Reklama
Reklama

artur rLekarz weterynarii Artur Różycki wystąpi jutro w TVN24 w programie “Blisko ludzi” o godzinie 20.00. Chodzi o głośną sprawę przeprowadzanych przez niego adopcji zwierząt.

 

 

 

 

 

Przypominamy:

Pomagał zwierzętom, ma zapłacić grzywnę
Weterynarz Artur Różycki musi zapłacić grzywnę. Tak zdecydował sąd karny, który na wniosek policji i powiatowego lekarza weterynarii zarzucił mu, że nielegalnie prowadzi schronisko oraz bez zezwolenia przewozi zwierzęta.

Sprawa rozpoczęła się od wezwania Artura Różyckiego przez Krzysztofa Bulzackiego, powiatowego lekarza weterynarii, do zgłoszenia prowadzenia schroniska i zarobkowego transportu zwierząt. Artur Różycki odpowiedział na wezwanie zaznaczając, że nie prowadzi zarówno działalności polegającej na transporcie zwierząt, jak i prowadzeniu schroniska dla zwierząt. Krzysztof Bulzacki wydał jednak decyzję nakazującą wstrzymanie działalności polegającej na prowadzeniu schroniska i przewożenia zwierząt do czasu spełnienia określonych wymogów. Artur Różycki odwołał się od decyzji do Wojewódzkiego Inspektoratu Weterynarii, jednak ten urząd podtrzymał decyzję Powiatowego Lekarza Weterynarii.

Później policja skierowała wniosek do sądu o ukaranie za niezgłoszenie Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii prowadzenia działalności gospodarczej w postaci schroniska i transportu zwierząt.

– Wszystkie sprawy, które dotyczyły Artura Różyckiego zostały zakończone i skierowane do sądu w celu rozpatrzenia – informuje Piotr Lewucha, oficer prasowy KPP w Wołowie. Podkreślam, że nikt nie jest winny, jeśli nie został skazany prawomocnym wyrokiem. Artur Różycki może się odwołać od decyzji sądu – dodaje Piotr Lewucha.

Sąd zaocznie Wyrokiem Nakazowym uznał Artura Różyckiego za winnego i zarządził mu grzywnę w wysokości 700 zł.

Artur Różycki odwołuje się od wyroku. – Nie zrobiłem nic złego i dalej będę robił to, co robię. Nie wiem czy mogę prowadzić swoją działalność.  Wiem, że pomagam zwierzętom i dalej będę to robił.  Schroniska nie prowadzę i zarobkowo zwierząt nie przewożę. Ja tylko pomagałem i będę pomagał bezdomnym zwierzętom, jako lekarz weterynarii to moje powołanie – mówi Artur Różycki.

– Jest to normalne postępowanie, że organ administracji państwowej w przypadku stwierdzenia nieprawidłowości ma obowiązek przekazać sprawy policji. To wynika z ustaw: z kodeksu postępowania w sprawach o wykroczeniach oraz z ustawy o ochronie zdrowia zwierząt i z drugiej, o inspekcjach weterynaryjnych. W związku z przepisami złożyłem donos reprezentując organ administracji państwowej – komentował Bulzacki.

 

—————-

Mieszkańcy stanęli murem za weterynarzem
Weterynarz Artur Różycki musi zapłacić grzywnę. Tak zdecydował sąd. Mieszkańcy zareagowali od razu. Na naszym profilu na Facebooku deklarują pomoc dla pana Artura.

 Artur Różycki, lekarz weterynarii, zgodnie z nakazem sądu musi zapłacić grzywnę w wysokości 700 zł. Sąd, po wnioskach policji i powiatowego lekarza weterynarii, zarzucił mu, że nielegalnie prowadzi schronisko oraz bez zezwolenia przewozi zwierzęta. Artur Różycki odwołuje się od wyroku i zaznacza, że nie robi nic złego, po prostu pomaga zwierzętom. Po naszym artykule był tak wielki odzew, który zaskoczył samego Artura Różyckiego.- Przerosło to moje oczekiwania – mówi.

Mieszkańcy negatywnie odnosili się do decyzji sądu i urzędników. – Wszystkiego się czepiają, ale żeby pomóc nie ma nikogo. Jesteśmy z panem – komentowała pani Alicja, na naszym profilu na Facebooku.- Szkoda że żyjemy w kraju, w którym za bezinteresowną pomoc zwierzakom trzeba płacić – pisała pani Kasia.

W naszej redakcji pojawiła się pani Elżbieta Wądrzyk, mieszkanka Baszyna, która odpowiedziała, jak pan Artur pomaga zwierzętom. – Jest człowiekiem wielkiego serca, jest właściwym człowiekiem, na właściwym miejscu. Ludzie podrzucają mu zwierzęta, a on je ratuje, udziela im pomocy. Robi to wszystko na własny koszt. Nie afiszuje się z tym, ale czeka na ludzi dobrego serca, którzy zaadoptują zwierzęta, stworzą im dom – mówiła pani Elżbieta. To, jak został potraktowany przez urzędników, jest wielce niesprawiedliwe i krzywdzące – dodała.

Do naszej redakcji zgłosili się również mieszkańcy, którzy chcą zorganizować składkę w celu zapłacenia grzywny za Artura Różyckiego.  Ten dziękuje za pomoc, jednak prosi o niezbieranie pieniędzy. – Gdybym zapłacił  grzywnę przyznałbym się do winy, a przecież nie zrobiłem nic złego – mówi lekarz.

Od zawsze kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie innego zawodu

11152Kurier Gmin: Nasz artykuł o panu wywołał ogromny odzew wśród mieszkańców. Czuje pan ich wsparcie? 

Artur Różycki: Tak, odzew przerósł moje oczekiwania. Jestem zaskoczony takim poparciem i wsparciem ludzi. Jest to dla mnie bardzo miłe i pragnę wszystkim bardzo podziękować. Jest to też dla mnie zobowiązanie do dalszej pracy i niesienia pomocy potrzebującym zwierzętom.

 K.G: Zapadł wyrok, otrzymał pan grzywnę. Jak pan sobie radzi z tą sytuacją, z przesłuchaniami, z wyrokiem? 

 A.R: Oczywiście, że czuję się źle. Przesłuchanie było niezręczne dla mnie i policjantów, z którymi od lat biorę udział w różnych interwencjach związanymi ze zwierzętami. Wyrok, na szczęście  nakazowy. Cała ta sprawa jest dla mnie bardzo męcząca, ale mam nadzieję, że prawda obroni się sama i w końcu będę mógł w spokoju robić to, co robię od lat! Bez oskarżeń i ciągłego uprzykrzania życia.

 K.G: Czy dalej będzie pan robił to, co robi, czy raczej zakończy działalność? Będzie się pan odwoływał?

 A.R: Oczywiście że będę dalej robił to, co robię! Mam nadzieję, że mieszkańcy naszego powiatu również nie zaprzestaną  pomagać – adoptując nasze zwierzaki. A od wyroku się odwołałem podając wyczerpujące uzasadnienie. Liczę na uniewinniający wyrok, bo czuję się niewinny, nie zrobiłem nic złego.

 K.G: Od jak dawna pomaga pan zwierzętom? Skąd u pana takie zaangażowanie? 

A.R.: Zwierzętom pomagam od dziecka. Jako kilkuletni chłopiec niosłem przez ruchliwą jezdnię  bezdomnym psom miskę z zupą. Wracając zostałem potrącony przez samochód – być może była to dla mnie przestroga. Jako lekarz weterynarii działam od 2001 roku. W gminie Brzeg Dolny, w której zaczynałem, była taka potrzeba, dlatego wspólnie z ówczesnymi władzami stworzyliśmy zarys programu, który z pewnymi modyfikacjami działa do dziś. A to, że działa dobrze, potwierdzają kolejne gminy, w których program wprowadziliśmy. Oczywiście można go poprawiać i modyfikować, ale nie powinno się go likwidować, jakby chciał urzędnik. Czy logiczne jest wiezienie psa do schroniska oddalonego o kilkaset kilometrów, skoro można znaleźć mu dom w okolicy lub budowanie kosztownego schroniska, skoro wszyscy razem udowodniliśmy, że można inaczej!? Liczby nie kłamią w ubiegłym roku jako członek Help Animals oddałem do adopcji ponad 100 psów i kotów, a w tym roku już ponad 130. Od zawsze kochałem zwierzęta i nie wyobrażam sobie innego zawodu. To bardzo miłe uczucie gdy widzę szczęście zwierząt, którym znalazłem dom oraz szczęście ich właścicieli. To są chwile, dla których warto żyć. Polecam każdemu pomaganie zwierzętom, to ogromna satysfakcja i przyjemność, choć bywają i trudne chwile.

 K.G: Jaki ma pan plan działania na następne tygodnie? 

 A.R: Robię swoje. Czekam na rozprawę. Zastanawiam się nad wykorzystaniem tego potencjału społecznego wsparcia do stworzenia projektu ustawy o ochronie zwierząt tak, aby ludzie pomagający zwierzętom nie byli szykanowani przez zasłaniających się prawem złośliwych urzędników. Skoro w wielu gminach podobny do naszego system działa, tylko być może jest inaczej opisany, inaczej nazwany i są tam urzędnicy, którzy rozwiązują problemy, a nie je stwarzają, to u nas albo trzeba zmienić przepisy, albo urzędników.

 

kurier_gmin_na_strone_d.a

 

Reklama
Reklama
?