Pałacowy skarb. Kto po niego wrócił?

Ta historia wydarzyła się w jednym z pałaców na Dolnym Śląsku. Jak większość takich budowli była to perła, która została utracona w wyniku działań wojennych. Pałac, o którym piszę, pod koniec wojny pełnił jeszcze jedną ważną funkcję. Był składnicą kosztowności miejscowej ludności.

Z potwierdzonych informacji do jakich udało się dotrzeć wynika, że zimą 1944 roku do pałacu trafiły kościelne obrazy, ale także prywatne zbiory miejscowych rodzin, które w strachu przed Armią Czerwoną zdeponowały je w piwnicznej części pałacu. Piwniczne podziemia były tak przygotowane, aby rodzinne pamiątki były bezpieczne i co bardzo ważne nie zostały zniszczone.

Rozmowy o skarbie

Na przełomie lat dziewięćdziesiątych do lokalnych władz zgłosił się niemiecki przedstawiciel rodzin, który twierdził, że wie gdzie zostały ukryte duże zbiory porcelany, srebrne zastawy a także obrazy, które trafiły z miejscowego kościoła. Rozmowy, które prowadziły władze tamtego terenu były prowadzone w terenie, tak aby postronne osoby nie miały dostępu do przedstawiciela rodzin. Z relacji miejscowej osoby wynika, że rozmowy zostały przerwane w wyniku zbyt dużych wymagań obywatela Niemiec.

Prawda wyszła po latach

Po trzydziestu latach były już mieszkaniec tej urokliwej miejscowości opowiedział co naprawdę wydarzyło się podczas rozmowy z przedstawicielem niemieckich rodzin. Obywatel Niemiec zażądał pozwolenia na wydobycie niemieckich pamiątek w zamian za pokazanie miejsca, w którym miał być zamurowany obraz. Jak wtedy twierdził obraz miał być wart sto tysięcy niemieckich marek. Chytrość okolicznej władzy była tak duża, że rozmowy zostały natychmiast przerwane.

Ktoś wrócił po skarb

Od tamtego czasu minęło ponad trzydzieści lat, a wydarzenia, które miały miejsce w tej okolicy mogą świadczyć, że ktoś podjął próbę wydobycia kosztowności. Pewnej nocy do lasu oddalonego o kilka kilometrów od pałacu wjechały trzy samochody terenowe. Światła było widać z bardzo daleka, gdyż była to już późna jesień. Auta jak się potem okazało wjechały na skalne wzniesienie, w którym była ukryta grota skalna. Co w niej było ukryte do dziś nie wiadomo. Jedno co wiadomo to relacja świadka, który widział kilka dni wcześniej obce osoby kręcące się po wsi oraz po terenie pałacowego parku. Kto prowadził poszukiwania oraz skąd miał wiadomości o skarbie? Dziś już tego się nie dowiemy, lecz wiemy na pewno, że chytrość nie prowadzi do niczego dobrego.

Tomasz Sapożnikow