Reklama
Reklama
O likwidacji szkoły, szantażach i naciskach

Rozmowa z Maciejem Nejmanem, starostą powiatu wołowskiego

– Ministerstwo zapowiedziało wiele zmian w oświacie. Jak one mogą przełożyć się na nasze szkoły i samorządy? 

– Czasami podzielam stanowisko środowisk edukacyjnych, że czas przestać reformować oświatę i zatrzymać się na stabilnym fundamencie, tym bardziej, że tego, co istotne, się nie zmienia, np. karty nauczyciela, czy podstawy programowej. Tendencje demograficzne – mówiąc oględnie – nie wyglądają dobrze. W tym roku mamy około 1200 uczniów w szkołach ponadgimnazjalnych i ponad 300 w specjalnych. Dla porównania, liczba młodzieży w szkołach, dla których organem prowadzącym jest powiat, przed rokiem była wyższa o ponad 150 uczniów, a przed dwoma laty wynosiła blisko 1500. Widać więc wyraźny spadek liczby uczniów, który –  niestety – uderza finansowo w samorząd, bo subwencja wędruje za uczniem. Z tego właśnie względu należy szukać kompromisów i nie jest to zjawisko nadzwyczajne w skali kraju. Samorządy kierując się racjonalnością powinny zlikwidować w 2016 r. kilkadziesiąt szkół, ale rząd zadbał o to, żeby to nie samorządy decydowały o tym fakcie, tylko kuratorzy. Minister Edukacji Narodowej Anna Zalewska apeluje o wstrzymanie likwidacji szkół. Samorządy powinny zaapelować o dodatkowe środki na utrzymanie pustych szkół poza subwencją przydzielaną na ucznia. Tym samym zabraknie samorządom pieniędzy na odbudowę dróg, pomoc rodzinom, bezrobotnym, umrze kultura, wsparcie biznesu, itd. A rząd zapowiada “będziemy likwidować gimnazja, ale nauczyciele nie pozostaną bez pracy”. Zmieni się wiele, ale niewiele. To prawdziwa magia, tyle, że czarodziejem nie będzie Minister Zalewska, a prezydenci miast, burmistrzowie, wójtowie i starostowie.

Przejdźmy na “lokalne podwórko”. Miniony rok to u nas batalia o utrzymanie – likwidację liceum i gimnazjum przy ul. Wilczej w Brzegu Dolnym. Na jakim etapie jest sprawa wygaszania szkoły?

– Trudno nie ulec wrażeniu, że bój nie toczył się o szkołę, tylko o budynek. Nie przypominam sobie, żeby podczas wielu odbytych przeze mnie rozmów padło ze strony “obrońców” szkoły słowo “uczeń”. Paść nie mogło, bo daliśmy uczniom i rodzicom honorowe słowo “nie przenosimy was do nowych szkół, kończycie naukę w budynku przy ul. Wilczej”. Słowo będzie dotrzymane. Moim zdaniem, szkoła zaczyna się i kończy tam, gdzie przychodzą uczniowie. W walce była polityka i jej stałe elementy: szantaże i naciski, z groźbą rozmontowania powiatu włącznie. Dyrektor PZS Piotr Smelkowski uzyskał od Ministra Edukacji i Dolnośląskiego Kuratora Oświaty wsparcie po linii programowej, o jakiej przed chwilą wspomniałem. Minister uchylił ze względów formalnych pozytywną opinię kuratora w przedmiocie likwidacji szkoły. Sprawa znalazła finał w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie. Cierpliwie czekamy na rozstrzygnięcie.

– Jak w tym kontekście wygląda współpraca na linii starosta – dyrektor Smelkowski?

– Wypróbowaną metodą działania dyrektora, według którego nawet nabór jest prowadzony w oparciu o zasady ustalone przez szkołę, a nie organ prowadzący, jest samowolka. Dyrektor, mimo że miał pełną wiedzę o tym, że nie będzie dokonywany nabór, do końca wprowadzał w błąd uczniów i rodziców i przyjmował podania po to, aby później nimi “grać” jak kartą przetargową. Nie uzyskał zgody na utworzenie gimnazjum z prostej przyczyny: powiat wystarczająco długo wyręczał Gminę Brzeg Dolny w prowadzeniu gimnazjum. Przed inauguracją nowego roku szkolnego zapowiedziałem jednak, że jeśli dzieci przyjdą 1 września do szkoły, nikt ich stamtąd nie wygoni, ale konsekwencje samowolki poniesie dyrektor.

– Ale do tej pory nie ukarał Pan dyrektora Smelkowskiego?

– W czerwcu w szkole na mój wniosek została przeprowadzona kontrola Dolnośląskiego Kuratora Oświaty, która wykazała nieprawidłowości polegające przede wszystkim na zatrudnianiu nauczycieli nieposiadających wymaganych kwalifikacji do nauczania konkretnych przedmiotów. W rozpoczynającym się roku szkolnym dyrektor znów zapomniał, że w analogicznej sytuacji musi wystąpić o zgodę kuratora na zatrudnienie nauczyciela bez kwalifikacji i zrobił to po naszych monitach, ale już po zatrudnieniu nauczycieli. Powodów do wyciągnięcia konsekwencji wobec pana Smelkowskiego jest więcej, ale nie mam zamiaru i ochoty udowadniać, że kara nie jest zemstą za obronę szkoły. Nie mam pretensji do dyrektora o to, że broni swojej placówki. Mam pretensje o sposób, w jaki to robił, manipulując młodzieżą i rodzicami. Mam również pretensje o to, że przez wiele lat nie zarządzał szkołą. W mojej ocenie szkoła pod przewodnictwem dyrektora Smelkowskiego nie wspiera w zadowalający sposób uzdolnień. Uczniom nie daje się szerszej możliwości uczestnictwa np. w pozaszkolnych konkursach, czy też projektach edukacyjnych, dyrektor sporadycznie występował o stypendia, a o indywidualnym toku nauczania można zapomnieć. Porównując ilość przedsięwzięć edukacyjnych realizowanych w Powiatowym Zespole Szkół, z tymi w Zespole Szkół im. Komisji Edukacji Narodowej zauważa się ogromną dysproporcję. Wystarczy wejść na stronę internetową tych dwóch dolnobrzeskich szkół, żeby porównać, czym żyje jedna placówka, a czym druga. Zachęcam do tego wszystkich.

– Problem jest w kadrze pedagogicznej czy w dyrektorze? 

To, że kadra na Wilczej jest mocnym zapleczem pedagogicznym, świadczą chociażby wysokie wyniki egzaminów maturalnych. W mojej ocenie szkoła jest po prostu od wielu lat źle zarządzana. To dyrektor powinien wyznaczać kierunki zarówno w ramach kształcenia przedmiotowego, jak i tego wychodzącego poza zakres tego, co obowiązkowe. Dyrektor szkoły powinien być menedżerem, a nie politykiem. Kropka.

– Co dalej ze szkołami w Brzegu Dolnym?

W takiej sytuacji demograficznej, jaką mamy obecnie i przy takich tendencjach, jakie rysują się na najbliższe lata, strategia “w każdym kątku po dzieciątku” jest żadną strategią. Chcę, aby powiat inwestował pieniądze w uczniów uczących się w dobrej szkole, a taką jest w Brzegu Dolnym placówka przy ul. 1-go Maja. W Ogólnopolskim Rankingu Szkół Ponadgimnazjalnych Fundacji Edukacyjnej “Perspektywy” liceum ogólnokształcące tej szkoły zajęło w 2016r. 28 miejsce na Dolnym Śląsku. Dla porównania “Ossolińczyk” jest oddalony o 20 pozycji. Jeszcze lepiej wygląda pozycja technikum ZSZ, które w tym samym rankingu uplasowało się na 7 miejscu. W tym roku planowaliśmy utworzyć trzy oddziały pierwszej klasy liceum, ale ze względu na brak uczniów udało się dokonać naboru na dwa oddziały, w tym na klasę o profilu humanistycznym, dwujęzycznym. Jeśli w przyszłym roku szkolnym nabór będzie większy, utworzymy trzy oddziały licealne. Mówiłem i mówię jasno: powiat nie zamierza ograniczać oferty edukacyjnej w Brzegu Dolnym. To nie ja przed laty otworzyłem klasy licealne w ZSZ na 1-go Maja, tylko – z tego co pamiętam – ówczesny dyrektor, a obecny wiceburmistrz Paweł Pirek stworzył w mieście wewnętrzną konkurencję na poziomie liceum dla LO na Wilczej. Inna była sytuacja demograficzna wtedy, inna jest teraz. Dziś dwa licea w jednym mieście przy takiej ilości uczniów nie mają racji bytu.

– A jakie są plany co do budynku na Wilczej?

– Zapewniałem i podtrzymuję to, że budynek będzie wykorzystany na cele edukacyjne. Stan techniczny i estetyczny budynku daleki jest od ideału i będzie wymagał poprawy. W tej chwili jedno ze skrzydeł szkoły zostało udostępnione Stowarzyszeniu Osób Niepełnosprawnych na działalność edukacyjną i wczesne wspomaganie. Edukacja osób niepełnosprawnych, to tyle ważny, co zaniedbany aspekt naszej codzienności. W pozostałej części szkoły będą kończyć naukę gimnazjaliści i licealiści. Sytuacja w edukacji jest obecnie tak dynamiczna, że decyzje w tym obszarze trzeba podejmować na bieżąco i szybko. Na pewno budynek przy ul. Wilczej nie będzie stał opustoszały.

– Jak wygląda sytuacja w innych szkołach zarządzanych przez powiat, a przede wszystkim, jak powiat zamierza łagodzić skutku niżu demograficznego?

-W dwóch placówkach w Wołowie mamy nowych dyrektorów, którzy wyłonieni zostali w konkursach. Mowa o Liceum Ogólnokształcącym i Centrum Kształcenia Zawodowego i Ustawicznego. W wołowskim LO, podobnie jak w Brzegu Dolnym otworzyliśmy dwie klasy pierwsze, łącząc profile. Z niepokojem obserwujemy odpływ z powiatowych szkół znajdujących się w Wołowie młodzieży zamieszkałej w gminie Wińsko. Musimy zdiagnozować problem, które moim zdaniem ma w dużej części źródło w transporcie publicznym. Uczniów sobie nie stworzymy, ale musimy zadbać, żeby nie tylko ich nie tracić, ale pozyskać spoza powiatu, bo w naszych szkołach warto się uczyć.

 

Reklama
Reklama