Do domu weszła mu policja ze strażą

fot. archiwum Kuriera Gmin

Dni między 6 a 13 listopada okazały się być łaskawe dla mieszkańców i strażaków. Ci drudzy wyjeżdżali do zgłoszeń tylko trzy razy w tym czasie. Nie zabrakło jednak ciekawych, choć niegroźnych zdarzeń.

Niby pożar

Pierwsze wezwanie strażacy otrzymali 6 listopada. Mieszkaniec, który przejeżdżał ul. Ścinawską w Wołowie zobaczył kłęby dymu i myśląc, że to pożar zadzwonił na numer alarmowy. Jak się okazało na miejscu żadnego pożaru nie było, a dym wydobywał się z komina w pomieszczeniu gospodarczym. Jednak w celu upewnienia się, strażacy używając łomu weszli do budynku. Ich oczom ukazał się piecyk, z którego wypadł żarzący się fragment drewna, wynieśli więc go na zewnątrz i dogasili. Na tym zakończyła się ich akcja.

Weszli przez okno

W drugim zdarzeniu, do którego doszło 8 listopada w Pogalewie strażacy pomagali dostać się rodzinie do zamkniętego domu. Na miejscu był już patrol policji. Mieszkaniec owego domu nie odpowiadał na pukanie i nawoływanie. Znaleziono więc uchylone okno i przez nie strażacy, po drabinie dostali się do budynku. W jednym z pokoi spotkali mężczyznę siedzącego na fotelu, który był cały i zdrowy, nic mu nie dolegało. Jak sam im powiedział, po prostu nie słyszał pukania.
Palił się samochód?
Ostatnie wezwanie strażacy otrzymali w chwili, gdy Redakcja zamykała wydanie gazety, czyli 13 listopada. Na Alei Niepodległości w Wołowie miał palić się samochód. Na miejscu okazało się, że z komory silnika rzeczywiście wydobywa się dym. Strażacy ugasili niewielki pożar za pomocą gaśnicy proszkowej. Przyczyną powstania ognia było oberwanie się maty wygłuszającej, oddzielającej komorę silnika od kabiny. Mata oparła się o rozgrzaną rurę wydechową i zaczęła płonąć. Nikomu nic się nie stało, a z wstępnych oględzin wynika, że straty udało się zminimalizować.