Wołów ma swoją telewizyjną gwiazdę

Marta Pietrzak, mieszkanka Wołowa od wielu lat pojawia się szklanym ekranie. Zagrała w “Trudnych sprawach”, “Dlaczego Ja”, “Malanowski i partnerzy” czy “Pamiętniki z wakacji”.

– Ogląda Pani w telewizji odcinki ze swoim udziałem?

– Nie lubię oglądać się na ekranie. Zawsze zauważam, że coś mogłam zrobić lepiej, nie podoba mi się oświetlenie twarzy albo ułożenie włosów. Moja rodzina już się przyzwyczaiła i czasem ogląda.

– Gra Pani w serialach paradokumentalnych od 7 lat. Jak to się stało, że dziewczyna z Wołowa, znalazła się w świecie show biznesu?

Kilka lat temu w Wołowie kręcono kryminalny film fabularny. Udało mi się dostać na plan, byłam statystką. Kiedy obserwowałam profesjonalnych aktorów podczas ich pracy, pomyślałam sobie, że też chciałabym to w życiu robić. Od tamtej pory to wszystko się zaczęło. Osoby, które statystowały na planie, były też zaproszone na premierę tego filmu do Warszawy i tam trafiłam do agencji. Poszłam na swój pierwszy casting i dostałam rolę w serialu “Detektyw Malanowski i partnerzy”.

– Jak wygląda taki casting? Pytam, bo pewnie niejedna dziewczyna chciałaby się znaleźć na pani miejscu.  

  Osoba, która przychodzi pierwszy raz, musi się zaprezentować. Pracownik agencji zadaje różne pytania, np. na temat zainteresowań. Na koniec każdy kandydat jest oceniany w skali 1 do 5, gdzie 5 to najwyższa ocena. Podczas swojego pierwszego castingu dostałam 4 punkty, przy czym powiedziano mi, że 5 otrzymują tylko absolwenci PWST. Otrzymałam propozycję udziału w castingu do konkretnej roli w jednym z seriali kryminalnych. Dostałam scenariusz, musiałam się go nauczyć. Poza mną były jeszcze trzy osoby, które brały udział w castingu do tej konkretnej roli. Po kilku dniach poinformowano mnie, że wygrałam i zaproszono na nagranie odcinka.

– Gra Pani w serialach paradokumentalnych, takich jak “Trudne sprawy” czy “Dlaczego ja?”.  Sporo tego, nie czuje się pani zmęczona?

– Nagranie jednego odcinka trwa całe trzy dni i przez ten czas jestem praktycznie ciągle poza domem. Jednak sprawia mi to tyle radości, że nie stanowi to dla mnie problemu. Traktuję to wręcz jako formę relaksu. Można powiedzieć, że jestem już od tego uzależniona i przynajmniej raz w miesiącu muszę wyskoczyć na plan zdjęciowy. Zdarzają się też propozycje z innych produkcji, To, czy je przyjmuję, zależy od tego, ile mam czasu i czy mogę sobie pozwolić na kilkudniowy wyjazd. Czasem jestem już tak zmęczona codzienną pracą i obowiązkami, że kiedy zadzwoni do mnie telefon z propozycją zagrania w serialu, czuję ulgę, że będę mogła odpocząć.

– I wyładować emocje…. Bo w scenariuszu ich nie brakuje.

– To zależy od konkretnego serialu i wymagań reżysera. “Trudne sprawy” i “Dlaczego ja?” dają dużą dowolność. W scenariuszu zapisany jest jedynie sens sceny. Często ustalam sobie z reżyserem, że np. ma paść słowo rozwód, nienawiść, zdrada, ciąża. To są słowa klucze. Można dodawać od siebie, uwalniać emocje, dać się ponieść. Tak jest w przypadku, kiedy gramy jedną kamerą, na szerokim planie. W serialach, w których występują zbliżenia i przebicia na plan szeroki i amerykański, czyli od pasa w górę, musimy ściśle trzymać się scenariusza. Gdybyśmy pozwolili sobie na improwizację, stanowiłoby to później problem dla montażysty, który musi złożyć odcinek scena po scenie i wtedy też opiera się na scenariuszu. Jest to też utrudnienie, bo nie można dodawać nic od siebie, należy trzymać się napisanych kwestii. Jeśli okaże się, że na szerokim planie torebkę trzymam w prawej ręce, to na bliskim też muszę ją trzymać tak samo. Inaczej konieczne są duble.

–  Granie to hobby? Na co dzień wykonuje pani inny zawód.  

Teraz traktuję to jak hobby. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z graniem w serialach, nigdzie nie pracowałam, byłam z dziećmi w domu. Ponieważ mogłam zorganizować dla nich opiekę, bardzo często jeździłam na castingi i nagrania odcinków. Teraz pracuję jako kierownik ds. handlu i marketingu w jednej z wołowskich firm i przede wszystkim tam spełniam się zawodowo. Nagrania są dla mnie czymś dodatkowym, sprawiają mi wiele przyjemności i dają też satysfakcję. Mogę doskonalić swoje umiejętności i realizować się w tym fachu. Nie nazywam tego aktorstwem, ale graniem amatorskim. Stacja Polsat odgórnie reguluje częstotliwość występowania w serialach paradokumentalnych. Przez dwa sezony miałam zakaz grania w tych produkcjach, ponieważ stwierdzono, że za często pojawiam się na ekranie i widzowie mogą mylić role, w jakich się pojawiałam. W umowie poza tym jest zapis, że w jednym sezonie serialu można zagrać tylko raz. A jeśli chodzi np. o serial “Pamiętniki z wakacji”, w tej produkcji można wystąpić w ogóle tylko jeden raz, w jednym odcinku, nigdy więcej.

– A da się wyżyć z samego grania w serialach? 

–  To zależy. Jeśli idzie się tam pierwszy raz, zagrać epizod albo statystować, są to kwoty rzędu kilkudziesięciu złotych. To kwestia wystąpienia w kilku scenach, dlatego ten zarobek nie jest duży. Inaczej jest już, kiedy dostaje się główną rolę w odcinku, wtedy są to kwoty sięgające kilkuset złotych. Najlepsze oferty dostaje się w sytuacjach, kiedy nagle trzeba kogoś zastąpić. Miałam taką sytuację. Odebrałam telefon z informacją, że kobieta, która miała zagrać główną rolę, nie udźwignęła tego i natychmiast potrzebne jest zastępstwo. Zgodziłam się, mailem dostałam scenariusz. W tym samym czasie wyjechał po mnie kierowca, który miał mnie zabrać na plan, dał mi scenariusz w formie papierowej. Dojechałam na plan i zagrałam. Za takie przysługi oferowane są już całkiem inne, przyzwoite stawki. Znam osoby, które nie pracują zawodowo, tylko chodzą na castingi i żyją z grania w serialach. Dla mnie nie jest to dobre rozwiązanie, bo nigdy nie da się przewidzieć, ile uda się zarobić w danym miesiącu. Może być tak, że gra się dwa miesiące cały czas, a później przez pół roku nie otrzymuje się żadnej propozycji.

– Rozpoznają Panią widzowie na ulicy?

– Owszem, zdarza się, że ktoś spyta mnie, czy grałam w telewizji, pytają o konkretny serial albo konkretną rolę. Kiedyś podczas zakupów w galerii handlowej mężczyzna, który mi się przyglądał, krzyknął nagle: “Ja panią znam z telewizji!”. U innych klientów wywołało to zainteresowanie.

– Którą z ról zapamiętała pani szczególnie?

– W jednym z odcinków grałam ekomamę, która torturowała swojego syna ekologicznym jedzeniem. Jedną ze scen graliśmy w supermarkecie, gdzie musiałam zrobić awanturę kasjerce, która sprzedawała mojemu serialowemu synowi niezdrową żywność. Bardzo wczułam się w tę rolę, krzyczałam okropnie, tak, że cały sklep mi się przyglądał i wszyscy mieli przerażone miny zastanawiając się, co to za wariatka. Kiedy skończyliśmy nagranie, obiecałam sobie, że nigdy więcej nie pójdę do tego sklepu.

– Kogo chciałaby Pani jeszcze zagrać?

– Na pewno brakuje mi postaci negatywnych. Najczęściej gram osoby ciepłe, miłe i pokrzywdzone. Chciałabym zagrać jakąś niestabilną psychicznie kobietę, żeby postawić przed sobą jakieś wyzwanie, ale nie spieszy mi się. Mam nadzieję, że takie produkcje cały czas będą powstawać, a ja będę miała okazję, żeby zagrać coś nowego. Każda rola jest dla mnie przygodą i wyzwaniem, i czekam na więcej. Czekam też na emeryturę, kiedy będę miała jeszcze więcej czasu na nowe role, bo nie wyobrażam sobie życia bez tego.

Rozmawiała Karolina Banaszkiewicz