Reklama
Reklama
Reklama

– Każdy z uczestników zrobił sobie drewniany krzyż, który albo niósł w ręce, albo przymocował do plecaka – opowiada Katarzyna Stróżyk z Wołowa. – Pierwsze 20 kilometrów nie było wyzwaniem, szliśmy dość szybkim tempem. Kryzys dopadł mnie między dwudziestym a trzydziestym kilometrem…

Katarzyna Stróżyk
Katarzyna Stróżyk

Dwa tygodnie przed Wielkanocą, Katarzyna Stróżyk wzięła udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej z Góry do Głębowic. Okazało się to nie lada wyzwaniem: nie jest to zwykła procesja, a wyjątkowo wyczerpujący nocny przemarsz, organizowany bez względu na panujące warunki atmosferyczne. Uczestnicy maszerują w milczeniu, na trasie o długości kilkudziesięciu kilometrów. Ekstremalne Drogi Krzyżowe są organizowane na terenie Polski i w Europie. W tym roku po raz pierwszy przeszły przez nasz powiat.

– Rozpoczęliśmy o godzinie 20 Mszą świętą w Górze. Wyruszyliśmy w ciszy, jedni szli w małych grupkach inni w samotności – wspomina Katarzyna Stróżyk.

Każdy z uczestników niósł ze sobą wcześniej zrobiony drewniany krzyż. Trzymał go w ręku lub miał przymocowany do plecaka.

– Pierwsze 20 kilometrów nie były wyzwaniem, szliśmy dość szybkim tempem. Między grupami były niewielkie odległości, które z każdym kolejnym kilometrem znacznie się powiększały – opowiada Katarzyna Stróżyk. – Kryzys mnie dopadł między dwudziestym a trzydziestym kilometrem, głównie przez brak dłuższych odpoczynków i ogólnie ból nóg. Ostatnie kilometry dłużyły się bardzo, stawialiśmy małe kroczki, podpieraliśmy się drewnianymi krzyżami. Doszliśmy przed 8 rano, spodziewaliśmy się, że uda się szybciej. W drodze odpadło sporo osób. Słyszałam, że nawet jedna trzecia.

Jak mówi Katarzyna, udział w tym wydarzeniu jest sprawdzeniem samego siebie i okazją do duchowych rozważań.

archiwum (18)

– Główną motywacją było wiele intencji, które ze sobą niosłam, przede wszystkim za bliskie mi osoby. Często nie ma się wpływu na pewne sprawy, a trudno patrzeć na nie bezczynnie. Wierzę, że taka ofiara jako modlitwa może przynieść owoce. Nie uważam, że ten rodzaj drogi krzyżowej musi znaczyć więcej niż taka odprawiona w kościele, chodzi o indywidualne przeżycia. Moja druga motywacja była bardziej przyziemna. Chciałam sprawdzić swoją wytrzymałość, podjąć trudne wyzwanie. Takie doświadczenia dają mi dużą satysfakcję – podsumowuje Katarzyna.

Po powrocie, jak mówi, stwierdziła, że przesadziła i udział w EDK bez żadnego przygotowania był nierozsądny. – Dzień później zmieniłam zdanie i planuję znów wybrać się za rok – opowiada Katarzyna Stróżyk.

Każdy, kto chciałby wziąć udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej, może sprawdzić trasy na stronie internetowej edk.org.pl. Tam znajduje się również poradnik, jak przygotować się do marszu.

 

Reklama
Reklama