Napisała i wydała książkę

Ciepła, rodzinna a zarazem silna podpora rodziny
“A miało cię nie być” to dzieło Małgorzaty Tokarz, wołowianki, która opowiada losy kilku pokoleń swojej rodziny. Zapraszamy do rozmowy.

– Trzymasz w ręku swoją książkę. Co czujesz?
– Jest to wielki stres, wszystko bym w niej zmieniła, poprawiła i zaczęła od nowa.

– Ile czasu ją pisałaś?
– Pisanie trwało około trzech lat. Zbierałam informacje od mojego taty, który jest gawędziarzem i pięknie opowiada. Wszystko to nagrywałam i spisywałam. Później ciągnęłam za język mamę niechętnie mówiącą o przeszłości. Do tego dołączmy wizyty w Bieszczadach i opowieści wuja Henia o przedwojennym życiu nad Bugiem, o Wołyniu. Jest to zlepek opowieści zbieranych od kilku lat. Pisałam ją ołówkiem w zeszytach, na komputer przepisywałam w wołowskim Lustro Cafe. Gdyby nie pomoc Krzysia Stelmarczyka, to ta książka nigdy by nie powstała. Dziękuję mu za wszystkie kłótnie, spory i za to, że był ze mną cały czas.

– Ta książka to cenne wspomnienia, ratowanie historii od zapomnienia. Zdajesz sobie sprawę z wielkości tego działania, na pozór prostego i zwyczajnego? To świadectwo dla przyszłych pokoleń.
– Wiedziałam, że aby wspomnienia były zachowane muszę je spisać, aby nie uciekły. I tak wiele opowieści nie zostało umieszczonych w tej książce. Było ich za dużo. Mam nadzieję, że wnuki, prawnuki to docenią.

– Jesteś wdzięczna za?
– Jestem wdzięczna swoim rodzicom, bratu, rodzinie za to, że jestem, jaka jestem. Mama zawsze mi powtarzała, że jestem szalona jak jej brat Henio, że jesteśmy do siebie podobni jak dwie krople wody.

– Pamiętasz wiele szczegółów z dzieciństwa. Na ile to dar, a na ile przekleństwo?
– Drobiazgowe wspomnienia z dzieciństwa to czasem dar a czasem przekleństwo. Ale dobrze, że je mamy, ja nigdy niczego nie żałowałam, nawet tego, że miałam cienką skórę, co sprawiało, że było mi trudniej.

– Jaki masz przepis na podtrzymanie rodzinnych tradycji, więzi, relacji?
– Przepis na dobre relacje – nie zadawać zbyt wielu pytań, akceptować ludzi takimi jacy są, razem z ich wadami, doceniać zalety, organizować rodzinne zjazdy, spotykać się.

– Z całą świadomością twierdzę, że jesteś zasłużona dla Wołowa. Tworzyłaś pracę pedagogiczną na jego terenie. Co było wtedy najważniejsze?
– Kochałam swoją pracę, dawała mi niezależność i możliwość pomagania tym najmłodszym, czasem najsłabszym. Przecież to oni są najważniejszymi elementami całego systemu społeczeństwa. Zobaczyć małe troski to wielka rzecz.

– Spotykasz swoich wychowanków?
– Często spotykam swoich uczniów, uśmiecham się do nich i myślę, że nieźle mnie wspominają, a to jest dla mnie najważniejsze.

– Kochasz ludzi, życie – to widać. Masz wielu przyjaciół, dużą rodzinę. Sporo z nich odeszło. Kogo z nich ci najbardziej brakuje?
–  Najbardziej mi brakuje Krysi Stępkowskiej i mojego taty chrzestnego, wuja Henia z Bieszczadów. Niestety nie doczekał się tej książki, odszedł trzy miesiące wcześniej. Bieszczady bez niego już nigdy nie będą takie same.

– Recepta Gosi Tokarz na udane życie?
– Kochać ludzi jak moi rodzice – Janeczka i Stefcio, kochać podróże jak babcia Szpilka i godzić się z tym co przynosi los.