Reklama

Hania to najcięższy przypadek koronawirusa wśród dzieci. Dziewczynka nadal walczy o zdrowie

18/08/2020 08:37

Sześcioletnia Hania z Sycowa w kwietniu wraz z mamą zachorowała na koronawirusa. Do dziś nie wróciła do zdrowia. Lekarze określili jej przypadek jako najcięższy wśród dzieci. W czasie leczenia okazało się, że szpik dziewczynki przestał pracować.

W kwietniu 2020 roku świat Hani wywrócił się do góry nogami. Dziewczynka zaczęła gorączkować, a jej ciało pokryły wybroczyny. Następnie trafiła do szpitala w Kępnie, gdzie pobrano jej mamie i jej wymaz. Wyniki były jednoznaczne – pani Julita i Hania zostały zakażone koronawirusem. Kolejne badania wykazały, że dziewczynka ma bardzo niski poziom płytek, dlatego konieczne było przetaczanie krwi.

Dziewczynka trafiła do Poznania, gdzie stwierdzono u niej nieprawidłowości w szpiku kostnym. Mimo kilku biopsji, lekarze nie dostrzegli komórek nowotworowych, ale podejrzewali, że pacjentka cierpi na białaczkę. Konieczne były badania genetyczne. Pewne było jednak, że szpik Hani zapadł w aplazję, za którą odpowiedzialny był wirus SARS-CoV-2. – Hania jest jedynym dzieckiem w Polsce, które tak drastycznie przeszło zakażenie koronawirusem – wspomina mama. – Jej stan z dnia na dzień ulegał pogorszeniu.

Reklama

To nie był jednak koniec walki o zdrowie i życie dziewczynki. Okazało się, że jej szpik jest bardzo wyniszczony. Lekarze stwierdzili u niej aplazję. – Gdy dziecko ciężko przechodzi grypę lub – jak w naszym przypadku koronawirusa – czasem szpik przestaje pracować. Powinien jednak zacząć się odbudowywać, gdy dziecko zaczyna zdrowieć. U Hani niestety do tego nie doszło i konieczny był przeszczep szpiku – przyznaje mama Hani.

Dziewczynka przeszła także bardzo wyniszczającą chemioterapię. Obecnie leży w szpitalu i przyjmuje leki, które mają sprawić, że jej organizm nie odrzuci szpiku od niespokrewnionego dawcy. Jej mama nie mogła być dawcą, ponieważ zgodność tkankowa była zbyt niska.

Reklama

– W karcie choroby lekarze wpisali, że aplazja szpiku została wywołana przez koronawirusa, ale tak naprawdę nikt nie wie, czy tak było. Mogło być też tak, że obie choroby wystąpiły w tym samym czasie – mówi Julita.

W czasie leczenia Hania przyjmowała lek Revolade, który pomaga przy bardzo niskim poziomie płytek krwi. Niskie zarobki mamy sprawiły, że kobieta zwróciła się o pomoc do fundacji „Na ratunek dzieciom z chorobą nowotworową”. – To lekarstwo nie jest refundowane. Jedno opakowanie kosztuje około ośmiu tysięcy złotych, dlatego zwróciliśmy się o pomoc do fundacji – mówi mama Hani.

Reklama

Dziewczynka cały czas pozostaje pod opieką fundacji, ponieważ wkrótce znowu może potrzebować drogiego leczenia, które pozwoli jej wrócić do zdrowia. Organizację, która pomaga dzieciom z nowotworami, można wesprzeć TUTAJ.

/źródło: NaRatunek.org; wp.pl/

Czytaj nas w Google
Dodaj do Google
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo kuriergmin.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości