“Nie pozwolę, by Brzeg Dolny i PiS znów podnieśli rękę na Wołów”. Rozmowa z Dariuszem Chmurą, burmistrzem Wołowa

– Jest pan najdłużej rządzącym włodarzem w powiecie wołowskim. To już trzecia kadencja. Nie ma pan kryzysu? Mówili o nim na ostatnim kongresie samorządowym zorganizowanym przez marszałka województwa wójtowie, burmistrzowie, prezydenci miast. Prezydent Lubina żartował, że nie miał z kim przegrać, bo jego konkurentami byli bezrobotni. Mamy kryzys samorządu?  

– Trzecia kadencja pełnienia funkcji to ogromne wyróżnienie. Postawiłem na bardzo odważny plan modernizacji infrastrukturalnej gminy. To przyniosło zamierzony efekt. Ponad 120 milionów złotych zrealizowanych inwestycji – przebudowa dróg, chodników, budowa ścieżek rowerowych, modernizacja wszystkich obiektów użyteczności publicznej, ale i także poważna zmiana wizerunku wołowskich wsi. Po ostatnich wyborach samorządowych, a także po latach doświadczeń na stanowisku stwierdzam, że aspekt społeczny jest równie ważny jak duże inwestycje. Zatem konsultacje społeczne będą w większym zakresie prowadzone.

– Samorządy ostro krytykują rząd za brak pieniędzy na oświatę, służbę zdrowia, czy za podwyżki opłat za śmieci. Czy mieszkańcy Wołowa też odczują tę zapaść?

– Dziś możemy mówić o kryzysie w samorządzie. Stale wzrasta koszt oświaty, pojawił się kolejny chaos związany z gospodarką odpadami, problemy służby zdrowia, zmniejszające się udziały w podatku PIT, wzrost płacy minimalnej. To generuje stale zwiększające się wydatki bieżące. Samorząd w ostatnim czasie dba o problemy administracji rządowej. Musimy dokładać do służby zdrowia, chociaż Trybunał Konstytucyjny orzekł przed paroma tygodniami, że jest to niezgodne z Konstytucją. Dokładamy więc do zakupu wozów bojowych dla straży pożarnej (OSP), samochodów dla policji. Rząd tymczasem dokłada nam zadań, nie zapewniając finansowania. Ciągle zmieniające się prawo skutecznie utrudnia wykonywanie podstawowych zadań gminy. To wszystko powoduje, że większość samorządowców odczuwa to jako ingerencje państwa w kompetencję samorządu. Również mieszkańcy Wołowa odczują skutki podwyżek, ponieważ żyjemy w jednym organizmie gospodarczym.

– W jaki sposób to nas dotknie?

– W Wołowie nie możemy mówić o zapaści, ponieważ przez lata prowadziliśmy racjonalną politykę finansową. Jeśli się zadłużaliśmy, to tylko w celu realizacji inwestycji. Oświata jest zadaniem samorządu, ale finansowanie dobrej edukacji powinno być przez rząd. W tym roku na system oświaty wydaliśmy blisko 30 milionów złotych, a subwencja od rządu sięgnęła 15 milionów złotych. W przyszłym roku budżet oświaty to już 32 miliony złotych, a tymczasem subwencja spadła do 12 milionów. Gdzie są więc zapowiadane przez rząd zwiększone środki na edukację dzieci? Z tych 32 milionów aż 29 milionów stanowią wynagrodzenia nauczycieli i personelu szkół.

Gospodarka odpadami to kolejny bardzo trudny temat, który musimy rozwiązać. Oprócz uregulowań krajowych mamy w nim również aspekt wewnętrzny, gminny. Od przyszłego roku gmina nie ma możliwości dokładania z budżetu do systemu gospodarki odpadami. W roku 2019 r. przy stawce 18 i 36 zł w systemie zabraknie blisko 1 800 000 zł. Przewidywałem tę sytuację pozyskując dofinansowanie na budowę Subregionalnej Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych, czyli sortowni. Teraz przypomnijcie sobie Państwo, kto w Wołowie mówił, że to nie sortownia a spalarnia. To osoby z ugrupowania Pawła Czarnego powinny dziś tłumaczyć mieszkańcom, że chcąc dojść do władzy zbuntowali społeczeństwo, czego efektem jest niewydolny system. Mogliśmy zarabiać na segregacji, mogliśmy skutecznie ciąć koszty gospodarki odpadami. Oddaliśmy 15 milionów złotych dofinansowania, a dziś panowie Czarny i Bujacz, panie Świątek, Racka czy Łukaszewska będą mnie krytykować, że musimy podnosić ceny? Mam nowe rozwiązania, ale będziemy tym razem działać całkowicie inaczej. Edukacja, konsultacje i działanie.

 – Co dalej ze służbą zdrowia? Z pana inicjatywy zebrano kilka tysięcy podpisów. I co dalej?

– Co do służby zdrowia, to oglądając jakikolwiek program informacyjny widzimy sytuację w kraju. Podwyżki dla lekarzy, podwyżki dla pielęgniarek bez zabezpieczenia finansowego w kontraktach, brak lekarzy. Mamy kryzys. Służba zdrowia to zadanie powiatu, ale my jesteśmy gotowi, aby jeszcze mocniej wziąć ciężar odpowiedzialności. Byle by tylko zapewnić mieszkańcom gminy Wołów godne warunki leczenia i pomoc. Do 6 grudnia prezes PCM pan Piotr Burdach, wybrany z namaszczenia władz Brzegu Dolnego, ma przygotować plan restrukturyzacji spółki. W ramach oddolnej inicjatywy mieszkańców zebrałem ponad 4 tysiące podpisów. Dlaczego? Ponieważ nauczony doświadczeniami lat dwutysięcznych nie pozwolę na wyprowadzenie z naszej gminy żadnego oddziału. Pamiętam zaoranie wołowskiej chirurgii, drugi raz taki numer nie przejdzie. Koalicja rządząca w powiecie, czyli władze Brzegu Dolnego i Prawo i Sprawiedliwość mają obecnie obraz sprzeciwu, jaki ich czeka, kiedy po raz kolejny podniosą rękę na gminę Wołów. My dotrzymujemy słowa. Przekazaliśmy w tym roku ponad 700 tysięcy dla spółki, zgodnie z umową. Tymczasem zarówno nowy zarząd, jak i jego mocodawcy nie dotrzymali słowa w sprawie wynagrodzeń personelu rehabilitacji. To jedyny oddział, który przynosi zysk dla spółki. Być może w ich interesie jest, aby personel po raz kolejny odszedł od łóżek. W Brzegu Dolnym sprzedano cześć szpitala prywatnemu podmiotowi, zajmującemu się rehabilitacją, a wnioski pozostawiam mieszkańcom.

–  A na co nie będzie w przyszłym roku pieniędzy?

– To będzie trudny rok budżetowy, ponieważ chcę złapać złoty środek między racjonalizacją wydatków bieżących, a dalszym inwestowaniem w infrastrukturę. Dokładnie przyjrzeliśmy się wydatkom na oświatę, jest tu niewielka możliwość dokonania korekt. Dlatego popieram apel samorządowców do rządu o zwiększenie finansowania oświaty. Ograniczymy wydatki na wynagrodzenia. To nie będą popularne decyzje, ale odpowiedzialne. Musimy niestety zmniejszyć liczbę etatów w samym urzędzie, w instytucjach kultury, jednostkach organizacyjnych. Nie wyobrażam sobie przerzucać ciężaru zmian w samorządzie na barki mieszkańców, zwiększając podatki czy inne daniny. Szanuję zdanie Łukasza Ciołka, ale wypowiadając się o zwiększeniu podatków w gminie znacząco się myli. Wiem, że jak ogląda się gminę Wołów zza przyciemnionej szyby służbowego samochodu spółki skarbu państwa, świat wygląda inaczej. Zamiast krytykować politykę podatkową gminy powinien apelować do kolegów z partii o środki na oświatę, edukację, inwestycje.

– Od kiedy starosta z Wołowa jest na zwolnieniu lekarskim (w październiku miał wylew, – przyp. red.), powiatem rządzi wicestarosta Jarosław Iskra z Brzegu Dolnego. Jaki ma to wpływ na gminę?

– Pan Jarosław Iskra to młody, wykształcony człowiek i jestem przekonany, że gdyby pracował w gminie Wołów, to również dostałby szansę rozwoju. Szkoda mi tylko, że energia i wiedza, którą mógłby wnieść do pracy Starostwa Powiatowego jest skutecznie tłamszona. Sekretarz Andrzej Nejman, którego mieszkańcy gminy Wołów doskonale znają i nie raz ocenili go w wyborach, według mojej opinii nie powinien mieć istotnej roli w kształtowaniu samorządu. Podczas nieobecności Janusza Dziarskiego to właśnie on, z tylnego siedzenia zarządza starostwem. Szkoda mi również, że starsze pokolenie, wychowane na antagonizmie Wołowa i Brzegu Dolnego skutecznie blokuje możliwość porozumienia się samorządów. Liczę, że kiedy Stanisław Jastrzębski i jego otoczenie zejdą z politycznej sceny to wszystko wróci do normy. Januszowi Dziarskiemu życzę powrotu do zdrowia, a Jarosławowi Iskrze życzę wielu sił. Boję się, że brak merytorycznego wsparcia może go wiele kosztować osobiście. Niestety, to on ponosi odpowiedzialność za decyzje, które podejmuje się obecnie poza Zamkiem Piastowskim.

– Odsunięcie Pana radnych od decydowania w powiecie to jakaś zemsta kilku radnych z Wołowa na panu, aby tylko pana odsunąć od współdecydowania?  

– Jeśli odsunięcie od zarządzania powiatem mnie i doskonale przygotowanych merytorycznie radnych: Kazimierza Pakulskiego, Bartosza Granata, Urszuli Wojtyło, Macieja Nejmana i Michała Gołębia jest zemstą za poprzednią kadencję powiatu, to mogę być tylko dumny. Aż tak mocno musiało zaboleć kolegów samorządowców, że przywróciliśmy zrównoważony rozwój powiatu. Po wielomilionowych inwestycjach w Brzegu Dolnym – budowie wiaduktu, przebudowie al. Jerozolimskich, ul. 3 Maja i wielu innych w gminie Brzeg Dolny pozostały dwie drogi powiatowe do wyremontowania. Chociaż sieć ich dróg jest najkrótsza w powiecie. Przerzuciliśmy ciężar inwestycji na największą gminę Wołów i najuboższą – Wińsko. Jeśli odsunięcie od władzy mam rozumieć jako sprzeciw wobec takiej polityki, to OK., przyjmuję. Mam tylko nadzieję, że zareagują mieszkańcy. Przecież ciężko będzie moim kolegom z PiS przekonać swoich wyborców, że racjonalna jest koalicja z Platformą Obywatelską, wsparta przez Lewicę w postaci byłego funkcjonariusza SB. Ciężko będzie umotywować to ideologicznie, ale jeszcze ciężej będzie pokazać zysk dla gminy Wołów.

– Jak pan zamierza walczyć z kłamstwami na Facebooku, które rozlewają się na temat pracy pana i urzędników. Pytam, bo dziennikarze w całej Polsce rozpoczęli akcję walki z fake newsami.

– Kłamstwa na Facebooku, kłamstwa w ustach radnych opozycji. Ile już tego było? Nieślubne dzieci na Ukrainie… Już sam nie wiem, czy syn, czy córka.. Spalarnia, pod którą remontuję drogi, aby odpady komunalne zwozić z całego województwa. Dużo tego było przez 9 lat. Nie jestem ulubieńcem pani Ewy Łukacz z Lubiąża. Nie ubolewam. Fake newsem mógłbym nazwać co drugi wyprodukowany przez nią post. Opiera się na domysłach, plotkach… Nie jest to poważne. Nie mam czasu czytać efektów jej wybujałej wyobraźni, ale czasami jestem do tego zmuszony – kiedy rusza moją rodzinę, przyjaciół lub przekracza kolejną granicę dobrego smaku. Obecnie jestem z nią w sporze sądowym i liczę, że część nieprawdziwych informacji sprostuje. Niestety, mam wrażenie, że w swoich posunięciach pani Łukacz czuje się całkowicie bezkarna. Przecież nawet jeśli przegra, to sąd nie pociągnie jej do dotkliwej odpowiedzialności finansowej, ponieważ jest rencistką. Przez te 9 lat jej i mojej działalności tylko raz poczułem się osobiście urażony postępowaniem tej pani. Kiedy mój wieloletni przyjaciel, radny i sołtys Rataj Jan Wiącek leżał na łożu śmierci, pani Łukacz opublikowała zdjęcie niewykoszonego boiska i zarzucała mu brak zainteresowania stanem wioski. Zastanawiam się tylko, kto finansuje te wybryki. Nowe aparaty, mikrofony kierunkowe i inne bardzo drogie wyposażenie, które służy tylko temu, aby pokazać mnie w złym świetle. Na to pytanie odpowiedzią są pewnie uśmiechnięte twarze z jej strony facebookowej.