Reklama
Reklama
Jak za publiczne pieniądze szkalowano mieszkańców i prywatne firmy

 

Jolanta Kaleta z Brzegu Dolnego po prawie dwóch latach wygrała proces o naruszenie dóbr osobistych z byłym wydawcą tygodnika “Puls”, który miał swoją siedzibę w starostwie za czasów Marka Gajosa. Wyrok zapadł za artykuły, które – jak zeznała w procesie redaktor naczelna – były napisane przez urzędników starostwa i za które płacono im z publicznych pieniędzy.

Sprawę sądową redaktor naczelnej “Pulsu” i prezes spółdzielni socjalnej, która wydawała gazetę, założyła Jolanta K., mieszkanka Brzegu Dolnego, która prowadziła niegdyś salę weselną. Straciła biznes przez decyzje administracyjne. Została opisana przez urzędników w gazecie. Artykuły sugerowały powiązania i kumoterstwo powódki z urzędnikami starostwa oraz zarzucały jej nieuczciwe i bezprawne postępowanie na szkodę interesu publicznego i prywatnego.

Płaciło starostwo i gmina Brzeg Dolny

Po wyborach przegranych przez byłego już starostę Marka Gajosa, gazeta upadła. Jak stwierdziła w sądzie była redaktor naczelna, był to “za drogi interes”.

Starostwo powiatowe miało wykupione strony w “Pulsie” gdzie mogło umieszczać swoje treści. Płaciło Spółdzielni, miesięcznie 3 000 zł. Redaktor naczelna zeznała w sądzie, że artykuły dotyczące mieszkanki Brzegu Dolnego znajdowały się na stronach wykupionych przez starostwo, ale nie było przy nich informacji, że są to materiały starostwa, co już nie jest zgodne z prawem, bo ustawa prawo prasowe nakazuje oddzielać treści redakcyjne od opłaconych.

Swoją stronę w “Pulsie” miała również wykupiona gmina Brzeg Dolny – za 1 500 zł brutto miesięcznie. Sprawami dotyczącymi przekazywania materiałów do gazety zajmowała się Małgorzata B., urzędniczka, obecnie zatrudniona przy wydawaniu gazety samorządowej w Brzegu Dolnym.

Sąd przyznał rację mieszkance

Wydział Cywilny Sądu Okręgowego we Wrocławiu, 20 maja tego roku wydał wyrok, w którym zobowiązał pozwaną Annę K. i spółdzielnię socjalną “Impuls” do zamieszczenia na ich koszt na stronie “Kuriera Gmin” przeprosin w związku z artykułami publikowanymi w lipcu i sierpniu 2014 roku “Kto stworzył sitwę?”, “Jak “Kurier Gmin” stał się maczugą polityczną” i listem “Prawda z innej strony”. Sąd zasądził także zapłatę po 5 000 zł na rzecz powódki.

Sąd orzekł, że artykuły były krzywdzące dla powódki, przedstawiały jej osobę i prowadzoną przez nią inwestycję w atmosferze sensacji rzekomych nadużyć i powiązań. “Informacje nie zostały w żaden sposób zweryfikowane, nikt bowiem nie kontaktował się z powódką celem zweryfikowania informacji wskazanych w artykule” – czytamy w uzasadnieniu.

Sąd wskazał, że artykuły zawierają szereg nieprawdziwych informacji. “Opublikowany artykuł w swej treści jest sformułowany napastliwie, podważający uczciwość i dobre imię powódki, zawiera w swej treści szereg nieprawdziwych informacji, stawiających w niekorzystnym świetle powódkę (…)” – uzasadnia sędzia Krzysztof Rudnicki. Sąd wskazał również, że bez zgody powódki posłużono się jej imieniem i nazwiskiem.

Jak awansowała na redaktor naczelną

 Spółdzielnia socjalna, która wydawała gazetę, została stworzona w 2013 roku.  Członkami spółdzielni socjalnej zostało pięcioro bezrobotnych z powiatu wołowskiego. Redaktorem naczelnym kobieta, która wcześniej odbywała straż w wydziale architektury starostwa. Pieniądze na powołanie spółdzielni pochodziły z Wojewódzkiego Urzędu Pracy, który przekazał je Fundacji Ekonomii Rozwoju Społecznego w Wałbrzychu. Według projektu spółdzielnia musiała istnieć przez rok.

Spółdzielnia zajęła się między innymi wydawaniem gazety. W dwutygodniku pojawiały się artykuły oczerniające działania konkurencyjnych do starosty polityków, prywatnej spółki wydającej gazetę Kurier Gmin oraz mieszkankę Brzegu Dolnego Jolantę K., która nigdy nie pełniła żadnych funkcji publicznych i nie brała udziału w życiu samorządowym. Była zwykłym mieszkańcem i przedsiębiorcą.

Jolanta K. zeznała, że nigdy nie godziła się na publikację swojego wizerunku w tej gazecie. Powiedziała, że nikt z gazety “Puls” nie prosił jej o żadne dokumenty, ani stanowisko w tej sprawie.

– To jest stek kłamstw, nieprawdy i insynuacji – mówiła w trakcie rozprawy. – Bez problemu byłam identyfikowana na podstawie tych artykułów w mieście. Zostałam pokazana jako osoba, która lekceważy ludzi i chce tylko zarabiać pieniądze. Wiele znajomych się od nas odwróciło. Pogorszył się mój stan zdrowia. Takie artykuły w 15–tysięcznym miasteczku przyklejają łatkę na długo. Była to gazeta absolutnie polityczna, wydawana na potrzeby Marka G.

Kto krył się za pseudonimem: Pola, Ala a może Ola?

Podczas rozprawy Anna K. zeznała, że artykuł “Kto tworzy sitwę”, w sprawie którego została założona sprawa o naruszenie dóbr osobistych, nie był napisany przez pracowników spółdzielni socjalnej “Impuls”.

 – Nikt ze spółdzielni tego artykułu nie napisał. Ten artykuł ukazał się na stronach wykupionych przez starostwo w Wołowe. Swoje artykuły, jeżeli już zdarzyło się, że je pisałam, zawsze podpisywałam inicjałem “A.K.”. Ania W. jeżeli pisała na temat Brzegu Dolnego to było “A.W.”. I Marta W. – K. miała “M.W.K.”. Marcin J. – “M.J.”. I jeżeli my pialiśmy te artykuły, to faktycznie się pod nimi podpisywaliśmy. Zeznała, że artykuł dotyczący Jolanty K. konsultowała z Krzysztofem W., ówczesnym kierownikiem wydziału architektury w starostwie.

Pełnomocnik Jolanty K. pytał w trakcie procesu Annę K., czy wie kim jest “Pola”, czyli autor artykułu, który dotyczył powódki.

 – Generalnie artykuły, które były nadsyłane przez starostwo, miały tego typu podpisy. Rzadko były to inicjały. Czasem był to “mars”, czasem była “Pola” , “Ala” czy “Ola” – zeznała redaktor naczelna “Pulsu”. Dopytana czy ustalała kto kryje się pod pseudonimem “Pola” powiedziała, że to nie wchodziło w zakres jej obowiązków ponieważ materiał był publikowany na stronach wykupionych i nie wie kim była ta osoba.

Wyrok nie jest prawomocny. Strony przegrane w pierwszej instancji odwołały się od niego.

Jak duzi chłopcy bawili się w małych dziennikarzyProces wygrała Jolanta Kaleta. Dostała zadośćuczynienie 5 tys. zł. Gdyby Kurier Gmin podał byłą już “redaktor naczelną” do sądu, za kolejne pomówienie, o “niepublikowaniu jakiś artykułów”, pewnie by dostał kolejne 5 tys. Ale to w całej tej sprawie wydaje się to już mało ważne. Czytając zeznania, odsłaniające żenujące kulisy tworzenia artykułów, nieznajomości prawa prasowego, dziennikarstwa, można tylko współczuć ludziom, którzy stali się narzędziem w rękach władzy. W Wołowie gazeta upadła, a starosta przegrał wybory z kretesem. Ale panów to niczego nie nauczyło. W Brzegu Dolnym powstała nowa gazeta samorządowa z następnymi kozłami ofiarnymi, popisującymi się pod artykułami szkalującymi innych. Jak widać autorytet władzy jest większy niż rozum.
Reklama
Reklama