Akcja “My nie gryziemy”

Fotka przy taaakim aucie fundacji to wielka gratka!
Ewa Naworol z córką Niną i owczarkiem środkowoazjatyckim Biesłaną

Fundacja Ewy Naworol łączy miłość do zwierząt z akcją edukacyjną i motoryzacyjną pasją. Od siedmiu lat prowadzi zajęcia na temat bezpieczeństwa w towarzystwie psów. Zajęcia odbywają się w wyjątkowej mobilnej sali multimedialnej, która przystosowana została do zajęć dydaktycznych oraz ćwiczeń praktycznych w zakresie pierwszej pomocy oraz wykorzystania wirtualnej rzeczywistości.

Zajęcia w wielkiej ciężarówce, odpowiednio przystosowanej, są wielką atrakcją dla dzieci

Większości przypadków pogryzień przez psy można było uniknąć – głosi najważniejsze hasło akcji “My nie gryziemy”. Bo to człowiek ponosi odpowiedzialność. W grupie największego ryzyka pogryzień są dzieci w wieku 4-11 lat. Być może w tej grupie jest też TWOJE dziecko? Może boi się psów i na sam widok czworonoga szuka drogi ucieczki, a może tak lubi zwierzęta, że zaczepia każde, spotkane na swojej drodze? Jesteśmy przekonani, że każde dziecko, niezależnie od wieku i doświadczeń potrzebuje kompleksowej edukacji, dotyczącej zachowań psów.

Przykład

To była mała wieś w województwie dolnośląskim. Nieliczna grupa dzieci z klasy zerowej wybrała się z wychowawczynią na spacer, szukać oznak wiosny. Spacer skończył się tragicznie: czworo dzieci zostało pogryzionych przez psa, pani również.
Przy drodze, przez ogrodzenie, w kierunku dzieci zaczął ujadać pies. Z początku nic nie wskazywało na tragiczny finał, ale widocznie gwar rozmów i sam fakt, że grupa osób porusza się za ogrodzeniem tak rozjuszyło psa, że przeskoczył przez siatkę i zaatakował. Krzyk, pisk, ucieczka… to nie pomogło, czworo dzieci nie miało szans uchronić się przed ugryzieniem. Na szczęście całe zdarzenie miało miejsce w pobliżu innych domostw, skąd szybko nadeszła pomoc. Dzieci, o których mowa, dziś są nastolatkami, ale to wydarzenie będą pamiętały do końca życia.

Ile?

Fundacja uczy dzieci tzw. postawy żółwia – wtedy w przypadku ataku agresywnego psa jest największa szansa na uratowanie się

Przypadków pogryzień dzieci jest w Polsce bardzo dużo i kończą się traumą na całe życie. – Od 2013 roku jeździmy z naszymi szkoleniami po całej Polsce i jako jedni z nielicznych mamy świadomość skali problemu – mówi Ewa Naworol. – Jesteśmy zdania, że każdy człowiek powinien wiedzieć, jak wychowywać i odpowiednio traktować psy, żeby nie stanowiły zagrożenia w społeczności. Każdy człowiek powinien wiedzieć, jak odczytać sygnały wysyłane przez psa i jak nie wolno się w towarzystwie psa zachowywać. Mówimy o tym na każdych zajęciach, bo naszym zdaniem redukowanie przyczyn zniweluje przykre skutki.

Fundacja działa głównie na Dolnym Śląsku, ale akcja ma zasięg ogólnopolski. W ostatnich dwóch latach odwiedzili 11 województw. Cyklicznie wspierają schroniska w najbliższej naszej okolicy, biorą udział w eventach promujących adopcje i zbiórki rzeczy potrzebnych. Wspierają adopcje psów i kotów poprzez współpracę z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami oraz schroniskami dla zwierząt.

Każdego dnia docieramy średnio do 150 dzieci – mówi szefowa fundacji. – Zależy nam, żeby w naszych szkoleniach brały udział dzieci zarówno z wielkich miast jak i małych miejscowości, dlatego przyjedziemy w każde miejsce, które zgłosi chęć udziału w naszej akcji.

Skąd potrzeba powstania “Fundacji Ewy Naworol”?

Tak wygląda wnętrze mobilnej sali multimedialnej

– Przede wszystkim z moich obserwacji, dotyczących obcowania dzieci z psami. Ale był jeszcze jeden, decydujący impuls. Kilka lat temu, mieszkając jeszcze we Wrocławiu, wyszłam na spacer z naszym psem Bolkiem rasy dog de Bordeaux. To duże i silne zwierzęta, ale Bolek był bardzo spokojny, ułożony i niegroźny. Po drodze chciałam zrobić zakupy, więc weszłam do sklepu, a psa przywiązałam na zewnątrz – jak zwykle. Po wyjściu ze sklepu, gdy spojrzałam na Bolka, moje serce zamarło. Stał przed nim mały chłopiec – może czteroletni – i wymachiwał psu przed nosem parasolką. Spokojny zazwyczaj Bolek ze strachu stał się bardzo agresywny. W każdej chwili mógł się zerwać ze smyczy, a wtedy małe dziecko nie miałoby szans. To cud, że nic się wtedy nie stało. Ale pytanie “co by było gdyby”, pozostało. Stąd właśnie nazwa akcji prowadzonej przez moją fundację: “My nie gryziemy”.

Więcej na: www.facebook.com/myniegryziemy/