Jolanta Krysowata-Zielnica interesuje się projektem i jestem pewna, że współpraca z gminą będzie układała się jeszcze lepiej niż dotychczas.

– 5 milionów z potrzebnych 12. –  mówi pani rektor. – I z warunkiem, że ten I etap skończymy do 2020 roku. Czyli już w marcu powinny ruszyć prace przygotowawcze. A do tego potrzebne są drogi. Liczymy na to, że zarówno powiat jak i gmina nie zawiodą nas i zdążą z pomocą.

Uniwersytet przygotował oczywiście projekt przedsięwzięcia. Architekci robią ostatnie poprawki.

W pałacu będzie przede wszystkim baza naukowa. Fizyka heliocentryczna Nowocześnie wyposażone sale wykładowe i sale ćwiczeń.

W latach 60-tych i 70-tych XX wieku astronomowie wrocławscy starali się doprowadzić do budowy nowego obserwatorium uniwersyteckiego, które zamierzano ulokować na szczycie góry Wielka Sowa (1015 m n.p.m.) w paśmie Gór Sowich, około 70 km od Wrocławia. Wieloletnie, systematyczne badania wykazały, że miejsce owo charakteryzuje się niezłym astroklimatem. Niestety, ze względu na totalny krach PRL`u do budowy obserwatorium nie doszło, nadeszły jednak zamówione wcześniej instrumenty… Nowe instrumenty ustawiono “tymczasowo” w stacji obserwacyjnej w Białkowie. Niestety, niewielka wysokość terenu (140 m n.p.m.) i nie najlepszy astroklimat zmniejszają możliwość efektywnego ich wykorzystania. 60-centymetrowy reflektor astrofizyczny (produkcji firmy Carl Zeiss, Jena) wstawiono pod kopułę na miejsce wspomnianego wcześniej 20-cm refraktora, zaś dla koronografu wyprodukowanego w ówczesnym ZSRR, zbudowano nowy pawilon.

Teraz jest źle. Główny budynek pałacu wymaga natychmiastowego remontu. Nie nadaje się do użytku. Pseudogotycka bryła należy jednak do budowli zabytkowych, dlatego niezbędny jest nadzór architekta nad całością. Nie ma jednak mowy o jakichś zielonych szkołach czy kilkudniowym pobycie dla większych grup. Warunkiem dobrego funkcjonowania urządzeń astronomicznych są ciemności podczas obserwacji.

Gdyby jednak ktoś zdecydował się na budowę w Wińsku lub w okolicznej wsi schroniska młodzieżowego Uniwersytet Wrocławski z pewnością zadbałby o kilkudniowy projekt zajęć młodzieżowej akademii.

 

Droga. Tak nazywa się coś, czym dojedziemy do Białkowa

Droga widmo

Dzisiaj do Białkowa dojechać niełatwo. Jest owszem droga , ale wiedzie ona przez groblę. Wąska, pełna wybojów i osunięć.  Korzenie podnoszą część jej nawierzchni, część osuwa się do zarośniętych stawów. Jest jeszcze na dodatek wąska i nie ma mowy o tym, żeby dwa samochody osobowe wyminęły się a co dopiero autokary, jeśli w ogóle będą mogły tam wjechać. Kilku mieszkańców Białkowa już przyzwyczaiło się do tej sytuacji ale na przyszłość nie wygląda to najlepiej.

O drogę do Białkowa, drogę która należy do zasobów powiatu i powinna z jego środków być utrzymywana i remontowana tak naprawdę nikt się nie interesuje.

– Dzisiaj jest to bardzo ważny problem – mówi wicestarosta wołowski, Michał Gołąb.

– Na razie nie zrobiono nic – dodaje dyrektor Zarządu Powiatowego Dróg Paweł Czarny.

– A z tych wniosków do Morawieckiego? – dopytuje Gołąb.

Czarny mówi, że wnioski były trzy. We wnioskach nie wymagano nawet jakichś projektów. Chodziło tylko o wybranie lokalnych dróg np. wokół Wińska. Wnioski te poszły do Warszawy, ale nic z nich nie wyszło. Powiat nie dostał ani grosza.

Droga Wińsko-Żmigród jest w złym stanie. Cała, nie tylko jej odnoga do Białkowa. Dlatego kilka dni temu do starosty wołowskiego i do starosty trzebnickiego Żmigród i gmina Wińsko zwróciły się z prośbą o pilny remont. Droga ta łączy miejscowości w obu gminach z trasą S-5. Ponadto też ułatwi dostęp do właśnie remontującego się Białkowa, które zdaniem piszących burmistrza Żmigrodu i wójta Wińska jest wielką atrakcją turystyczną, mogącą wpłynąć na rozwój obu gmin.

Wróćmy do gabinetu wicestarosty. Paweł Czarny mówi, że sytuacja z dojazdem do Białkowa jest fatalna. O czym wiemy. Nie da się tej drogi poszerzyć, gdyż naokoło są bagna.

-Myśleliśmy o budowie parkingu dla autokarów przy szlaku 12740 ale do obiektu te 800 metrów turyści musieliby przejść po prostu pieszo.

Jest jeszcze inny pomysł, pomysł wójt Krysowatej by wybudować drogę Białków – Grzeszyn i żeby ruch odbywał się w jednym kierunku.

Co by nie powiedzieć, na razie pieniędzy na drogę 12740 nie ma. I na odcinek 12730, te 800 metrów do  pałacu – również.

Michał Gołąb zapewnia, że zrobi wszystko, by remont tej drogi stał się priorytetem dla władz powiatu. Ale czy mu się uda?

* * *

Reasumując. Uniwersytet będzie miał problemy by do marca zorganizować jakiś dowóz materiałów na budowę . Jest szansa, że pomoże wójt gminy Jolanta Krysowata-Zielnica, która traktuje poważnie inwestycję Uniwersytetu Wrocławskiego uważając, i słusznie, że jest to duża szansa na promocję gminy. Może nie aż taka, jak sądzi radny Zdzisław Miłuch, który twierdzi ,że zaraz nastąpi masowy wykup nieruchomości w sąsiednich wsiach, ale na tyle ważna, by pomagać inwestorowi ze wszystkich sił.

Bo jest to na pewno perła w koronie gminy, perła mogąca pokazać światu gminę Wińsko.

I wtedy duch Leo Witschichowskiego przestanie straszyć w murach pałacu.

Wojciech Romanowski